Historia o naiwności i długach.
Jestem człowiekiem łatwo wiernym, naiwnym?, wierzącym ludziom bo przecież skoro ja bardzo rzadko kłamie to wszyscy tak robią.
W młodości gimnazjum, liceum koledzy mnie wkręcali w różne rzeczy, a ja wierzyłem przykład:
kolega pochwalił się że znalazł z ojcem meteoryt mała grudkę – oczywiście uwierzyłem.
Dopiero w momencie naciskania przeze mnie pokaz / przynieść odnotowałem kłamstwo.
Takich w zasadzie pierdółek było więcej ale czas je zatarł, no i szczerze były mało istotne.
Historia właściwa po studiach dorosłe życie, pracowałem i wynajmowałem pokój jedno osobowy w mieszkaniu dwu pokojowym w stolicy.
Moja współlokatorka była powiedzmy Agata, generalnie całkiem dobra relacje koleżeńska mieliśmy. Czasem pooglądaliśmy jakiś serial wspólnie, zjedli posiłek w mieszkaniu, pogadali o sprawach codziennych. Relacja nie rozwijała się w żaden sposób w sensie romantycznym czy głębokiej przyjaźni, ot spoko koleżeńska relacja.
Dziewczyna mieszkała dużo dłużej niż ja a wcześniejszym jej współlokatorem był właściciel mieszkania z którym miała bardziej przyjacielska relacje.
Po około roku mieszkania razem poprosiła mnie o pożyczkę, bo wraz z znajomymi rozkręcili biznes kawiarnie. Oczywiście bardzo zarzekała się ze odda, ze to na chwile, bo maja wysokie koszty utrzymania lokalu a gorszy tydzień i ze brakuje im hajsu na opłaty.
Tutaj udzielił mi się wyjątkowo jakiś mechanizm obronny, żeby nie dać się wkręcić.
Dopytywałem o to jak idzie biznes itp. na co potrzebuje, odpowiedzi były rozmyte, wyczułem kręcenie i lawirowanie.
Agata ciągle naciskała o pożyczkę w międzyczasie rozmowy. W końcu jej odmówiłem prosta odpowiedzią, nie mam, kopiłem samochód co było prawda i powiedziałem ze generalnie mam pustki na koncie.
Męczyła mnie jeszcze, ze może mniejsza kwota ze może chociaż 2-3 tys złotych wystarcza jej na start. Dla mnie to były wtedy duże pieniądze bo mniej więcej tyle zarabiałem za cały miesiąc,
Ponownie odmówiłem i zaproponowałem że jak też ma krucho z finansami to mogę częstować ją obiadami na mieszkaniu, od swojej mamy przywoziłem sporo jedzenia domowego.
Niestety nie spodobała się ta odpowiedz i nie skorzystała z darmowych obiadów.
Następne tygodnie parę razy chciała pożyczyć już mniejsze kwoty 1000, potem 500 itp.
Bardzo mi się nie podobało jej zachowanie, czułem się naciskany przez nią na pożyczkę, a tym bardziej naciskała tym bardziej byłem przeciwny.
Doszło do tego ze zacząłem zamykać swój pokój na klucz gdzie wcześniej tego nie robiłem.
Parę tygodni później wracam po pracy na mieszkanie i jakoś tak pusto, zniknęły jej rzeczy z łazienki i kuchni zapukałem do jej pokoju i cisza, oczywiście nie wszedłem.
Kolejne dni później dzwoni mama właściciela mieszkania ze przyjedzie wyjątkowo za 2 dni i czy pasowało by mi uregulować wtedy opłatę za mieszkanie.
Tak regulowałem należność płacąc „do reki” , właściciel, jego rodzice, siostra podpisywali mi się w zeszycie ze opłaciłem za dany miesiąc pokój tak na wszelki wypadek wymagałem tego na papierze.
Przyjechali wszyscy właściciel siostra rodzice i powiedzieli ze Agata:
od 6 miesięcy nie płaci im za pokój, nie odbiera telefonów, nie mogą się z nią skontaktować.
Nawet gdy się udaje dodzwonić to obiecuje już jutro, za tydzień, za 3 dni przeleje pieniądze, potem ze przelała ale coś się zablokowało, ze ja okradli itp. generalnie bardzo dużo wymówek.
Generalnie wynieśli resztkę jej rzeczy, mało co zostało w jej pokoju, pochwalili mnie ze płace regularnie i bardzo im się podoba że zbieram podpisy w zeszycie wpłat, bo widza ze chcę być porządny.
Opowiedziałem o próbie pożyczki u mnie to byli w szoku i zastanawiają się ile długów narobiła u różnych ludzi.
O tym ile długów narobiła i ich następstwach przekonałem się parę miesięcy później.
Smutni panowie w czerni rozpoczęli serie dobijania się do drzwi, początkowo nie otwierałem, nie znam, nie do mnie, ale potrafili dzwonić pod drzwiami 1h i dłużej i walić w drzwi.
Po paru takich akacjach w końcu zacząłem otwierać drzwi bo się żyć na mieszkaniu nie dało.
Panowie w czerni okazali się całkiem sympatyczny, szukali Agaty która zaciągnęła pożyczki chwilówki w wszystkich możliwych firmach chwilówkach.
Po rozmowach i zapewnieniach ze facet to nie Agata, otworzyłem im tez drzwi na oścież w mieszkaniu, stali na korytarzu ale widzieli cale mieszkanie że żadnej kobiety tutaj nie ma.
Oczywiście objaśniłem im sytuacje ze nie wiem gdzie jest, gdzie mieszka, wiem tylko gdzie pracuje podałem im adres by tam jej szukali i mi dali spokój.
Później jeszcze z 2-3 razy przychodzili inni smutni panowie w czerni podobna gadka i w końcu system kredytów chwilówkowych ogarną ze ich pożyczkobiorca nie mieszka pod tym adresem i dali mi spokój.
Jaki morał tej sytuacji? Mimo ze dalej mam problemy z tym że jestem łatwo wierny to jednak w najważniejszej chwili zadziałał u mnie mechanizm ochronny i nie dałem się naciągnąć.
Tak się zastanawiam ile tacy smutni panowie w czerni mogą tak nachodzić ? Bo przyznam było to wtedy mocno stresujące dla mnie przeżycie.
Warszawa