Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

piekielni.pl

Pokaż menu
Szukaj

Poczekalnia

Przypomniała mi się zasłyszana gdzieś historia, jak to facet ubolewał, że dostał…

Przypomniała mi się zasłyszana gdzieś historia, jak to facet ubolewał, że dostał ochrzan od partnerki w trakcie jej reprymendy na syna, by się nie wtrącał.
Wszystko ma swoje dwie strony moi drodzy, jak zapewne wiecie...
W turbo skrócie, jestem matką trójki dzieci, w tym najmłodsze z niepełnosprawnością, ale nie jest ona ciężka w życiu.
Z jeszcze mężem był podział taki,że on głównie dba o bezpieczeństwo finansowe natomiast ja o prawidłowy rozwój dzieci i sprawy domowe i dodatkowo uzupełniam budżet dorywczą pracą.
Jak się łatwo domyślacie, przestało to działać i tutaj dużą rolę odegrała teściowa, krytykując moje metody na każdym kroku i wbijając między nas szpileczki. Człowiekiem jestem i zaliczyłam etapy poważnego chorowania z opracjami, pobytami w szpitalu i na końcu depresją, na którą leczę się po dziś dzień. Wszystko było wykorzystywane przeciwko mnie, by mącić starszym dzieciom w głowach (najmłodszy ma rok) skutkiem czego rozwydrzyli się jak dziadowski bicz.
Ich ojciec zawsze miał w głębokim poważaniu ich zainteresowania, naukę, rozwój i odzież, generalnie wszystko od a do z. To wszystko było na mojej głowie, bo facet potrafił dziecku kazać włożyć koszulkę z piżamy do szkoły i karać, gdy dziecko odmawiało. Zaczęły się ciężkie czasy. "Mąż" przestał chodzić do pracy, ciągnął l4 z byle powodu a w domu urządzał nam piekiełko z awanturami o każdą pierdołę i kontrolami nawet tego, czy w łazience naprawdę się ktoś załatwia,bo jak on nie słyszy to wyjazd. Budżet został na mojej głowie, więc ogarnęłam się finansowo i nie biorę nawet 800+ na dzieci, które on przechwytuje, bo twierdzi,że ja jestem złodziejką. Dzieci straciły do niego szacunek, jesteśmy w trakcie rozwodu a on urządził awanturę, że powinien on dostać dzieci, bo są jego. Powiedzcie mi, bo może ja czegoś nie rozumiem, ale na jakiej podstawie powinny z nim zostać? Nie mają z nim kompletnie żadnej więzi, nie słuchają go, on nic o nich nie wie i w otoczeniu żali się, gdy ja sprowadzam dzieci do pionu,że mówię mu,że ma się nie wtrącać. Tak, mówię to i wiem,że nie jest to właściwe, natomiast sam wybrał sobie tą drogę. I walczyć będę o dzieci do upadłego, nie pozwolę ich zaniedbać. Dodam jeszcze, że gdy byłam w szpitalu i został jeden raz beż pomocy babci przy nich, to syn poszedł w dziurawych i poplamionych spodniach na sesję zdjęciową o której go informowałam i ubrania miał przygotowane. Kurtyna. Zobaczymy co sąd na to.

Rodzina

by ~683Misia

Wiele lat temu w liceum miałem lekcje z języka niemieckiego. Prowadził je…

Wiele lat temu w liceum miałem lekcje z języka niemieckiego. Prowadził je sympatyczny starszy pan z dużą sklerozą. Wiedza ogromna, tylko te problemy z pamięcią... Przy odpowiedzi dostawało się 5 pytań. Można było na pierwsze 3 odpowiedzieć dobrze, na 2 ostatnie źle i była jedynka. Działało to też w drugą stronę - błędna odpowiedz na 3 pierwsze pytania i dobra na 2 ostatnie gwarantowała piątkę. Po prostu nauczyciel pamiętał tylko ostatnie odpowiedzi. Nauczyciel pomimo, że sympatyczny, to nie powinien uczyć. Prośby o zmianę nauczyciela kończyły się informacją, że nauczycieli od języka obcego nie ma i nie da się nikogo innego zatrudnić. Nikt z nas nie chciał grać w rosyjską ruletkę, a nauka nie była priorytetem, więc wdrożyliśmy piekielny plan. Gdy nauczyciel pytał, jaka była ostatnia lekcja, zawsze padał ta sama odpowiedź - rozdział o uszkodzonym aparacie - nigdy nie sprawdzał zapisów dziennika. Tym sposobem odpytywanie przez pół roku było z tego samego materiału. Pan nauczyciel nie uznawał klasówek, tylko odpytywanie. Oceny się poprawiły, bo pytania i odpowiedzi znaliśmy na pamięć. Plan wyszedł pod koniec roku, ale konsekwencji nie wyciągnięto poza pogadanką z dyrektorem. W następnym roku zmienił mi się nauczyciel, ale starszy sympatyczny pan ze sklerozą dalej uczył kolejne pokolenia w moim liceum.

Szkoła

by ~Gimbynieznaja2

Kilak tygodni temu wywiało mnie na jeden z przystanków autobusowych na warszawskiej…

Kilak tygodni temu wywiało mnie na jeden z przystanków autobusowych na warszawskiej Pradze około godziny 03.00 w nocy.

Kiedy czekałem na mój środek transportu zauważyłem zmierzających w kierunku owego przystanku dwóch facetów i biegnącą za nimi dwójkę dzieci w wieku 5-6 lat, najpewniej bracia bo ubrani jednakowo tylko jeden mniejszy drugi trochę większy.

Panowie cały czas zagadywali chłopców i jak ci się ociągali to "chodźcie chłopaki".

Kiedy dotarli na przystanek jeden z nich podszedł do mnie i zapytał o godzinę. A ja poczułem zapach wódy. Obaj panowie byli mocno zrobieni. Chłopcy pytali mężczyzn się nazywają, gdzie mieszkają, gdzie teraz idą itp.

Jak od początku świeciły mi się czerwone lampki tak teraz alarm po prostu wył.

Odszedłem kawałek dalej tak żeby mnie nie słyszeli, zadzwoniłem na 112 i zdałem relacje operatorowi, opisałem mężczyzn i chłopców. W międzyczasie podjechał nocny do którego wsiadła całą czwórka więc podałem też numer linii, kierunek i numer boczny.

Co na to operator? "Mhm i jakie według pana jest tu zagrożenie?"

Zdębiałem. Wytłumaczyłem dokładnie co podejrzewam tj. w najgorszym wypadku porwanie w najlepszym podpici opiekunowie.

Nawet jeśli to byli krewni tych dzieciaków, a nie jakieś porwanie/uprowadzenie tak jak się bałem, to chyba nie powinni włóczyć się po nocach, pod wpływem i ciągnąć za sobą dzieci.

Operator 112

by BornToFeel

Rzuciła mi się w oczy g*wnoburza w inernecie na temat nauczycielki pewnej…

Rzuciła mi się w oczy g*wnoburza w inernecie na temat nauczycielki pewnej szkoły, co to niby krzyż ze ściany zdjęła i wyrzuciła go do śmieci... I tu naprawdę nie chodzi mi o to, czy to faktycznie był krzyż czy tam krucyfiks, czy też (jak twierdzi nauczycielka) zabawka wydrukowana w drukarce 3D, która dzieci się bawiły, rzucając nią do siebie nawzajem i przeszkadzając w lekcji.

Nie, mnie tu bardziej interesuje, jaka odpowiedzialność karna grozi MNIE i innym opiekunkom... Już wyjaśniam.

DPS jak to DPS, zdarza się, że ludzie umierają. Są to starsi ludzie, zazwyczaj mocno wierzący, tych dewocjonaliów mają nazbierane sporo. Jeśli mają jakąkolwiek rodzinę, to po posegregowaniu i spakowaniu rzeczy pytamy, co mamy z tym zrobić. Odpowiedź - WYRZUCIĆ. Tzn. czasem chcą wziąć telewizor czy lodówkę, którą wcześniej babci/cioci kupili, ale nawet i to nie - "proszę oddać innym podopiecznym, resztę wyrzucić".

No więc tak robimy. Lodówka, telewizor, czajnik elektryczny "idą" do pokojów, w których nie było takiego sprzętu, ciuchy są selekcjonowane i te w dobrym i bardzo dobrym stanie rozdawane innym podopiecznym, reszta jest wyrzucana... Tak, krzyże, krzyżyki, różańce, święte obrazki, figurki świętych itp. idą do śmieci.

To ile mi za to grozi?

dom_pomocy_społecznej

by Xynthia

Historia o naiwności i długach. Jestem człowiekiem łatwo wiernym, naiwnym?, wierzącym ludziom…

Historia o naiwności i długach.

Jestem człowiekiem łatwo wiernym, naiwnym?, wierzącym ludziom bo przecież skoro ja bardzo rzadko kłamie to wszyscy tak robią.
W młodości gimnazjum, liceum koledzy mnie wkręcali w różne rzeczy, a ja wierzyłem przykład:
kolega pochwalił się że znalazł z ojcem meteoryt mała grudkę – oczywiście uwierzyłem.
Dopiero w momencie naciskania przeze mnie pokaz / przynieść odnotowałem kłamstwo.

Takich w zasadzie pierdółek było więcej ale czas je zatarł, no i szczerze były mało istotne.

Historia właściwa po studiach dorosłe życie, pracowałem i wynajmowałem pokój jedno osobowy w mieszkaniu dwu pokojowym w stolicy.
Moja współlokatorka była powiedzmy Agata, generalnie całkiem dobra relacje koleżeńska mieliśmy. Czasem pooglądaliśmy jakiś serial wspólnie, zjedli posiłek w mieszkaniu, pogadali o sprawach codziennych. Relacja nie rozwijała się w żaden sposób w sensie romantycznym czy głębokiej przyjaźni, ot spoko koleżeńska relacja.
Dziewczyna mieszkała dużo dłużej niż ja a wcześniejszym jej współlokatorem był właściciel mieszkania z którym miała bardziej przyjacielska relacje.
Po około roku mieszkania razem poprosiła mnie o pożyczkę, bo wraz z znajomymi rozkręcili biznes kawiarnie. Oczywiście bardzo zarzekała się ze odda, ze to na chwile, bo maja wysokie koszty utrzymania lokalu a gorszy tydzień i ze brakuje im hajsu na opłaty.
Tutaj udzielił mi się wyjątkowo jakiś mechanizm obronny, żeby nie dać się wkręcić.
Dopytywałem o to jak idzie biznes itp. na co potrzebuje, odpowiedzi były rozmyte, wyczułem kręcenie i lawirowanie.
Agata ciągle naciskała o pożyczkę w międzyczasie rozmowy. W końcu jej odmówiłem prosta odpowiedzią, nie mam, kopiłem samochód co było prawda i powiedziałem ze generalnie mam pustki na koncie.
Męczyła mnie jeszcze, ze może mniejsza kwota ze może chociaż 2-3 tys złotych wystarcza jej na start. Dla mnie to były wtedy duże pieniądze bo mniej więcej tyle zarabiałem za cały miesiąc,
Ponownie odmówiłem i zaproponowałem że jak też ma krucho z finansami to mogę częstować ją obiadami na mieszkaniu, od swojej mamy przywoziłem sporo jedzenia domowego.
Niestety nie spodobała się ta odpowiedz i nie skorzystała z darmowych obiadów.
Następne tygodnie parę razy chciała pożyczyć już mniejsze kwoty 1000, potem 500 itp.
Bardzo mi się nie podobało jej zachowanie, czułem się naciskany przez nią na pożyczkę, a tym bardziej naciskała tym bardziej byłem przeciwny.
Doszło do tego ze zacząłem zamykać swój pokój na klucz gdzie wcześniej tego nie robiłem.

Parę tygodni później wracam po pracy na mieszkanie i jakoś tak pusto, zniknęły jej rzeczy z łazienki i kuchni zapukałem do jej pokoju i cisza, oczywiście nie wszedłem.
Kolejne dni później dzwoni mama właściciela mieszkania ze przyjedzie wyjątkowo za 2 dni i czy pasowało by mi uregulować wtedy opłatę za mieszkanie.
Tak regulowałem należność płacąc „do reki” , właściciel, jego rodzice, siostra podpisywali mi się w zeszycie ze opłaciłem za dany miesiąc pokój tak na wszelki wypadek wymagałem tego na papierze.

Przyjechali wszyscy właściciel siostra rodzice i powiedzieli ze Agata:
od 6 miesięcy nie płaci im za pokój, nie odbiera telefonów, nie mogą się z nią skontaktować.
Nawet gdy się udaje dodzwonić to obiecuje już jutro, za tydzień, za 3 dni przeleje pieniądze, potem ze przelała ale coś się zablokowało, ze ja okradli itp. generalnie bardzo dużo wymówek.
Generalnie wynieśli resztkę jej rzeczy, mało co zostało w jej pokoju, pochwalili mnie ze płace regularnie i bardzo im się podoba że zbieram podpisy w zeszycie wpłat, bo widza ze chcę być porządny.

Opowiedziałem o próbie pożyczki u mnie to byli w szoku i zastanawiają się ile długów narobiła u różnych ludzi.

O tym ile długów narobiła i ich następstwach przekonałem się parę miesięcy później.

Smutni panowie w czerni rozpoczęli serie dobijania się do drzwi, początkowo nie otwierałem, nie znam, nie do mnie, ale potrafili dzwonić pod drzwiami 1h i dłużej i walić w drzwi.
Po paru takich akacjach w końcu zacząłem otwierać drzwi bo się żyć na mieszkaniu nie dało.
Panowie w czerni okazali się całkiem sympatyczny, szukali Agaty która zaciągnęła pożyczki chwilówki w wszystkich możliwych firmach chwilówkach.
Po rozmowach i zapewnieniach ze facet to nie Agata, otworzyłem im tez drzwi na oścież w mieszkaniu, stali na korytarzu ale widzieli cale mieszkanie że żadnej kobiety tutaj nie ma.
Oczywiście objaśniłem im sytuacje ze nie wiem gdzie jest, gdzie mieszka, wiem tylko gdzie pracuje podałem im adres by tam jej szukali i mi dali spokój.
Później jeszcze z 2-3 razy przychodzili inni smutni panowie w czerni podobna gadka i w końcu system kredytów chwilówkowych ogarną ze ich pożyczkobiorca nie mieszka pod tym adresem i dali mi spokój.

Jaki morał tej sytuacji? Mimo ze dalej mam problemy z tym że jestem łatwo wierny to jednak w najważniejszej chwili zadziałał u mnie mechanizm ochronny i nie dałem się naciągnąć.
Tak się zastanawiam ile tacy smutni panowie w czerni mogą tak nachodzić ? Bo przyznam było to wtedy mocno stresujące dla mnie przeżycie.

Warszawa

by ~F4l

Jak prawie w Zieleńcu nie zabiłam dziecka. Jeżdżę wielkim wysokim autem. Umówiłam…

Jak prawie w Zieleńcu nie zabiłam dziecka.
Jeżdżę wielkim wysokim autem. Umówiłam się z moim dużym synem, że odbiorę go ze szkółki narciarskiej. Na drodze - dramat, parkowanie - niemożliwe niemal landarą, która się poruszam. No cóż, wyjechałam za miasto, zapaliłam, i w godzinie X wyjechałam po syna, żeby go zgarnąć. Jadę (albo stoję głównie) w stronę szkoły narciarskiej. Nagle moje auto, 2,5 toby stali, toczące się powoli za poprzednikiem, wrzuca mi red alert parkowania z prawej. Śnieg wali, więc normalnie bym to olała (te czujniki ciągle zapaduje śnieg, wtedy pikają) ale dałam po hantlach. Buksuje nawet na 4x4 ale stanęło auto w miejscu. I dobrze, bo jakiś idiota puścił dziecko mniejsze niż metr przez drogę. A za nim drugie. Wiecie, co widzę z pozycji kierowcy? Pół pompona czapki. Gdyby wyszedł dorosły pierwszy, to bym wiedziała, stała grzecznie i pół milimetra nie ruszyła. Dobrze, że zadziałał czujnik parkowania i ja instynktownie. Co trzeba mieć w głowie by puszczać tak małe dziecko między wysokie auta?!

Zieleniec

by nimrothel

Ze złotych myśli mojego Kierownika: "Żałoba to nie jest powód, aby być…

Ze złotych myśli mojego Kierownika:

"Żałoba to nie jest powód, aby być rozkojarzonym w pracy."

Biuro

by BornToFeel

Wybralem się kilka dni temu na basen. Ok super. Następnego dnia... Sikam…

Wybralem się kilka dni temu na basen. Ok super. Następnego dnia... Sikam boli, a najchetnieǰ cały czas trzymam penisa w ciepłej wodzie.

Wybralem się do internisty, a ten skierowanie Cito do urologa.

A tetaz piekielność. Mam prywatną opiekę i tam termin za 2 dni.

NFZ marzec 2027r

Mpk

by Canarinios

Miał być komentarz, ale byłoby za długo. Niejaka AIKIDO napisała pod moją…

Miał być komentarz, ale byłoby za długo. Niejaka AIKIDO napisała pod moją historią o chamskiej matce w parku rozrywki Majaland napisała, że:
CYTAT: "kobieta zachowywała się jak "baba", bo ma niepełnosprawne dziecko, bo jest zmęczona, bo jest niezrozumiana, bo wiele razy musiała się wydrzeć żeby dostać dla dziecka to co mu się należy, bo wiele osób takich jak Ty mówiło jej że to jej problem a nie ich, bo czasami w tym zmęczeniu, stresie i strachu już nie ma siły na bycie miłą więc żeby chronić siebie wchodzi w tryb "baby".

Czy usprawiedliwieniem, dla chamskiego zachowania ma być złe traktowanie przez innych? Czy wiesz, ile osób ma traumatyczne przeżycia, np. z przemocą rówieśniczą, z alkoholizmem w rodzinie, z przemocą w rodzinie, z wykorzystywaniem seksualnym albo z inną przyczyną. Czy to oznacza, że automatycznie mają prawo do traktowania innych osób jak śmieci?

Jak było napisane w historii - do żadnej atrakcji nie było kolejki, bo było BARDZO pusto. Prawdopodobnie nigdzie nie musiała czekać nawet chwili ani powoływać się na swoje uprawnienia. Ewentualnie może musiała poczekać na zakończenie biegu karuzeli czy innej atrakcji, a mimo to od razu przyszła w trybie "bo mi się należy" i "należy mi się, więc będę egzekwować bez mydła".

Ile osób Twoim zdaniem wie, co oznacza kolor opaski, która zresztą była ukryta pod rękawem? Może powinny byc oznaczenia, jak w sklepach - widzisz osobę z opaską w kolorze X? To znak, że ma prawo korzystać z atrakcji bez kolejki.


CYTAT: "A wyjścia w miejsca publiczne jest formą terapii, bo dziecko obserwuje zachowanie zdrowych osób. Ludzie z autyzmem muszą się wielu rzeczy wyuczyć które neurotypowi dostają za darmo w rozwoju".

No i ciekawe, jaką lekcję dostały te dzieci? Drzyj się, aż osiągniesz cel? Good job!

by ooomatko

Na dwa dni przed Wigilią zmarł mój Dziadek. Złożyłem wniosek o urlop…

Na dwa dni przed Wigilią zmarł mój Dziadek.

Złożyłem wniosek o urlop okolicznościowy. Kierownik zażądał aktu zgonu na potwierdzenie. Żadnych kondolencji, żadnego współczuję, tylko suche "przynieś akt zgonu".

Dla kontrastu moja ciotka od szefa usłyszała wyrazu współczucia oraz by wzięła tyle wolnego ile potrzebuje.

Dla Was może to pierdoła, może nie, ale ja zdecydowanie wolałbym być potraktowanym przez szefa tak jak moja ciocia.

Biuro

by BornToFeel
Następna strona