Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

piekielni.pl

Pokaż menu
Szukaj

Historia yakhub z 13 czerwca 2016 ujęła mnie trafnością o podejrzliwości wobec…

Historia yakhub z 13 czerwca 2016 ujęła mnie trafnością o podejrzliwości wobec faceta solo z dzieckiem, więc (trochę z innej mańki) przytoczę jak zostałem niemal porywaczem/pedofilem/zabójcą na zlecenie.*
* niepotrzebne skreślić

Mam zaprzyjaźnione małżeństwo. Z funflem znamy się „od zawsze”, z Jego Szanowną Małżowinką jakieś 25 lat. Jak urodził im się pierworodny naturalną koleją rzeczy stałem się „wujkiem” dość aktywnie uczestniczącym w dorastaniu młodego. Z czasem zaczął mnie traktować jak faktycznego wujka/kumpla, bo choć szorstki w obejściu żadnych sankcji nie stosowałem (nie miałem prawa), a do młodego zawsze odnosiłem się tak trochę po koleżeńsku jak facet do faceta, co Mu się bardzo podobało. Zresztą małe dzieci zawsze do mnie lgnęły, może z powodu mojej paskudnej mordy, którą się z tłumu wyróżniam albo właśnie ze względu na brak sankcji i umoralniających pogadanek, Mniejsza.

Czas na przestępczą historię. Wracając z roboty x lat temu, zajrzałem do znajomej z zamiarem poczekania na powrót z pracy Jej męża, z którym byłem umówiony. Marzena akurat szykowała się do pracy w sposób jaki tylko kobiety umieją ogarnąć, tj. robiąc makijaż, gotując obiad, rozmawiając przez telefon i jednocześnie szykując wyjściowe ubranie. Ogólnie luz. Zrobiłem sobie kawę i zasiadłem w kuchni nie chcąc być rozjechany przez poruszającą się jak pocisk po mieszkaniu kobietę.

W ferworze walki Marzena spojrzała na zegarek i złapała się za głowę: „Ja p*&%$#ę, która godzina! Przecież Bartka muszę ze szkoły odebrać! Garów nie mogę wyłączyć, a sam ze szkoły wrócić nie może, bo go nie puszczą!” Na gotowaniu znam się jak słoń na hafcie artystycznym, więc ochoczo zaproponowałem, że ja po młodego pójdę. Zadzwoni do szkoły, powie kto przyjdzie, opisze jak wyglądam, Bartek potwierdzi moją tożsamość i będzie gitara. Jej się obiad nie zepsuje, a my sobie spokojnie do domu przydreptamy. Pomysł zaklepany, telefon do szkoły upewnił, że żadnych problemów wychowawczyni robić nie będzie, więc cisnę.

Na drzwiach szkoły sprawdziłem o której jest przerwa, spokojnie wypaliłem papierosa i na widok wysypujących się z piwnicznej szatni pierwszoklasistów wszedłem do budynku zaanonsować się Pani Odźwiernej. Aha. Zapomniałem powiedzieć, że była to zima, a ja byłem troszkę nietypowo ubrany. Po prostu w całości miałem na sobie wyłącznie czarne ciuchy plus okulary ze szkłami fotochromowymi, które pod wpływem słońca odbijającego się od śniegu zrobiły się też całkowicie czarne.

Podbijam do p. woźnej z, jak się później okazało, bardzo niefortunnym tekstem: „Dzień dobry. Przyszedłem zabrać tego łobuza.” Przy czym wskazałem Bartka, który był już niedaleko mnie. Starsza pani spojrzała na o ponad głowę wyższego od siebie obcego gościa, ubranego w całości na czarno, w czarnych goglach i szerokości ramion troszkę ponad przeciętną i... uciekła. Uciekła niedaleko, bo patrząc na jej plecy doskonale słyszałem jak wzywa posiłki. Zaraz pojawiła się z powrotem w towarzystwie dwóch jeszcze nauczycielek i już z dużo pewniejszą miną oznajmiła, że policja już jedzie (taa, telepatycznie wezwała) i mam natychmiast opuścić szkołę, bo inaczej dożywocie w kamieniołomach cy cóś.

Na szczęście katastrofę mocno uspokoił sam Bartek, po męsku potrząsając moją dłonią i tłumacząc, że żaden ze mnie kidnaper tylko wujek i jak przyszedłem to znaczy, że Mama mnie przysłała, zna mnie od zawsze i w ogóle to jestem Jego kumplem. Na szczęście szybki telefon do Marzeny i interwencja wezwanej w międzyczasie wychowawczyni (która mnie z widzenia kojarzyła), uspokoiła panie na tyle, że mogliśmy spokojnie opuścić tą szacowną placówkę. Z jednej strony sytuacja trochę dla mnie piekielna, z drugiej brawa dla pań z personelu szkoły, które bardzo poważnie podeszły do obowiązku ochrony swoich podopiecznych. Jak wróciliśmy obiad był gotowy. Pyszny. Wiem z autopsji. A Bartek jakiś czas był bohaterem dla kolegów, bo po Niego do szkoły prawdziwy gangster przyszedł.

szkoła podstawowa

by izamarkow
Zobacz następny
Dodaj nowy komentarz
avatar Agness92
2 14

@Avangalia: I fajnie napisana :)

Odpowiedz
avatar Shido
8 14

Z opisu, to widziałem takiego Leona Zawodowca, w czarnej czapeczce, czarnych okularach i płaszczu odbierającego dzieciaka ze szkoły.

Odpowiedz
avatar Pan_Siekierka
4 8

@Shido: No bo wiesz. Trzeba posprzątać w domu ;)

Odpowiedz
avatar Aard
0 0

@Shido: A ja widziałem Zbrojewicza :D

Odpowiedz
avatar whateva
0 0

Przesadzasz, remuś. I z tą paskudnością swojej mordy, i z szerokością ramion, i z urodą żony - ot, para przeciętniaków. A tak łatwo cię znaleźć i zweryfikować.

Odpowiedz
avatar bazienka
1 1

@whateva: ale wiesz, ze stalking jest karalny?

Odpowiedz
avatar izamarkow
0 0

@whateva: Jeśli nie jesteś moim nauczycielem historii z podstawówki to dziękuję, bo nikt mnie tak ładnie nie nazywał z Rodzicami włącznie. To raz. "Paskudna morda" to opinia osób trzecich,z którą się zgadzam i mi to lata. Szerokość ramion sam możesz porównać w stosunku do reszty sylwetki - zapraszam. A co do trzeciego: Jakby taka kobieta jak moja Żona chciałaby chociaż splunąć w twoim kierunku, nie myłbyś się przez tydzień. Pozdrawiam. P.S. I wcale się nie kamufluję.

Odpowiedz
avatar izamarkow
0 0

@bazienka: Masz rację, Kochana, ale tylko szkodliwy. Jakby mój pies reagował poważnie na każdą zaczepkę umarłby z głodu, bo przez szczekanie nie miałby czasu jeść.

Odpowiedz
avatar butros
0 0

I było straszyć biedną panią woźną? ;)

Odpowiedz
avatar akashari
0 0

W kwestii bycia bohaterem kolegów... Cóż, ja w gimbazjum przechodziłam etap eksperymentowania z ubiorem i stylizacjami - cała na czarno, różnorakie ćwiekowane ozdoby, wściekle rude włosy, takie tam. Kiedyś przyszłam do szkoły z ojcem, miał sprawe do wychowawczyni, do pracy musi mieć stój formalny plus teczka na laptopa. Reakcja koleżanek " ale dlaczego ty przyszłaś z prokuratorem(<prędzej kuratorem ale ok...>) do szkoły? kogoś pobiłaś? co się stało?!"

Odpowiedz
avatar polaquita
-1 1

emocje jak na rybach

Odpowiedz
Udostępnij