Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

piekielni.pl

Pokaż menu
Szukaj

Jeśli ktoś mnie na tym portalu kojarzy, wie, że mam małą siostrzenicę.…

Jeśli ktoś mnie na tym portalu kojarzy, wie, że mam małą siostrzenicę.
Teraz Myszka ma półtora roku, gada jak najęta (choć nie zawsze zrozumiale i niemal zawsze jest na „nie”, i musi wiedzieć „cemu”) i wszędzie jej pełno, a ja spędzam z nią niemal każdą wolną chwilę.

Ostatnio tak się złożyło, że zajmuję się małą częściej. Siostra ma zajęć więcej niż zwykle, ja mniej, a w dodatku niedaleko mnie zamieszkała moja koleżanka, która ma dwóch synów. Jeden z nich jest w wieku siostrzenicy, drugi ledwie półroczny. Pomyślałam, że dzieciaczki mogłyby się czasem pobawić razem i pobyć w swoim towarzystwie. Projekt zaakceptowany przez koleżankę i siostrę, więc do dzieła!

Dzieci ładnie się razem bawiły, oboje są ugodowi, lubią się dzielić i nie są zazdrosne. Zauważyłam jednak spore różnice między Myszką a Małym, mianowicie:
-chłopiec nie umie trafiać klockami o różnych kształtach w odpowiednie otworki,
-nie potrafi układać zwykłych, sześciennych klocków ani lego z wypustkami,
-ma problem z przewracaniem stron książeczek (i papierowych, i grubych z tektury),
-nie wie, jak grać w piłkę, nie kopnie jej ani nie rzuci,
-nie rozpoznaje zwierzątek, nie zna ich odgłosów,
-niewiele mówi, są to monosylaby- nie używa słów „mama” czy „tata”.

Zaskoczyło mnie to, bo maluchy są w tym samym wieku, ale wiem, że każde ma swoje tempo rozwoju. Podczas, gdy siostrzenica sama sygnalizuje, czego chce (siii, am, hopa, dada) i mówi mi „prawie” po imieniu, syn koleżanki o wszystkim informuje płaczem. Że pieluszka mokra, że głodny. Naiwnie myślałam, że może na początku nie umie odnaleźć się w nowym miejscu, nie umie się bawić cudzymi zabawkami…
Ale chłopiec nie rozumie też poleceń, których zresztą nie dostaje prawie wcale. Nie podaje zabawek, nie odkłada ich na miejsce, nie przychodzi wołany. Reaguje na imię, owszem- ale nie robi nic, poza podniesieniem głowy. Dziwi się, gdy siostrzenica ściąga sama buty, czapkę czy rękawiczki. Nie potrafi odpowiedzieć, czy jest głodny albo spragniony.

Pomyślałam, że może chłopiec jest nieco opóźniony względem innych dzieci, ale to nie jest jednak wina rozwoju, a wychowania…
Koleżanka robi za niego wszystko, a zabawki kupuje mu zupełnie niedostosowane do wieku- samochody na resorach czy zdalnie sterowane i farmy zwierząt (których nie zna…). Zazwyczaj bawi się sam, nie ma też kontaktu z innymi dziećmi. Ale to, co zaskoczyło mnie najbardziej, to fakt, że chłopiec je wyłącznie posiłki ze słoiczków. Dlaczego? Usłyszałam, że producenci wiedzą lepiej, co i jak przyrządzić i jak wielka ma być porcja. Dostaje te same „słoiczki” co rok młodszy braciszek, a poza nimi nie je NIC.
Nie je „dorosłych” posiłków. Jak wyżej- producent wie lepiej, czego dziecko potrzebuje; paradoksalnie chłopiec dostaje obiadki przeznaczone dla dzieci sporo młodszych. Koleżanka boi się też, że zwykłym posiłkiem chłopiec się zadławi, stąd brak domowych dań czy choćby owoców i warzyw. Nawet zmiksowanych. Dla mnie jest to nie do pomyślenia, bo siostrzenica od dawna siada z marchewką w ręku przy stole i grzecznie chrupie, albo podjada zupkę (tak, posługuje się łyżeczką chociaż często jest karmiona przez kogoś).

Po kilku spotkaniach z koleżanką, kiedy już sama zauważyła różnice, zasugerowałam jej, że sama je tworzy, ograniczając dziecko. Ale ona nie przyjmuje żadnych argumentów, poza tym chłopiec sam nie chce jeść tego, co Myszka- nie zna smaku jabłka czy banana i je zmiksowane wypluwa, a z owocem w kawałku nie wie, co zrobić…

Jestem tym przerażona. Mam nadzieję, że chłopcu wróci jakaś ciekawość w czasie zabaw z innymi dziećmi- widziałam, jak powili, nieśmiało próbuje naśladować moją siostrzenicę.
I chyba teraz mogę zrobić tylko tyle, że dzieci się razem bawią. Mąż koleżanki jeszcze z rodziną nie mieszka, do końca roku pracuje i mieszka w poprzednim miejscu. Chcę zwrócić mu uwagę na zachowanie starszego syna, ale obawiam się, że skoro do tej pory nie widział w takim wychowaniu nic złego, posądzi mnie o złośliwość.

by cynthiane
Dodaj nowy komentarz
avatar Zmora
3 5

A ja jednak myślę, że po części (ale tylko po części) to może być kwestia rozwoju. Dzieci rozwijają się w różnym tempie, nie wszystkie to bystrzaki, a nawet jak są bystrzakami, to czasami potrafią mieć pewien problem z jedną/dwoma rzeczami. Moja siostra na przykład nic nie mówiła do drugiego roku życia (jedyne słowo jakie dało się usłyszeć wcześniej to słowo "nie" przeciągnięte w płacz i pisk), mimo że rodzice stawali na głowie, żeby się dobrze rozwijała. A z kolei córka znajomych bardzo późno zaczęła siadać.

Odpowiedz

Zmodyfikowano 1 raz. Ostatnia modyfikacja: 26 listopada 2014 o 14:54

avatar ciezarowa13
3 5

Troszkę przesadzasz. Każde dziecko rozwija się w swoim rytmie. Nawet dwuletnie dziecko może jeszcze nie mówić, czy nie umieć kopnąć piłki. Owszem, jego mama mu nie pomaga (a nawet szkodzi, zwłaszcza karmiąc słoiczkami dla niemowląt), ale nie uważam, żeby dziecko było opóźnione. Poza tym- coś za coś. Sama mam porównanie u siebie w rodzinie. Mój syn zaczął chodzić w wieku 11 miesięcy, a jego kuzynka na dwa tygodnie przed pierwszymi urodzinami zaczęła raczkować. Za to już ok. 10 miesiąca życia umiała powtórzyć proste słowa (Ania, mama, tata, ołma), wiedząc co mówi, a syn mając już prawie dwa lata w kółko powtarza tylko tata tata i brruum.

Odpowiedz
avatar Agnieszka77
0 0

@ciezarowa13: Mój tak miał - motorycznie w porównaniu do kuzynki słabo się rozwijał - intelektualnie wyprzedzał ją o rok (3 m-ce różnicy). Do dzisiaj jest intelektualistą nie sportowcem :D A minęło 14 lat :D

Odpowiedz
avatar Vampi
1 7

Bez przesady. Moj syn ma 2,5 roku i nie mowi. Gada po swojemu i tyle. Je sam sztuccami i to samo co my. Rozumie wszystko co sie do niego mowi. Lubi sie bawic z dziecmi, ale ma swoje ulubione zabawy i np. klocki go wogole nie interesuja, woli srubokret i srubki. Kazde sie rozwija inaczej i w swoim tempie. A ty sie nie wtracaj w wychowanie cudych dzieci, bo mozesz natym zle wyjsc.

Odpowiedz
Udostępnij