Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

piekielni.pl

Pokaż menu
Szukaj

W czerwcu zeszłego roku musiałam jechać do Polski. Niestety lot samolotem nie…

W czerwcu zeszłego roku musiałam jechać do Polski. Niestety lot samolotem nie wchodził w grę, ponieważ musiałam ze sobą zabrać chyba z 200 kg specjalistycznego sprzętu. Postanowiłam więc skorzystać z jednego z przewoźników, z którym współpracowaliśmy - mały busik na 6 osób plus miejsce na bagaż, 2 kierowców, wszystko dograne.

Panowie mieli być po mnie pomiędzy 7-8 rano, jest godzina 9 - przyjeżdżają. No ok, wiadomo, na drodze różnie bywa. Wpakowaliśmy całe ten mój sprzęt do auta i ruszamy. Ja naiwnie liczyłam, że prosto z tej mojej ówczesnej wioski (niedaleko płn Londynu) będziemy się kierowali już na południe na Kanał. O naiwności.

Panowie szybko uświadomili mnie, iż oni jeszcze muszą jechać do Londynu zabrać 4 osoby i mają z 10 paczek do rozwiezienia. A potem jeszcze jedna osoba z 30 mil poza Londynem. Hmmm. No nic.

Usiadłam sobie wygodnie, książka w rękę i nagle czuję przebrzydliwy smród papierosa. Tak, okazało się, iż obydwaj kierowcy palą Co z tego, że otworzyli okno, dym centralnie leciał do tyłu. Na moją delikatną uwagę, iż hmmm capi odparli, że ok, postarają się palić na postojach. O naiwności.

W Londynie spędziliśmy 7h!! Robiąc zawrotną trasę 10km rozwożąc te paczki i zbierając kolejne osoby! Panowie zaczęli palić w aucie, otworzyli szerzej okna.

Wreszcie ostatnia osoba odebrana z jakiejś wioski i jedziemy na Kanał. Chyba ok. 21 (12-ta godzina mojej podróży) wjechaliśmy do Francji. W nocy, gdzieś koło 4:30 obudził mnie huk - gdzieś na autostradzie w Niemczech złapaliśmy gumę, zdarza się, całe szczęście, że stało się to dosłownie 100m od zjazdu na parking. Coś się niestety pokomplikowało, coś tam pękło i jakieś 2h staliśmy na parkingu bez żadnej toalety. Za to z (chyba, wszystko na to wskazywało) rozkradzionym a może i ukradzionym samochodem z Polski. Miodzio.

8:00 rano. 23-cia godzina mojej podróży. Wreszcie Polska! Ale nie tak hop siup. Z UK ciągnęliśmy jeszcze przyczepę kempingową, więc zamiast od razu wskoczyć na autostradę na Wrocław, to nie, nie, my jakimiś leśno polnymi drogami jechaliśmy z 2h żeby przyczepę dowieźć.

W międzyczasie jeden z pasażerów, taki dość roszczeniowy, zaczął mieć problem - otóż on miał wysiadać we Wrocławiu, ale osoba która miała go odebrać i zawieźć jeszcze jakieś 100km do domu nie odbierała telefonu. Więc pan nagle wpadł na pomysł (jakieś 15km przed Wrocławiem, godzina 11 z minutami, 26h mojej podróży!), że może my byśmy tak z lekka zboczyli z trasy, zawieźli go pod dom i potem sobie wrócili na trasę. Kierowcy udali głuchych. Godzina 12 z minutami wysadziliśmy pana we Wrocławiu i obraliśmy kierunek Śląsk.

Acha - co ważne dla historii - radio podało właśnie iż był to najgorętszy dzień w roku póki co - temperatura 30 stopni. Panowie kierowcy dalej palą, żeby jednak nie było, że za dużo i na raz, to zaczęli palić na zmianę co 20 minut z zegarkiem w ręku...

Co do tego palenia: ja po pierwszej godzinie jazdy byłam już zielona - jestem niepaląca kompletnie - było mi niedobrze i całe śniadanie stawało mi w gardle. Po kilku kolejnych godzinach zauważyłam, że dym jakoś mniej mi już przeszkadza. Po 20h przestałam czuć ten dym, po 25-ciu godzinach chyba zaczęłam wykazywać początkowe objawy uzależnienia, gdyż dym nie dość, że mi nie przeszkadzał, to ba nawet zaczął mi jakoś tak ładnie pachnieć, takimi kadzidełkami czy cuś. Jak wysiadłam z busa w końcu podróży, to pierwszą moją myślą było - gdzie ja w niedziele o tej porze kupię fajki...

Ale cofnijmy się lekko w czasie, bo to nie koniec jeszcze.

Godzina 16:30 - leci 32h mojej podróży, do mojego celu zostało jeszcze jakieś 30 minut i nagle, znienacka, zza wegła, niespodziewanie dostaję w twarz Smrodem. Przez S, bo to był smród dużego kalibru, pokonujący nawet dym papierosowy (ale ten mi już nie przeszkadzał..). W panice rozglądam się dookoła i zauważam, iż mój przeuroczy sąsiad (2h krócej w podróży niż ja) stwierdził chyba, iż jest mu za ciepło i za niewygodnie i postanowił zdjąć adidasy z nóg.

Kurtyna.

by anndab7
Dodaj nowy komentarz
avatar bzowababa
3 3

cudownie - płacisz i masz :) to był przejazd survivalowy ?? :D:D

Odpowiedz
avatar anndab7
1 1

Wyszło na to, że tak :) 48h doszło mi dojście jako tako do siebie. A ubrania musiałam prać dwa razy, bo po pierwszym wciąż jeszcze wydawało mi się (albo i nie), iż czuję zapach dymu.

Odpowiedz
avatar quack
3 3

Hmm, na Twoim miejscu chyba bym kilkakrotnie uprzedził, że od dymu tytoniowego robi mi się niedobrze, po czym pofolgował sobie w którymś momencie.

Odpowiedz
avatar anndab7
2 2

Przeszło mi to przez myśl na początku podróży, ale.. chyba za dobrze wychowana jestem i jakoś nie mogłam wprowadzić tej myśli w czyn. A potem się już uodporniłam / uzależniłam i dopiero jak dotarłam na miejsce to mnie facet uświadomił (z delikatnością słonia) jak mocno capie :)

Odpowiedz
avatar Jorn
1 5

Taaak, we Wrocławiu kierunek na Śląsk? A potem w Krakowie na Małopolskę może?

Odpowiedz
avatar mupf
1 9

Ty jesteś głupi jak Wiking, czy tylko jak Polak? Dopiszę Ci zatem, żebyś sie nie pogubił w domysłach - kierunek na Górny Śląsk.

Odpowiedz
avatar anndab7
-3 5

Jorn - niepotrzebna złośliwość. Miałam na myśli oczywiście Górny Śląsk. Jakoś zawsze jak słyszę Śląsk to w domyśle mam Górny. Jak ktoś mówi o rejonach Wrocławia to przeważnie jest to Dolny Śląsk, a nie sam Śląsk. Wybacz jeśli wprowadziłam Cię w błąd :)

Odpowiedz
avatar anndab7
1 1

Może powinnam napisać Kurtyna. Smrodu. :)

Odpowiedz
avatar sara1310
0 0

Też nie rozumiem tego dlaczego nagle wszyscy kończą swoje historie tym słowem ;/

Odpowiedz
avatar LuLu
0 0

Kurde... A ja nie mogłam w busie wytrzymać 3 godzin. Współczuję trasy i przygód.

Odpowiedz
Udostępnij