Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

piekielni.pl

Pokaż menu
Szukaj

Spotkałam dziś polską wersję Karen. Jadłam obiad w sieciówce z rybami i…

Spotkałam dziś polską wersję Karen.

Jadłam obiad w sieciówce z rybami i owocami morza. Wybrałam stolik blisko kas, więc słyszałam, kto o czym mówi. Podeszła babka koło 50 i mówi do pracownika:
[K]kobieta: Zupkę rybną poproszę, ale tak porządnie, żeby coś więcej, niż woda sama była, jak ostatnio.
[P]racownik: Przykro mi, jest sama resztka. Powiem kuchni, przygotują, powinno być gotowe za 10 minut.
[K]: Co? To skandal! Byłam tu 20 minut temu i powiedzieli mi, że będzie za 10 minut i nic!
[P]: Proszę chwilę zaczekać.

Podszedł do kuchni, po chwili wrócił i powiedział:
[P]: Żadnego zamówienia na zupę nie dostaliśmy. Proszę zaczekać chwilę, będzie gotowa.
[K]: Co pan sobie myśli? Wy ze mnie wariatkę robicie! Byłam tutaj i mówiłam!
[P]: Przepraszam za tę sytuację, postaramy się przygotować jak najszybciej, zamiast tego proponuję...
[K]: Nie interesuje mnie, co mi proponujecie! JA chcę zupy, JA jej żądam i JA mam ją dostać. To jest absolutnie poniżej poziomu. Ja od 30 lat prowadzę biuro podróży i gdybym się tak zachowywała, to żadnego klienta bym nie miała.

Widać było, że pracownik solidnie się wściekł. Nic dziwnego, mnie samej zaczęły chodzić ręce.
[P]: Czy w takim razie życzy ją sobie pani?
[K]: Nie, chcę rozmawiać z kierownikiem!
(tutaj wyobraźcie sobie mema z tym tekstem)
[P]: Już idę, dziękuję, do widzenia, miłego dnia (powiedziane z przekąsem)

Poszedł wkurzony na zaplecze, po chwili wyszła niewiele starsza od niego kobieta.
[Ki]erowniczka: Dzień dobry, nazywam się XYZ, w czym mogę pomóc?
[Ko]bieta: Pomóc? Na mózg sobie możecie pomóc. Wy ze mnie wariatkę robicie, okłamujecie, zupy nie chcecie podać i jeszcze ten wasz pracownik student niemiło mi życzył do widzenia.

Kierowniczkę na moment zatkało. W tym samym momencie dziewczyna, która właśnie odchodziła od kasy i od dłuższego czasu przypatrywała się tej scenie zaniosła się nieco obłąkańczym śmiechem i powiedziała: "Pani to jest żałosna. Robi pani cyrk, jakby to było nie wiadomo co. Proszę się ogarnąć z łaski swojej".

Co ciekawe, zadziałało. Upierdliwy babsztyl się zapowietrzył, odmówił darmowej ryby w ramach przeprosin i sobie poszedł.

PS. Nie neguję drobnej piekielności ze strony knajpy - brak zupy w godzinach szczytu to pewien błąd.

gastronomia

by ~rybomaniaczka

Na fali historii o adopcjach zwierząt. Nie będę Wam przecież non stop…

Na fali historii o adopcjach zwierząt. Nie będę Wam przecież non stop o przedszkolu opowiadać :)

Chcę Wam opowiedzieć o piekielnych byłych właścicielach naszej Grubaski. Grubas wzięta została przez nas ze schroniska ponad rok temu, jako dwuletnia sunia. Chcieliśmy z mężem psa dla teściowej, bo po tym jak zabrałam jej jedynego syna, miałam wrażenie, że jest przybita, bo została sama, chociaż starała się tego nie okazywać.

O naszym (moim) pomyśle nie wiedziała. Zaznaczę tu od razu, że Teściowa jest niesamowitą psiarą i chciała psa, ale bała się, że nie da rady połączyć opieki nad nim z pracą. No i bała się babci, która była przeciwna psu, z uwagi na wymieniony wyżej argument.

Miałam kontakt z naszym schroniskiem, dostałam kilka zdjęć psów. Grubas mnie kupiła. Mąż postawiony przed faktem dokonanym, pojechał ze mną na wizytę zapoznawczą. Grubas była bardzo wycofana, bała się do nas podchodzić, miała jeszcze szczeniaki, które jechały do innego domu. Mojemu mężowi nie dała się dotknąć. Musiał się cofać, żebym ja mogła podejść. Wtedy jej opiekunka opowiedziała nam jej historię.

Grubas była trzymana na krótkim łańcuchu w kurniku z kurami. Była bita, najprawdopodobniej przez mężczyznę, bo ich boi się najbardziej. Na tylnej nodze ma wgniecenie w kości i odkształcenie po uderzeniu kijem. W kurniku się oszczeniła. Ktoś zgłosił sprawę, została zabrana wraz ze szczeniętami. Z powodu warunków w jakich żyła, ona i szczeniaki miały pasożyta skóry, przez którego w niektórych miejscach była prawie łysa. Na ciele miała strupy, podobnie szczeniaki, bo pasożyt powodował swędzenie. Była wychudzona. Nikt jej nie chciał. Szczeniaki też zostały w schronisku bo Pan, który je chciał, rozmyślił się. Myślę że stan psiaków go przerósł.

My Grubaskę wzięliśmy. Przyjechała do nas ze swoją opiekunką. Wizyta miała mieć charakter zapoznawczy i jednocześnie kontrolny. Teściowa była zaskoczona ale gdy ja zobaczyła ucieszyła się. Początki były trudne. Grubas wszystko gryzła, chowała się za łóżka, gdy przychodził ktoś nowy. Nie można było przy niej wykonywać nagłych ruchów ani podnosić rąk. Zakopywała jedzenie w łóżkach i pościeli, by mieć je na później. Nie powiem było ciężko.

Trzy miesiące po adopcji od teściowej dostaliśmy sms, że dziękuje nam za najlepszego przyjaciela. Pół roku później pierwszy raz, sama z siebie przyszła się przytulić i spać z moim mężem. Teraz, po ponad roku, jest zupełnie innym zwierzęciem. Wciąż ma jednak fobie. Boi się mężczyzn, nie lubi tłoku a fajerwerki i wystrzały powodują u niej panikę. Obce osoby sprawiają, że natychmiast potrzebuje się ukryć.

Biorąc ją, przeprowadzono z nami wywiad. Było normalnie. Wizyta opiekunki była dla nas też jak najbardziej normalna, biorąc pod uwagę stan psa. Nie dziwię się, że fundacje i schroniska przeprowadzają selekcję, co do przyszłych właścicieli, bo nie każdy da radę. Warto czasami jednak, żeby jedna i druga strona, dla dobra psa sobie zaufała.

Schronisko

by ~Pechowiec1234

Nie rozumiem niektórych ludzi... Mam czwórkę dzieci w wieku 9 - 14…

Nie rozumiem niektórych ludzi...

Mam czwórkę dzieci w wieku 9 - 14 lat i z tego względu mamy 7 osobowego VANa.

Niedawno przemyślałem temat i doszedłem do wniosku, że ja autem jeżdżę głównie do pracy 10 km, a całą rodziną jednocześnie jeździmy raz-dwa w miesiącu do szwagra 15 km i raz w roku na wakacje. Myślę, sprzedam tą bestie o spalaniu 17l LPG i kupię coś małego na miasto, do szwagra najwyżej 2 razy obrócę, na wakacje się busa wynajmie.

Ślubna nawet słyszeć nie chciała, tylko i wyłącznie 7-os auto. No dobra. Tymczasem rozkopali główne ulice i z 10 km mi się zrobiło 15 km objazdami w korkach, a czas dojazdu tymi jedynymi objazdami z 8 min wzrósł do 20-30 min. Spojrzałem na mapę - nawet spoko, jest połączenie rowerowe ścieżkami, odległość 5-7km. Ok, to kupie rower, a autko niech stoi czeka, aż ślubną urobię. Rower jaki szukałem, to miejski elektryk z mocnym wspomaganiem, używany holender, bateria ok 30km zasięgu na max wspomaganiu i niedrogi. Jest, kupiony, zacząłem jeździć praktycznie codziennie.

Co niektórzy nie rozumieją mojej decyzji, niektóre komentarze:
- Ale jak to elektryk! - Normalnie.
- To nie rower! - A co niby? Ale niech ci będzie.
- Leniu jeden, kup se normalny rower! - Że co? Tu akurat komentujący nie miał bladego pojęcia o rowerach elektrycznych. Nie dał sobie przetłumaczyć.
- Też mi uprawianie sportu! - A skąd pomysł, że ja sport uprawiam.
- Tak to ty nigdy nie schudniesz! - Co? No ok, niech ci będzie.
- Ty to naprawdę nie masz co z kasą zrobić! - A co ci do tego, na co wydaje swoją wypłatę? Z resztą u nas w firmie wypłaty są spoko i naprawdę trzeba się dobrze postarać, by do wypłaty nie starczyło.
- Co ty twarz zasłaniasz na rowerze? C-19 się skończył, możesz zdjąć tą szmatkę z twarzy. - Spoko, tylko tak jakoś nie smakuje mi pył z remontowanych ulic. To samo dotyczy okularów - nie lubię mieć kurz/pył w oczach. Ale kto co lubi.

A ja tylko chciałem w miarę szybko o 6 rano dojechać do pracy i wrócić do domu po pracy z ominięciem korków.

No i nie tankować autka dwa razy w miesiącu po 200 zł.

ludzie w pracy

by ObserwatorObywatel

Coraz częściej twierdzę, że na posiadanie psa też powinny być egzaminy. Jedziemy…

Coraz częściej twierdzę, że na posiadanie psa też powinny być egzaminy.

Jedziemy z partnerem przez pewne miasto wojewódzkie. Godziny szczytu, więc dużo aut, dużo pieszych i długie oczekiwanie na skrzyżowaniach z sygnalizacją świetlną.
I na jednym z takich skrzyżowań stoi paniusia z pieskiem (mały, biały, generalnie bym określiła, że z auta słabo widoczny) i gada z jakimś gościem, pieska mając daleko i głęboko. A w tym czasie pies będący na smyczy rozciąganej- najgorszy wybór smyczy, ale niestety dość popularny - przeszedł już przez połowę przejścia. Wtedy dopiero paniusia zorientowała się, że wypadałoby go mieć bliżej. Oczywiście zamaszyste szarpnięcie i piesek już przy nodze.

Piekielność pierwsza: spacer jest dla psa! I należy o tym pamiętać. Nie olewać, nie szarpać, traktować jak towarzysza. O tym paniusia najwyraźniej nie wiedziała.

Piekielność druga: pierwszym autem przy pasach była ciężarówka. Kierowca miał 100% prawo nie widzieć psa. Jakby został z pieska placek, to wtedy właścicielka by się przejęła?

Polska

by ~sivaVucica

Kiedyś żartowano sobie, że jednostką miary bałaganu jest ZUS, przy czym na…

Kiedyś żartowano sobie, że jednostką miary bałaganu jest ZUS, przy czym na co dzień używa się mikroZUSów albo najwyżej miliZUSów. Kiedyś w Teleexpressie skrót ZUS rozszyfrowano jako "Zakład Usług Satyrycznych". Niestety, to jednak nie są żarty, lecz smutna prawda. Przekonałem się o tym logując się do PUE.

Proces zakładania konta i logowania się do PUE ZUS jest bardziej skomplikowany i upierdliwy, niż logowanie się do którejkolwiek innej platformy rządowej. Nawet fiskus jest prostszy. Logowanie przez bankowość internetową i tak wymaga założenie zbędnego konta na PUE, przy czym jako login dostaje się wyniki totolotka sprzed dekady. I trza ten numerek zapamiętać, bo do zmiany hasła z jednorazowego login jest niezbędny. Mimo logowania się przez bank! To po kiego są profile zaufane i logowanie przez bankowość, skoro ZUS i tak ma własne konta i hasła?! Kto to projektował?! Jakiś czopek, co wcześniej robił portal fanklubu Sasina? Życia mi nie ułatwia ani szata graficzna, ani dobór kolorów czy czcionek - z powodu wady wzroku musiałem Lubą poprosić o pomoc. Ale to pikuś - w końcu kontrast i czytelność to pojęcia webdeveloperom praktycznie nieznane.

Do PUE zalogowałem się by sprawdzić, co z tym całym RKO, bo wypłaty przychodziły nieregularnie, i raz tysiąc, a raz pińćset. Czy się czegoś dowiedziałem? Oczywiście, że nie. Jedynym przeznaczeniem PUE jest składanie wniosków, przy czym łatwiej i przyjemniej jest złożyć te wnioski przez stronę mojego banku, niż przez PUE. Próbując znaleźć jakieś informacje trafiłem na kategorię Świadczeń, tam na podkategorie "emerytury i renty" oraz "zasiłki". Ze względu na niepełnosprawność jestem posiadaczem zarówno renty, jak i zasiłku czy dwóch. Czy na portalu PUE mogę sprawdzić, jaką mam rentę i które zasiłki? Oczywiście, że nie. Na PUE nie ma ŻADNYCH informacji na te istotne tematy. Gdyby były, to PUE byłoby przydatne, a zasadą ZUSu jest bezużyteczność...

W skrócie PUE ZUS jest najbardziej bezużytecznym portalem rządowym, nie udziela żadnych informacji, nie ułatwia życia wnioskodawcom, a zalogowanie się do niego to katorga. Najgorsze jednak jest to, że ten kawałek informatycznego kału kosztował 101 milionów złotych. Cui bono?!

by ~Urgon

Mała parafia w niedużym miasteczku. Proboszcz w kazaniu nawiązuje do sytuacji na…

Mała parafia w niedużym miasteczku.

Proboszcz w kazaniu nawiązuje do sytuacji na Ukrainie, do uchodźców wojennych. Pada stwierdzenie, że przecież oni to nie są nawet Katolikami (czytaj między wierszami - nie przyjdą i kasą nie sypną). Wypowiedź jednoznacznie miała antyimigracyjny charakter i w przekazie podprogowym miała na celu zniechęcić ludzi do pomagania. Bo inne wyznanie. I gdzie tu miłość bliźniego i uczynki miłosierdzia względem ciała? - zarezerwowane tylko dla "naszych".

Ręce opadają. I nie ma sensu zgłaszać tego wyżej, bo przecież tam jeszcze gorzej.

Kościół

by Tee_can_do_that

Miałam tu nigdy nic nie dodać, jako iż życie toczy mi się…

Miałam tu nigdy nic nie dodać, jako iż życie toczy mi się raczej spokojnie. Ale dzisiejsza dawka debilizmu ludzkiego przegięła pałę goryczy, aż założyłam konto.

Robię sporadycznie zakupy na Vinted. I za każdym razem zastanawia mnie co mają w głowach ludzie, którzy robią syf w tej aplikacji (zwłaszcza świadomie). Rozumiem, że każdy chce aby to właśnie jego rzecz się sprzedała, ale w dzikim szale "walki o zasięgi" sprawiacie jedynie, że wasze rzeczy giną w odmętach bajzlu, który sami stworzyliście.

Szukałam butów. Wybrałam stan obuwia, rozmiar, cenę, no i oczywiście - kolor. Miśki moje drogie, jeśli wybieram biały kolor butów to interesuje mnie główny wierzchni materiał butów, a nie kurna podeszwy! W podkategorii butów 'białe' znajdują się wszystkie kolory tęczy tylko dlatego, że mają białą podeszwę. Czy jak idziecie kupować buty do sklepu i prosicie o białe buty sportowe to pani ekspedientka przynosi wam czarne adidasy z białą podeszwą? Albo jak chcecie szare to przynosi wam zielone ale z szarymi sznurówkami?

To samo z paskami do spodni. Szukałam czarnego. Oczywiście również wszystkie kolory tęczy tylko dlatego, że "lewa" strona paska była czarna. Nic mnie obchodzi żółty pasek z czarną podszewką, której w ogóle nie widać bo jest od środkowej strony i będzie przylegać do spodni. Jak interesuje mnie czarny to chcę żeby kolor był na wierzchu, tam gdzie będzie wyeksponowany.
Białe T-shirty wrzucone w czarne ze względu na jakiś średniej wielkości napis/logo. Chcę zobaczyć jak pierzecie taką białą koszulkę z czarnym praniem :)

Pierścionki to jest hit, te mierzone linijką pomijam od razu. Tu akurat rozmiarówka nie rozpieszcza, więc nie mam pretensji jeśli ktoś w rozmiar 16,5mm wrzuci pierścionek w rozmiarze 16,3mm i zaznaczy to w opisie, no inaczej wybrać się nie da. Ale do kufy nędzy, jak chcesz sprzedać wiele pierścionków to pomierz je już nawet tą linijką i wstaw osobno, albo rozpisz rozmiary w opisie dla każdej obrączki! Przeglądam oferty z interesującym mnie rozmiarem, widzę oferta z dużym wyborem pierścionków, zdjęcie opatrzone numerkami przy każdej obrączce, a w opisie "pierścionki różnych rozmiarów". Jeżu kolczasty, szczyt lenistwa. Tak, mogłabym napisać do osoby wystawiającej, ale moglibyśmy sobie zaoszczędzić czasu na odpisywanie gdyby oferta przedmiotu była wystawiona przynajmniej poprawnie. Można dopytać o jakieś szczegóły wystawionego przedmiotu (szerokość rękawa w konkretnym miejscu, szerokość nogawki, rodzaj materiału, sposób prania, szerokość obrączki, itp.) a nie o podstawowy parametr jak rozmiar! A rozmiar 16,5mm to nie jest "jakieś 17", zwłaszcza jeśli można wybrać rozmiar 16,9mm, pół milimetra w przypadku pierścionka to kolosalna różnica. Swoją drogą, jeśli nie macie w domu suwmiarki lub nie umiecie się nią posłużyć możecie pójść do jubilera, żeby wam te pierścionki pomierzył, mierzenie na oko linijką jest o kant dupy potłuc bo mierzycie często cięciwę a nie średnicę.

Z ciekawości weszłam w męską kategorię pasków zobaczyć na szybko czy to tylko w damskich kategoriach panuje taki chaos. Z całego serca wam współczuję panowie kupowania czegokolwiek na Vinted. Oferty? Połowę stanowią damskie paski wysadzane ćwieczkami, kamykami, koralikami, cekinami, niejednokrotnie zdjęcia kobiet pozujących w damskich paskach oczywiście. Drogie panie, jeśli jakiś mężczyzna będzie chciał kupić sobie damski pasek w kryształki to będzie wiedział w jakiej kategorii szukać ;) Natrafiłam też na opaski do włosów, buty, bluzę i książkę (przypominam, kategoria: męskie paski do spodni). Tym co sprawiło, że wyłączyłam aplikację w trybie natychmiastowym był (pisownia oryginalna): "Naczółek niebieski V rozmiar full". Gdyby ktoś się zastanawiał co to, to taki pasek...na głowę...dla konia. W męskich paskach do spodni...

sklepy_internetowe

by Endugu

Urgon opisał jak bardzo satyryczny jest proces zakładania konta i logowania się…

Urgon opisał jak bardzo satyryczny jest proces zakładania konta i logowania się do PUE ZUS. Potwierdzam i podbijam stawkę.

Po przebrnięciu przez stworzenie konta i zalogowanie się musiałem zmienić numer konta bankowego do odbioru jednego świadczenia. Gąszcz nad gąszcze formularzy, pomoc czy podpowiedź systemu żenująca. W końcu wybrałem najwłaściwszy moim zdaniem, wypełniłem i wysłałem. Gitara?

No nie!

Kolejnego dnia telefon z ZUS, że wypełniłem niewłaściwy formularz. Akurat byłem w pobliżu tej mało szacownej placówki w mieście wojewódzkim więc ją odwiedziłem. Pobrałem numerek. Czekam i się rozglądam. Z 15 okienek 10 obsadzonych, przy 2 siedzą interesanci reszta pań ma sielankę. Luzik na maksa. Po 5 minutach otrzymałem zaproszenie do okienka nr 8 do pani Zenobii.

Wyjaśniłem pani o co chodzi i poprosiłem o pomoc w wybraniu odpowiedniego formularza oraz jego poprawnym wypełnieniu. Pani nie uwierzyła w moją historię. Stwierdziła, że przecież wszystko jest na stronie internetowej, jest takie proste i przejrzyste, że jej się nie mieści w głowie jak można tego nie rozumieć i nie wykonać samemu z domu. Mam iść i to sobie po prostu wypełnić. Poprosiłem ponownie. Powtórzyła swoje niedowierzanie. Dałem jej ostatnią szansę. Po wywróceniu oczu i głębokim westchnieniu podjęła się tej misji: przekierowała mnie do okienka nr 1 bo tylko tam są takie rzeczy robione ;-), a ona mi załatwi wejście bez kolejki!

Zbieram koparę z podłogi i idę za nią.

W okienku nr 1 mocno niezainteresowana pani Leokadia wysłuchała referatu pani Zenobii dokańczając bułkę przegryzaną pomidorem. Po zakończeniu referatu oraz konsumpcji kiwnęła głową i poczułem się jak w innym świecie. Pani Leokadia załatwiła sprawę szybko, sprawnie i z uśmiechem udzielając mi przy okazji kilku cennych rad na przyszłość.

Można? Można! Chce się? Chyba nie

zus

by kerownik

Dotychczas tylko czytałem piekielnych, ale ostatnie sytuacje zmusiły mnie do założenia konta.…

Dotychczas tylko czytałem piekielnych, ale ostatnie sytuacje zmusiły mnie do założenia konta. Na wstępie kilka słów ode mnie. Zawodowiec z krwi i kości, 10 lat stażu za kierownicą na C+E zarówno w ruchu krajowym jak i międzynarodowym. W obecnej firmie pracuję od 5 lat, z szefem jestem po imieniu i na mnie spadają obowiązki związane ze szkoleniem nowych kierowców na podwójnej obsadzie i o tym będzie mowa.

Od kilku lat zauważam coś takiego, co zwie się "gnojeniem" kierowców zawodowych głównie ze względu na zajeżdżanie drogi na drogach szybkiego ruchu. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego kierowcy stracili szacunek u innych? Niestety, ale prawda jest brutalna. Wina leży po stronie kierowców, którzy poszli w ten zawód nie z zamiłowania, a dla kasy i to są głównie kierowcy, którzy wcześniej posiadali tylko kat. B, a CE zrobili przez urząd pracy (oczywiście nie czyni do ich kierowcami niższej kategorii, ani czymś innym).

Szkoląc kierowców, każdemu zadaję identyczny zestaw pytań, ale również obserwuję ich zachowanie i oceniam umiejętności. Niestety, z przykrością stwierdzam, ze 75% kierowców u mnie oblewa szkolenie i nie dostaje zatrudnienia. Dlaczego? Przedstawię Wam 3 przykłady, ale jeśli będziecie chcieli, to opiszę więcej. W niektórych przypadkach można się mnie czepiać, że jestem taki drobiazgowy, ale one akurat z zatrudnieniem nie mają nic wspólnego:

1. Odstęp, odstęp i jeszcze raz odstęp.

Chłopaki prowadzą 40 tonowe kolosy, które nie staną w miejscu. Rygorystycznie podchodzę do przepisów o trzymaniu odstępu i 80% kandydatów na tym oblewa u mnie szkolenie. Jedziesz tyle samo, co zestaw przed Toba? Trzymaj min te 50 m od niego, a najlepiej co najmniej 70 i nie patrz w tej kwestii na spalanie. I tak się do niego nie zbliżymy, a jeśli to zrobimy przez zjazd z górki, to można się trochę oddalić, ale wyprzedzanie nie ma sensu. Jedziesz szybciej? Zbliż się, ale nie podjeżdżaj na więcej niż 20 m i kontroluj sytuację przed nim, wychylając się co kilkanaście sekund do osi jezdni. Osobowe będą trąbić, bo masz jeszcze 10 m, a już jesteś na lewym pasie? Olej je, miej je w czterech literach.*

2. Parkowanie

Nie wiem jak innych, ale wkurza mnie jak duże na MOPach parkują co 2 rajkę. Nosz kurna, zamiast pomyśleć i przytulić się do kogoś, to on zostawia wolną przestrzeń bóg wie na co. Potem przyjeżdża inny i musi się niepotrzebnie gimnastykować z łamaniem zestawu, bo ma rajki w kratkę. Zaparkowałby jeden obok drugiego i kolejni kierowcy mają 5 miejsc parkingowych obok siebie.

3. Cofanie pod rampę:

Tego na kursie nie uczą i widać ilu świeżaków ma problemy. I nie mam na myśli samego cofania, a dostosowania naczepy pod wysokość rampy. Wielu cofa, czuje "odbicie" rampy, zaciąga ręczny i gasi silnik. Nosz nie! Kierowca powinien wyjść, sprawdzić jak wysoko jest naczepa, a przede wszystkim nie przyklejać się do gum na rampie, bo jak będzie wjeżdżał widlak, to się one przy naczepie błyskawicznie pourywają.

4. Światła

Kij mnie strzela jak jest słabsza widoczność, bo pada deszcz lub jest mgła, a kandydat na kierowcę nie włączy świateł mijania. Owszem, nasze ciągniki mają fabryczne światła do jazdy dziennej, ale trzeba się jeszcze zagłębić, co przepisy mówią o korzystaniu z nich. Na to kładę duży nacisk, bo kilka lat temu w wypadku na DK 10 zabiłem kierowcę osobówki, bo stał ostatni w korku w dużej mgle. Policja nie dała mi żadnych zarzutów, bo zachowałem wszelką możliwą ostrożność (prędkość 50 km/h). Po prostu kierowca osobówki nie dał mi szansy. Wspomniałem już, że miał siwe auto?


*Często mamy sytuacje, ze osobowe na nas trąbią, bo zjeżdżamy na lewy (bez zajeżdżania drogi), żeby wyprzedzić mając do zestawu jeszcze 20-30 m. Bywa, ze jedziemy 1 km/h szybciej i często mamy próby wyhamowania nas. Szef w tej kwestii jest zgodny. Mamy nie hamować, a jak uderzymy, od razu dzwonić po policję. Wszystkie nasze ciągniki mają kamery z przodu więc udowodnienie winy nie jest problemem.

tir

by Pozytywnytirowiec

Zainspirowana historią #89273 @xMiuSx przytoczę parę wspominek z dzieciństwa i wczesnej młodości,…

Zainspirowana historią #89273 @xMiuSx przytoczę parę wspominek z dzieciństwa i wczesnej młodości, kiedy jeszcze miałam ‘rodzinę’. To znaczy, część z nich jeszcze żyje, ale kontaktu nie utrzymuję żadnego, z powodów które kiedyś tutaj opiszę.

Ale dziś czas na wspominki.
Tło takie samo więc nie będę się powtarzać: zawsze są to imieniny któregoś z rodziców, ja mam na nich od około pięciu, do może 10 czy dwunastu lat. Typowa impreza lat osiemdziesiątych. Dorośli w jednym pokoju przy jedzeniu i alko (obydwa w dużych ilościach), dzieci w drugim pokoju, z boku stolik z jedzeniem i napojami (oczywiście bezalkoholowymi).

Sytuacja pierwsza:
Jakiś czas wcześniej dostałam od znajomej rodziców bęben. Piękny, z białej, prawdziwej skóry, z czerwonymi dodatkami i ozdobami. Po imprezie mama znajduje go pociętego nożem przez któregoś z moich kuzynów.

Sytuacja druga:
Miałam zwyczaj kamuflować słodycze, które dostawałam od znajomych czy rodziców w starej plastikowej formie do układania kompozycji kwiatowych (do właściwego celu nigdy używana nie była – chyba nieudany prezent dla któregoś z rodziców, z tych co to „nie wypada wyrzucić”). Nie wiem, jak znaleźli i po co w ogóle tam zaglądali – ale z cukierków nie zostało nic, jakby szarańcza przeszła, a miałam całkiem sporo, zwłaszcza moich ukochanych kasztanków. Od tamtej pory nie chomikuję – co dostaję zjadam od razu :-)

Sytuacja trzecia:
Mama wchodzi do pokoju, zastaje mnie zaryczaną w kącie, na podłodze talerzyki i filiżanki dla lalek, a po nich skaczą i jeżdżą rowerkiem moi kuzyni.

Sytuacja czwarta:
Młodsza kuzynka, M, zakłada wszystkie moje i moich lalek korale i naszyjniki i nie chce zdjąć, na próbę zabrania ich ryczy i wyje. Jej i moja mama tłumaczą: „-Pójdziemy do domu, tam M się uspokoi i zaśnie, to zdejmiemy i odłożymy na bok, jak do nas wpadniecie to oddamy, jesteś starsza, powinnaś zrozumieć.”
Jak można się domyśleć, mojej dziecięcej biżuterii nie zobaczyłam już nigdy – przy najbliższej wizycie w domu M, po zadaniu pytania o korale usłyszałam, że P i C (starsi bracia M) chcieli jej dokuczyć więc spalili wszystkie jej dziecięce ”precjoza”.

Dzisiaj myślę, że rzeczy te wcale nie uległy zniszczeniu, tylko G (matka wyżej wymienionej trójki) miała problem z oddawaniem. „Uszkodzeniu” lub „zagubieniu” i, idącym za tym nieoddaniu, uległo na przestrzeni lat z tego co pamiętam paręnaście kaset z filmami i książek, głównie lektur szkolnych, oraz Encyklopedia Wychowania Seksualnego dla Nastolatków, którą dostałam od kumpla na osiemnastkę (G była nauczycielką polskiego i Wychowania do Życia w Rodzinie, czy jak się to tam zwie). A nie pożyczyć się nie dało, żeby się rodzina nie obraziła (słowa mamy).

Było tego więcej, nie ma co roztrząsać – przecież nie wypomnę M – A bo czterdzieści lat temu zaiwaniłaś mi korale dla lalek, czy jej bratu, że mi pociął bębenek...

Wiecie co boli?
To, że moja mama nigdy nie stanęła po mojej stronie. Słyszałam jedynie teksty typu:
„Jesteś starsza, musisz zrozumieć”,
„Jesteś gospodarzem, a oni gośćmi, to im więcej wolno”,
„Już nie rób afery o głupią książkę, i tak już przeczytałaś, tylko miejsce zajmuje, tylko nas skłócisz z rodziną taty”

Przez lata nabierasz poczucia, że nic nie znaczysz i można się z tobą zupełnie nie liczyć, bo ktoś inny jest zawsze ważniejszy

rodzina

by GoshC
Następna strona