Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

piekielni.pl

Pokaż menu
Szukaj

Część numer 4 epopei z Panem Dyrektorem. Poprzednie części: #1 https://piekielni.pl/92119 #2…

Część numer 4 epopei z Panem Dyrektorem.

Poprzednie części:
#1 https://piekielni.pl/92119
#2 https://piekielni.pl/92324
#3 https://piekielni.pl/92528


Pan Dyrektor nie uczy się na błędach. Dostałem od tegoż Pana telefon 31.12.2025. Jak spojrzałem na wyświetlacz zganiłem się w myślach, dlaczego nie zablokowałem tego numeru, ale cóż odbieram.

[D]yrektor - Dzień dobry (bardzo miło mówił), Panie Nyord zapraszam do współpracy na wykonanie przebudowy, termin uda nam się na pewno dogadać i wydłużyć, Pana oferta była najbardziej konkretna itp. itd. (takie miłe pierdy nie potrzebne dla historii).
[J]a - Panie Dyrektorze ale ja nie jestem zainteresowany współpracą z Panem, naprawdę. Żegnam i życzę wszystkiego dobrego z nowym rokiem.
[D] - Pan poczeka, ja przepraszam za swoje wcześniejsze zachowanie, pracuję w ogromnym stresie, rozumie Pan. Ja naprawdę proszę, możemy nawet ponegocjować trochę, tylko chcę żeby Pan to zrobił!
[J] - Ale ja kolejny raz powtarzam że ja nie chcę tego robić, nawet z dłuższym terminem nawet jak dostanę za to więcej pieniędzy. To chodzi o całokształt.
[D] - My spełnimy wszystkie Pana warunki tylko żeby Pan przyjechał i zaczął to robić, żeby już jak najszybciej.
[J] - Wszystkie?
[D] - Tak wszystkie, w granicach rozsądku co prawda.
[J] - To jednak nie wszystkie. Panie Dyrektorze skończmy tą rozmowę, naprawdę nie chcę tego robić.
[D] - Pan mówi warunki my się na pewno zgodzimy, tylko żeby Pan już 2 czy 5 przyjechał i zaczął robić.
[J] - Panie Dyrektorze naprawdę.
[D] - Pan mówi, my się zgodzimy.
[J] - Cena razy 4, termin realny to koniec kwietnia, ale dajemy sobie zapas do końca maja, miejsce składowania materiałów po waszej stronie, 50% płatne z góry, bez pieniędzy na koncie nic nie zamawiam i nie ruszam się z firmy. Płatność reszty miesiąc po zakończeniu zlecenia. Praca najlepiej w dzień, a jak się nie da, to od 18 i do 6 żebyśmy jak najwięcej zrobili...
[D] - Pan jest poważny! Pan chyba żartuje!
[J] - Pan pierwszy zaczął, żebym to robił. Jak mam to robić to Pan usłyszał co musicie spełnić.
[D] - Pan jest normalny? Chyba Pana poje*ało!
[J] - Żegnam, mówiłem że nie chcę tego robić i nie będę słuchał obelg na swój temat. To Pan masz problem, nie ja.

Dalej będzie atakował? Jak myślicie?

zlecenie warunki

by Nyord

ZUS. Drobiazg, ale mnie wkurzający. Prowadzę punkt ksero, przychodzą ludzie skanować/kserować dokumenty.…

ZUS. Drobiazg, ale mnie wkurzający.
Prowadzę punkt ksero, przychodzą ludzie skanować/kserować dokumenty. Dużo dokumentów. Pojedyncze kartki idą w podajnik, 3 minuty i gotowe. ZUS drukuje swoje rzeczy na papierze o 5 mm dłuższym niż standardowe A4. Wszystko - cała korespondencję, dokumenty, pity. Ten papier muszą specjalnie zamawiać, bo w ogólnej sprzedaży takiego formatu nie ma.

Nie wchodzi w podajnik, każdą kartkę trzeba kserować osobno z szyby

ZUS

by myscha

Z powodów nieistotnych dla historii przebywałam na L4. W takich sytuacjach urząd…

Z powodów nieistotnych dla historii przebywałam na L4. W takich sytuacjach urząd ten przesyła korespondencję, w której informuje jakie wnioski należy im dostarczyć. I ja dostałam list od króla ZUSa, w którym poinformowano mnie, że przy kolejnym zwolnieniu muszę dostarczyć Z.... coś tam. Ok, ściągnęłam sobie ze strony, wydrukowałam. Ale jakoś nie wpływają mi pieniądze. Mślę, chyba mają 90 dni, więc grzecznie czekam i wracam do zdrowia. Aż pewnego dnia dostaję pismo, które znacząco podniosło mi ciśnienie. Otóż nie dostarczyłam na czas jakiegoś innego Z... coś tam. Lecę do pisma, które otrzymałam poprzednio i tam nigdzie ani słowem o tym. Dzwonię na infolinię, wiszę 30 min, aż trafia się wolny konsultant i pytam o co chodzi. Pani stwierdziła, że mam wypełnić ten właściwy druk i wysłać na wskazany adres. A musicie wiedzieć, że teraz zus przesyła sprawy po całej Polsce, żeby szło sprawniej. No więc moje pismo miało iść do bodaj Wałbrzycha, a ja mieszkam w centrum kraju. Więc nie czekając zebrałam papiery i pojechałam do najbliższego inspektoratu wyjaśnić sprawę. Pani na SOKu po przeczytaniu pisma nie miała żadnych pytań, a pieniądze wpłynęły niebawem.

O królu ZUSie

by Tee_can_do_that

Ponad rok temu rozstałam się z ojcem mojego dziecka. Decyzja była przemyślana,…

Ponad rok temu rozstałam się z ojcem mojego dziecka. Decyzja była przemyślana, ani razu jej nie żałowałam, bo niestety wyrządził mi dużo złego, ojcem też był mocno średnim, więc argument "zostańmy razem dla dobra dziecka" nie wchodził w grę.

1. Spotykanie się z dzieckiem
Od początku mówiłam mu, że nie mam zamiaru ograniczać mu kontaktów z dzieckiem - jak chce, możemy się umówić, przyjdzie do młodego lub weźmie go na spacer/plac zabaw. Do swojego lokum nie mógł go zabierać, ponieważ nie ma tam warunków. Ile razy w ciągu roku skontaktował się w sprawie dziecka? Zero.

2. Dogadanie się polubownie
W kwestii opieki nad dzieckiem i ewentualnych alimentów chciałam porozumieć się z nim bez sądu, bo uważałam, że kiedyś jednak coś nas łączyło i można się dogadać jak dorośli. Powiedział mi, że nie, bo on chce mieć wszystko na piśmie, bo ja na pewno nie będę się trzymać naszych ustaleń. Złożyłam do sądu pismo o alimenty. Na sprawie się nie pojawił, sędzia wydał wyrok na posiedzeniu niejawnym.

3. Alimenty
Dziecko skończyło 3 lata i poszło do przedszkola, a ja od razu znalazłam nową pracę. Na początku pracowałam na cześć etatu, później na cały. Rano odprowadzałam młodego do przedszkola, szłam do pracy, po pracy go odbierałam, sprzątałam, prałam, generalnie robiłam w domu wszystko, co związane z dbaniem o dom, oprócz tego oczywiście zajmowałam się dzieckiem, spędzałam z nim czas, zabierałam go na plac zabaw itp.
Złożyłam pismo o alimenty i to był jedyny raz, gdy ojciec dziecka się ze mną skontaktował. Zarzucił mi, że pieniądze chcę dla siebie i na swoje zachcianki, bo "całymi dniami nic nie robię". Czy alimenty płaci? Oczywiście, że nie. Sprawa jest u komornika, niedługo będzie miał sprawę w sądzie. Na fundusz alimentacyjny jestem za bogata, bo uczciwie pracuję. Wychodzi na to, że tylko ja zajmuję się dzieckiem i utrzymuję go.

4. Robienie z siebie ofiary
Tatuś na mieście rozpowiada plotki, że on płaci regularnie alimenty, a ja nie pozwalam mu (!) widywać się z dzieckiem. Co z tego, że nie wie nawet, kto jest wychowawcą dziecka w przedszkolu, jakie leki przyjmuje na stałe, kto jest jego najlepszym przyjacielem, jaką zupę najbardziej lubi. I to są raczej fakty, które normalny, kochający rodzic wie, bo interesuje się dzieckiem.

5. Pozbawienie władzy rodzicielskiej
Kilka miesięcy temu pozbawiam go władzy rodzicielskiej. Przedstawiłam w sądzie dowody na to, że informowałam go o chorobach dziecka, wydatkach związanych z wychowaniem, o wycieczkach dodatkowo płatnych, o wizytach u lekarzy itp. Oprócz tego miałam dokumenty od komornika, że owszem, nie płaci od ponad roku. Szczerze mówiąc na początku nie chciałam tego robić, ale po roku braku jakiegokolwiek zainteresowania dzieckiem - musiałam to zrobić. Na umowie podpisanej z przedszkolem potrzebny był jego podpis, oczywiście nie podpisał dokumentów i na szczęście po odebraniu władzy rodzicielskiej wystarczy wszędzie mój podpis.

Musiałam to z siebie wyrzucić, bo niejednokrotnie słyszałam opowieści o tym, jak to matka nie pozwala ojcu spotykać się z dzieckiem, a "ciągnie" od ojca pieniądze. Oczywiście, że takie przypadki się zdarzają, ale są też takie sytuacje, jak moja.

Sąd rodzinny

by RedWolf

Ostatnio dowiedziałem się, że mój kuzyn ma problemy z sercem. W pewnym…

Ostatnio dowiedziałem się, że mój kuzyn ma problemy z sercem. W pewnym momencie zaczęło go ono mocno boleć, a on sam osunął się na podłogę i stracił przytomność. Z opowieści innych krewnych dowiedziałem się, że nie był to pierwszy raz, ponieważ takie sytuacje miały miejsce przynajmniej trzy razy w ciągu roku. Mimo że kuzyn mieszka z dwoma braćmi i swoją matką, nikt z nich nie zadzwonił po karetkę, a wręcz całą sytuację sprowadzono do szarej rutyny. Ciotka uważa, że nie ma sensu się tym przejmować, bo atak trwa mniej niż minutę, a kuzyn potem normalnie wstaje i funkcjonuje, czyli to według niej nic poważnego.

Dopiero moja druga ciotka, która akurat była na miejscu, zadzwoniła po erkę (za co pierwsza ciotka ją opierniczyła), a ta zabrała go na SOR. Nie spędził tam zbyt dużo czasu, bo po trzech godzinach wypisał się na własne żądanie. Początkowo myślałem, że zrobił to z powodu ubezpieczenia – zazwyczaj pracował na czarno. Ale nie – okazało się, że od kilku miesięcy o dziwo jest normalnie ubezpieczony przez pracodawcę. Próbowałem go kilka dni temu na Wigilii jakoś dyskretnie podpytać, czemu nie chce się leczyć, wszak takie ataki serca w takim wieku (kuzyn ma 31 lat) to nie są przelewki. I na pewno nie jest to normalna sprawa.

Odpowiedź mnie zaskoczyła. Kuzyn odparł, że dobrze się czuje i nie widzi potrzeby szprycowania go jakimiś lekami, ponieważ pali papierosy i lubi sobie poimprezować przy wódce, a te rzeczy nie powinny być łączone z lekami. O więcej już nie pytałem.

rodzina

by ~Piter95

Ostatnio wchodząc na piekielnych agresywnie wyświetlają mi się reklamy firmy, która skutecznie…

Ostatnio wchodząc na piekielnych agresywnie wyświetlają mi się reklamy firmy, która skutecznie podniosła mi w tym roku ciśnienie. Skoro rok dobiega końca to zrzucę z siebie tę historię.

Słowem wstępu:
Na co dzień zajmuję się wysyłką zamówień internetowych oraz obsługą zwrotów.

Zwrot środków musi się odbyć w najbliższym możliwym czasie od otrzymania przesyłki zwrotnej, ale nie może przekroczyć 14 dni.
Paczki zwrotne zazwyczaj udaje nam się przerobić i pozwracać środki tego samego dnia, w którym je otrzymaliśmy lub w najgorszym wypadku następnego dnia. W zwrotach czasami zdarzą się paczki nieodebrane- jeśli klient nie zgłosił, że paczki omyłkowo nie odebrał/nie zdążył (w przypadku paczkomatu) to pieniądze również zwracamy od razu. Jeśli klient zgłosił nam taką sytuację, to paczkę przepakowujemy i leci ponownie do klienta.

I tu mogę przejść do sedna. W kwietniu przy zamawianiu swoich kosmetyków, mąż poprosił mnie o zakup jakiegoś smarowidła dla siebie. Zamówienie złożyłam przez Hebe, ale trafiło ono bezpośrednio do firmy skąd zamówiłam balsam dla męża. Wysyłka niby miała się odbyć w ciągu 2 dni roboczych. Minęły dwa tygodnie. Jedyny mail jaki dostałam był od Hebe z potwierdzeniem całości zamówienia i maile dotyczące drugiej części zamówienia z moimi kosmetykami- te przyszły planowo. Przyznam szczerze, miałam ogromny nawał roboty, a nie było to pilne, więc stwierdziłam okej, będziemy czekać dalej.

Po prawie miesiącu dostaję maila od inposta, że moja paczka wraca do nadawcy. Tylko w aplikacji nie było wprowadzonej paczki, jedyny mail jaki otrzymałam to ten o powrocie z linkiem do śledzenia, smsów żadnych- no ewidentny błąd na linii przewoźnika. Tego samego dnia napisałam bezpośrednio do sprzedawcy maila podając mu wszystkie możliwe informacje (które sama chciałabym dostawać) by ułatwić znalezienie zamówienia oraz numer paczki zwrotnej, by po otrzymaniu zwrotu nadali go ponownie. Byłam nawet chętna na opłacenie wysyłki paczki, chociaż nie zawiniłam- z drugiej strony oni również nie.
Tylko na odpowiedź czekałam ponad tydzień, a w odpowiedzi dostałam "proszę podać numer zamówienia i numer przesyłki"- ręce mi opadły i aż korciło, by odpisać "Proszę zapoznać się ponownie z treścią poprzedniej wiadomości". Stwierdziłam, że nie mam do tego cierpliwości, finalnie nie odpisałam im nic wiedząc, że przy braku kontaktu i tak zmuszeni będą zwrócić pieniądze.

Minęły ustawowe 14 dni (paczka już dawno była u nich), dałam im jeszcze swoje własne dodatkowe 7 dni i nasmarowałam kolejnego maila z zapytaniem o zwrot pieniędzy, zamieszczając screeny ze śledzenia paczki i ponownie numer zamówienia, zaznaczając, że termin zwrotu środków już dawno minął.

Odpowiedź dostałam i szczękę zbierałam z podłogi. "Jeśli nie napisała Pani, że paczka do nas wróciła to dlatego nie było zwrotu" - co proszę? To zwrotów się teraz nie otwiera? Przepisy nie dotyczą? To trzeba się anonsować, że coś zwracasz? Gdyby człowiek nie pracował przy wysyłce to może by się dał nabrać, przysięgam większej bzdury nie słyszałam. Żeby nie było, to nie jest tak, że pracuję w firmie krzak wysyłającej 5 paczek- to nadal jest firma krzak, ale paczki oscylują w granicach 500 dziennie w najgorętszym okresie marzec- wrzesień i ilości zwrotów są w okolicach 70 dziennie. Nie wyobrażam sobie nie otwierać zwrotów dopóki klient tego nie napisze, nie dość że bzdura to jeszcze niepraktyczne. Już pomijam fakt, że maila o tym, że paczka do nich wraca przecież napisałam.

Koniec końców zwrot środków zlecili, ale niesmak pozostał i patrząc na te reklamy, wciąż się zastanawiam jak ta firma funkcjonuje.

Zyx

by googlewhack

Piekielna okazała się firma na "U" zajmująca się organizacją pochówków. Odeszła bliska…

Piekielna okazała się firma na "U" zajmująca się organizacją pochówków. Odeszła bliska mi osoba. Udałem się do siedziby firmy "U" celem zadysponowania pogrzebu.

Uprzejma - póki co - Pani wypisuje poszczególne składowe podając koszty aż dochodzimy do punktu: prolongata grobu. Pani informuje, że prolongata na 25 lat kosztuje tyle to a tyle. Zawiesiłem się na chwilę gdyż w tym grobie chowałem trzy lata temu inną Osobę. Wówczas wiedziałem, że grób jest opłacony do 2032 roku. Informuje Panią o tym a Ona mi na to:"to standardowa procedura przy pochówku, zawsze prolongujemy grób na najbliższe 25 lat". Ja jej na to, że mam jeszcze 7 lat do następnej prolongaty a ona dalej swoje. pytam zatem do kiedy będzie prolongata. "Do 2050 roku". Lekko mnie przytkało. A co z siedmioma latami już opłaconymi? Nic, nie ma. Musi być prolongata na 25 lat.

No cóż, pożegnałem się. Przeszedłem na drugą stronę ulicy i wszystko załatwiłem u konkurencji.

Niby "U" to nie firma państwowa ale zwyczaje jeszcze z poprzedniej epoki

pogrzeb opłata

by prabula

W internecie widzę codziennie wojenkę psiarze kontra rodzice. Nie mam pojęcia skąd…

W internecie widzę codziennie wojenkę psiarze kontra rodzice.
Nie mam pojęcia skąd wzięła się ta oś konfliktu, ale myślę, że warto, abym podzieliła się tym, co mnie spotkało kilka lat temu. Nie ma tu jakichś wielkich dramatów, tylko pokazanie, jak niebezpieczne jest ignorowanie faktu, że pies to po prostu pies, ze swoimi instynktami, nielogicznymi dla człowieka reakcjami i jak niebezpieczne może być udawanie, że pies to tylko miła, słodka maskotka.

Mam siostrę, która jest dość specyficznym człowiekiem. Przede wszystkim siostra ma wszystkich na około za idiotów i jest przekonana o swojej nieomylności, co zawsze powoduje między nami nieporozumienia, kończące się najczęściej tym, że kłócimy się, a potem przez jakiś czas do siebie nie odzywamy. Tak też było kilka lat temu.

Moja mama zorganizowała wtedy imprezę rodzinną z okazji swoich 60 urodzin. Wśród zaproszonych było między innymi 7 jej wnuków w wieku wtedy 2-10 lat. Przyjechała też moja siostra, dalej zwana Anią z psem, pitbullem. Nie piszę o rasie ze względu na uprzedzenia, tylko ze względu na to, że ma to pewne znaczenie. Otóż pies na co dzień nie ma kontaktu z dziećmi, tym bardziej z 7 na raz. Dzieci bawiły się w jednym z pokoi pod nadzorem mojej bratowej. Pies chodził swobodnie po domu. Pokój, gdzie bawiły się dzieci, znajdował się dość daleko od salonu, w którym siedziała reszta rodziny. W pewnym momencie usłyszałam, że bratowa woła Anię. Ta poszła, za chwilę wróciła ze zniesmaczoną miną i powiedziała, że bratowa była zaniepokojona tym, że pies próbował się "bawić" z dziećmi doskakując do nich i próbując wyrwać zabawki w rąk. Ania powiedziała jej tylko, że pies chce się bawić, jest łagodny i nic nie zrobi.

Za chwilę jednak przyleciał najstarszy bratanek i zawołał Anię ponownie. Tym razem wróciła ona ciągnąc psa za obrożę, wyraźnie wściekła. Zapytaliśmy, co się stało. Ania oburzona opowiedziała, że bratowa kategorycznie kazała jej zabrać psa, bo ten zabrał dziecku zabawkę, a gdy bratowa chciała mu ją odebrać zaczął warczeć. Bratowa więc została z dziećmi, a syna wysłała, aby zawołał właścicielkę psa. Ania była tak zirytowana i zaczęła nerwowo tłumaczyć, że jej pies nie chciał nic złego, myślał, że to zabawa i normalne, że nie chciał oddać zabawki, a tu od razu dramat. Gdy tłumaczyliśmy jej spokojnie, że każdy wystraszyłby się warczącego psa i może wpuszczanie psa do pokoju pełnego energicznie bawiących się, głośnych dzieci jest złym pomysłem.

Ania oczywiście jak zwykle wiedziała lepiej, że w tym nie ma nic złego i nic by się nie stało. Potem pokłóciła się dość ostro z bratową, że pozwala dzieciom się drzeć i biegać, co pies odbiera tak, a nie inaczej. Następnie zarzuciła jej, że tak panikuje, bo to pitbull, a to są najsłodsze, najukochańsze psy. Bratowa wyjaśniła, że ona nie zna się na psach, ale wie, że połączenie małe dzieci+warczący pies, nie zwiastuje nic dobrego i Ania powinna pilnować, co robi pies. Ania widząc, że jest to sytuacja, gdzie nikt nie podziela jej zdania, wyciągnęła argumenty o tym, że skoro "bachory" mogą się swobodnie bawić to jej pies też.

Ostatecznie wyszła obrażona i bombardowała potem mamę wiadomościami, że przykro jej, że jej rodzina jest dyskryminowana i nigdy więcej nie przyjedzie na taki spęd, bo to nie jej wina, że bachory prowokowały jej psa, a jej zwykle to ona została za to zlinczowana.

pies dzieci

by ~halina

Jestem opiekunką dla zwierząt (tzw. Petsitterką) i oferuję swoje usługi na czas…

Jestem opiekunką dla zwierząt (tzw. Petsitterką) i oferuję swoje usługi na czas wyjazdu właścicieli podopiecznych. W swojej ofercie mam głównie opiekę nad kotami, jednak mogę też zaopiekować się psami (głównie opiera się to na wyjściach na spacer). Traktuję to jako hobby i pracę dodatkową, aby mieć na swoje zachcianki.

Kiedyś dodawałam już tu historię o małych piekielnościach, ale nagromadziło się ich na kolejną historię, więc jeśli jesteście zainteresowani, to zapraszam do czytania.

1. Kot wychodzący
Dostaję zlecenie, gdzie na swoim profilu zaznaczyłam, że nie obsługuję kotów wychodzących. Raz przyjęłam zlecenie od kobiety, która opiekowała się bezdomnymi kotami (i tu w ramach wsparcia jestem umówiona na współpracę bezkosztową, bo kobieta robi świetną robotę), ale dla kotów właścicielskich takiego przypadku nie przewiduję. Mam swoje zdanie na ten temat i go nie zmienię.

Dlatego wkurzyłam się, gdy przyszłam na zlecenie oznaczone jako koty niewychodzące, a właścicielka z radością poinformowała mnie, że kot siedzi na dworze i wraca kiedy chce, ale zwykle przychodzi na stukanie puszką. Powiedziałam jej, że ja nie biorę odpowiedzialności za kota wychodzącego, który mnie nie zna i nie przyjdzie na moje wołanie, więc albo na czas wyjazdu kot zostaje w domu, albo rezygnuję ze zlecenia. Kot został w domu, ale nasłuchałam się, że wszystko zniszczy i zasika.

Uwaga, wystarczyła mu zabawa przed 15 minut i nic przez czas mojej opieki ani nie zniszczył ani nie zasikał. Jedyne co to wymiotował, bo jak się okazało, jego właścicielka odrobaczała go ostatni raz... sama nie wiedziała kiedy. Mi się wytłumaczyła, że weterynarz powiedział jej, że jak kot je trawę, to nie trzeba. Potem podobno zabrała kota do innego weterynarza i okazało się, że oprócz odrobaczenia, kot ma już problemy z nerkami. Kot miał wtedy 7 lat.

2. Jedna kuweta, dwa koty
Dwa koty jedna mała kuweta- przepis na porażkę. Gdy dodacie do tego, że kuweta jest wskakiwana (wejście od góry, nie boku), to przepis na podwójną porażkę.

Tu Państwo zamówili moje wizyty raz dziennie. Od razu powiedziałam, że po pierwsze, przy dwóch kotach minimum to są dwie duże kuwety. Do tego taka, która ma wejście od boku. Państwo nie rozumieli. Zapytałam się ich więc obrazowo - czy chcieliby z pełnym pęcherzem iść do normalnej, czystej toalety, czy najpierw musieć wskoczyć na wysokość metra aby móc z niej skorzystać i okazałoby się, że nie ma tam spuszczonej wody po innych domownikach? Do tego powiedziałam, że w takim kontekście jedna wizyta to za mało, tym bardziej, że miałam też im udzielić konsultacji (jeden z kotów był lękowy). Tu na szczęście miałam siłę perswazji, a ludzie chcieli się zmienić i doedukować i do dzisiaj mamy już dobrą współpracę.

3. Obcokrajowcy
Dostaję zlecenie od obcokrajowca. Profil nie do końca mi się podoba, zwierzę to coś jak amstaff/pitbull. I wiem, że to stereotypy, ale instynkt podpowiadał mi, że z tego mogą być kłopoty.

Jeszcze przed określeniem się czy przyjmuję zlecenie, poprosiłam o książeczkę szczepień psa. Dziwnym trafem wszystkie szczepienia były w ciągu tygodnia. Napisałam do koleżanki, która jest zootechnikiem i spytałam się czy to możliwe. Odpowiedziała, że nie, bo dana szczepionkę X daje się w dwóch dawkach. Zgłosiłam to helpdesku aplikacji. Powiedzieli, że nie mają wpływu na kształt książeczki zdrowia, więc muszę przyjąć że to prawda i albo zaakceptować albo odrzucić zlecenie.

Chciałam wyjaśnić to z właścicielem psa, ale nie rozumiał ani po polsku ani po angielsku.

4. Pani "płacę to wymagam"
Czyli o tym jak ludzie za 35 złotych chcą mieć służącą. Kilku klientów prosiło mnie czy przy okazji wizyty u pupila nie mogę im ogarnąć okolicy kuwety i misek. Zapewniałam że w standardzie jest posprzątanie piasku z okolicy kuwety, czy rozrzuconego jedzenia wokół misek. Jednak niektórym to było za mało i chcieli abym w ramach wizyty która trwa 30 minut oprócz zwierzaka ogarnęła:
- kwiaty na balkonie
- listy ze skrzynki
- odkurzyła kuchnie, salon i łazienkę (bo tam jest futro!)
- wyciągnęła rzeczy ze zmywarki (tu Pani sobie wpadła na to, że ona wstawić przed wyjazdem, a ja wyciągnę, bo po tygodniu w zmywarce to one zakisną).

I żeby nie było, gdyby to było podane jako uprzejma prośba, to może bym rozważyła (u jednej pary, gdzie córka ma alergię na kurz, bez problemu przed ich przyjazdem ogarniam najbardziej zakurzone strefy za symboliczną dopłatą 10 zł). Osoby, o których mowa wyżej, wychodziły z założenia, że im się to po prostu należy, bo co będę robiła z ich pupilami przez 30 minut?

I do tego traktowanie z góry. Moja normalna praca jest stresująca i odpowiedzialna. Jestem po studiach, ale nawet gdybym nie była, to nie lubię gdy ktoś traktuje ludzi z innej pozycji, mając się za lepszego.

Niestety takie podejście spotkałam już wielokrotnie, najczęściej u tzw. nowobogackich słoików, którzy wyrwali się ze swoich rodzinnych stron i wzięli duże mieszkanie na kredyt, ale mieszkają za szlabanem i mają auto w leasingu. Jak kiedyś spytałam się czy mogę parkować pod blokiem rowerem, to dostałam pełne politowania: "ojej, rowerem jeździsz?". Odparłam wtedy, że lubię być sprawna fizycznie, a z MOJEGO osiedla (znane w okolicy i przezywane ironicznie osiedle biednych- mieszkają tam głównie lekarze, prawnicy, profesorzy) mam na tyle blisko, że mogę się przejść albo przejechać.

Serio nie wiem co z jest z niektórymi ludźmi, bo każdemu należy się szacunek, a największy do osób, bez których nasze życie byłoby niemożliwe w normalny sposób (od pani na kasie, po operatora śmieciarki).

Mimo to lubię tę pracę, bo takich osób, o których piszę jest mały procent. Niemniej skoro jesteśmy na piekielnych, to o wspaniałych nie piszemy.

petsitterka

by ~Petsiterka28

Będzie krótko. Tuż obok furtki mam zamontowanego pickapp boxa (mini paczkomat/skrzynka na…

Będzie krótko.

Tuż obok furtki mam zamontowanego pickapp boxa (mini paczkomat/skrzynka na listy i paczki) - jest dość spory, trudno go przeoczyć. Na owym boxie widnieje spory napis "Tu wrzuć list lub paczkę".

Co robi kurier?

Przerzuca paczkę przez ogrodzenie (nie sprawdzając czy chociażby ktoś jest w domu, czy nie). Paczka ląduje na trawniku, chociaż łatwiej byłoby ją wrzucić po prostu do skrzynki.

kurier paczka

by ~Aurora908
Następna strona