piekielni.pl

Pokaż menu
Szukaj

Mama (M) mojej przyjaciółki prowadzi salon kosmetyczny.

Sezon przedświąteczny jest najgorszy w całym roku. Jako że klientek jest więcej niż zazwyczaj, liczba piekielnych też jest większa. Będąc u niej w salonie i rozmawiając z nią, naliczyłam 3 główne typy piekielnych.

1.
Umawia się i nie przychodzi. Oczywiste. Do tego nie odbierają telefonów i nie odpisują na wiadomości. Szczęście w nieszczęściu, że chyba duma nie pozwala im pokazać się ponownie w salonie. Ale jednak godzina stracona.

2.
Ten widziałam na własne oczy, będąc ostatnio u M. Wpada klientka, okazuje się, żeby była zapisana na ponad godzinę temu. M mówi, że nie ma jak jej teraz obsłużyć, bo ma klientki, które przyszły o umówionej godzinie. Oczywiście awantura, że jak tak można. Ona zapisała się miesiąc temu i musi zostać obsłużona. M mówi, że nie ma takiej możliwości, bo wtedy musiałaby odwołać wizytę kogoś, kto przyszedł na czas i jedyne co, to może Panią powiadomić, gdy ktoś zrezygnuje. Obraza majestatu i, jak w punkcie 1, duma nie pozwala im pokazać się ponownie w salonie. Na szczęście.

3.
Zawsze 2 miesiące przed świętami M publikuje na stronie internetowej i Facebooku informację, że w okresie przedświątecznym należy zapisywać się wcześniej, przypomina też o tym osobiście. Oczywiście są osoby, które dzwonią tydzień przed i chcą się zapisać, najlepiej jeszcze na jutro. Często awantura, że powinno być dla niej wolne miejsce, bo ona zawsze przychodzi i M powinna wiedzieć. Bo M jest telepatką i pamięta klientkę, która była rok temu i wie, że ta na pewno przyjdzie w tym roku...

Nie wiem, czy te osoby nie potrafią czytać, czy mają po prostu taki zerowy szacunek do czyjejś pracy i czasu.

by kluskaa

Jak zostać wyrzuconym z urzędu pracy w kilku prostych krokach ;)

1. Zarejestruj się w UP,
2. Dostań termin stawienia się za 8 dni,
3. Przyjdź, dostań ciekawą ofertę pracy,
4. Skontaktuj się z pracodawcą,
5. Usłysz w słuchawce "Nie da rady, ja jestem w EGIPCIE i będę za 2 tygodnie.
6. Zgłoś do urzędu pracy, że potencjalny pracodawca jest za granicą i nie mogę odbyć rozmowy.
7. Zostań usunięty z listy bezrobotnych za brak podpisu na karteczce, bo nie przyjąłeś oferty pracy.
8. Żadne tłumaczenie, że pracodawca jest za granicą do biurwy nie przemawia i nie mam możliwości odbyć rozmowy, a co dopiero zostać zatrudniony.

Mam nadzieje, że to moja jedyna przygoda z tym urzędem w życiu.

urzad_pracy biurokracja zalesie

by ~AK47

Jest sobie na sąsiedniej ulicy punkt fryzjerski, gdzie strzygą głównie mężczyzn. Koszt usługi - 10zł. Czy fakt, że tak tanio usprawiedliwia, że ch*jowo?

Wraca mój stary od fryzjera z dziurą na głowie. Dziura wielkości 5 zł wygolona maszynką do zera. Nic oczywiście nie wiedział, fryzjerka spaliła jana i dyszkę zainkasowała.

Cyknełam fotę i poszłam z reklamacją. A Pani fryzjerka (F) do mnie z mordą:
F: Ale co pani chce, przecież mu nie dokleję!
Ja: No nie, ale jak można wziąć pieniądze za taką fuszerę?
F: Patrzcie ją! O dychę się przyszła kłócić!

Po czym wygrzebała z kosmetyczki 10 zł i rzuciła nimi we mnie.

Nie wiem, czy bardziej zaskoczyło mnie jej zachowanie czy to, że tłum w kolejce zupełnie nie przejął się, że tu się płaci za wygolone dziury na głowie. Zakład prosperuje świetnie. Ostatnio podnieśli ceny do 12 zł.

Warszawa

by sheryl225

Zirytowałam się.

Korzystając z luźniejszego dnia, wybrałam się na zakupy kosmetyczne do jednej z popularniejszych sieci drogerii. Podeszłam do półki celem wybrania potrzebnej mi rzeczy i co widzę? Wszystkie mazidła którymi byłam zainteresowana pootwierane i ,,zmacane". Smaczku dodaje fakt, że testery były nienaruszone, jeszcze oryginalnie zaklejone.

Serio użycie testera jest dla niektórych taką ujmą? A może to czysta złośliwość?

Czasami nienawidzę bab...

by All4You

Bliska mi osoba walczy teraz z pracodawcą o wynagrodzenie za nadgodziny. Wycenili je na 50% ustawowego dodatku, bez 100% normalnego wynagrodzenia za każdą godzinę, co czyni pracę w nadgodzinach płatną jeszcze mniej niż zwykła praca.

To mi przypomniało historię sprzed kilku lat. Moja kuzynka pracowała u pewnego Janusza biznesu, władającego siecią aptek (przy czym słowo "władający" nie jest tu jakimś nadużyciem).
Wszyscy tam pracowali za minimalne, reszta "do koperty i pod stołem" co było nagminną praktyką w tamtych czasach w tej miejscowości. I chyba nadal jest.

Za nadgodziny szef nie za bardzo chciał płacić, każdy miał brać wolne.
I kiedyś się kuzynce nazbierało, stwierdziła, że weźmie sobie trzy dni, kierowniczka jej klepnęła, zrobili grafik bez niej na te dni.

Pierwszego dnia rano, kuzynka odsypia, jak to w wolne, dzwoni telefon - pani kierownik mówi, że szef jest i jej szuka i będzie dzwonił. Za chwilę rzeczywiście telefon od szefa z pytaniem: a czemu jej nie ma w pracy?
- Ale przecież wolne.
- A bo ja myślałem, że cię tylko do grafiku nie wpiszemy, ale i tak przyjdziesz...

Ostatecznie nie poszła, pracowała tam jeszcze jakiś czas, ale z tym szefem zawsze były jazdy, udawał głupszego niż jest i o wszystko trzeba z nim było walczyć. A to była jej pierwsza praca, pierwsze odebrane wolne i facet chyba myślał, że znalazł naiwną.

pracodawca

by 252426

Było tu już kilka historii na temat wad wzroku czy słuchu i dziwnych reakcji ludzi. Też coś dorzucę.

Wadę mam od urodzenia, ale z początku był to "lekki niedosłuch", który pogłębiał się dopiero z czasem. Aparaty zaczęłam nosić w liceum. Ludzie z mojej klasy uważali, że jestem upośledzona i nikt nie wpadł na to, że jeśli nie odpowiadam na pytanie, to po prostu go nie słyszę. Były chłopak z kolei twierdził: "ty słyszysz, tylko po prostu mnie nie słuchasz" i nawet aparaty z wynikami badań go nie przekonały. Nawet z aparatami nie słyszę idealnie, zwłaszcza, jeśli wokół jest głośno czy wieje wiatr. Zniecierpliwionych westchnień pań z okienka czy "dobra, nic, nieważne" nie jestem w stanie zliczyć.

Uprzedzę malkontentów - nie użalam się. Pogodziłam się z tym dawno i jest to po prostu jedna z moich cech. O aparatach chętnie opowiadam, jeśli ktoś jest ciekawy. Tylko, cholera, niektórym przydałoby się czasem pomyśleć, zanim otworzą jadaczkę :)

by jedendwatrzy

Zdarzyło mi się dzisiaj wejść do apteki celem zrealizowania recepty. Niestety po raz kolejny okazuje się, że nawet tak banalna czynność może wzbudzać emocje. Zwłaszcza kiedy recepta jest wypisana przez lekarza psychiatrę, a widnieje na niej lek przeciwdepresyjny.

Najwyraźniej było to szokujące dla pani technik farmacji, która niewybrednie skomentowała mój zakup rzucając na całą aptekę "Żeby po TAKIE leki przyłazili, do czego to doszło". Dobrze, że póki co na to klauzula sumienia nie obowiązuje.

by ~CzerwonyPazdziernik

Sporo tu ostatnio historii o piekielnych pedagogach szkolnych, więc dodam i swoją.

Działo się to w pewnej szkole średniej, do której dopiero co zaczęłam uczęszczać. Niestety tak się złożyło, że pod koniec wakacji zakończyłam swój pierwszy poważny związek i nie radziłam sobie z tą sytuacją. Byłam bardzo cichą, nieasertywną osobą, która w pewnym momencie przestała jeść, spać i skupiać się na nauce.

Wtedy pierwszy raz w życiu zdecydowałam się wejść do gabinetu i porozmawiać z pedagogiem. Zapukałam i uchyliłam drzwi. W gabinecie siedział otyły pryszczaty chłopak (nazwijmy go M.) i jadł z panią pedagog ciasto. Przeprosiłam i chciałam się wycofać, ale zostałam zaproszona do środka. Dosyć niechętnie, ale zaczęłam opowiadać o sobie i swoim problemie, a chłopak, cały czas się przysłuchując, w pewnym momencie stwierdził, że "on też jest wolny, więc możemy być razem", na co pani pedagog ochoczo przyklasnęła i zaczęła mnie przekonywać do tego jaki M. jest uroczy i jaki ma śliczny uśmiech i żebym dała mu szansę. Speszyłam się, podziękowałam za rozmowę i wyszłam.

Niestety, już następnego dnia M. mnie znalazł i nie odstępował na krok. No przecież ustaliliśmy wczoraj, że od teraz jestem jego dziewczyną. Niestety M. miał spory problem z zachowaniem się i bez zahamowań łapał mnie za pośladki, czy piersi na środku korytarza podczas przerwy i non stop kazał się (tak, kazał) do siebie przytulać i całować. Nie rozumiałam czemu wszyscy nauczyciele są tym zachwyceni, a kiedy próbowałam się poskarżyć na jego obleśną natarczywość, byłam zbywana i zapewniana, że M. już taki po prostu jest, że on nigdy wcześniej nie miał dziewczyny i musi się "nacieszyć".

Zostałam po prostu bezczelnie wyswatana ze szkolnym zakałą i pilnowana przez pedagog, żebym nie protestowała. Nie muszę mówić, jak okropnie się czułam i jaką opinię szybko sobie wyrobiłam, jako "dziewczyna grubasa". M. był klasowym odrzutkiem, ale pupilkiem nauczycielek. Dlaczego? Otóż jego mama prowadziła bardzo przydatną firmę i wszystkie nauczycielki ochoczo korzystały z jej usług po sporych kosztach i znajomości.

Duże miasto

by ~Wyswatana

Ja i mój facet mamy po kilkadziesiąt rzeczy wystawionych na sprzedaż na OLX. Kilka naszych handlowych przygód:

1. Mój facet ma mobilną pracę, więc czasami nie ma problemu, by komuś coś podrzucił. Okej, podjechał na parking, schodzi gość, ogląda przedmiot, zachwyca się itd. Mówi, że bierze, tylko zapomniał portfela z mieszkania. Skoczy na górę i zaraz wróci. Nie wrócił. Zapomniał też, jak odbiera się telefon.

2. Zboczeńcy od stóp. Wystawiam na sprzedaż buty. Część z nich prezentuję na stopie, bo gdybym była kupującą, chciałabym wiedzieć jak leżą. Zalewają mnie pytania o tym, czy sprzedaję "używane (nieprane!) skarpetki, rajstopki i pończoszki oraz czy "buciki mają zapach".

Hitem był pan, który postanowił pobawić się w ankietera. Często jestem ankietowana, bo gdzieś kiedyś wyraziłam na to zgodę i lubię to. I wiem, jak powinna przebiegać ankieta. W tle zawsze są szumy innych rozmów. Pan przedstawił się jako przedstawiciel firmy produkującej lakiery do paznokci. I pyta: jakie kolory lubię, jak często maluję paznokcie u stóp. Od razu wiedziałam, że coś jest nie tak (za cicho w tle, brak standardowej formułki na początku), ale chciałam dać chłopu odrobinę radości, to odpowiadałam, wymiękłam przy pytaniu o to, czy lubię obcinać paznokcie na kwadratowo czy na okrągło.

3. Panowie, którzy proponują mi pracę "asystentki członka zarządu", bo oni po zdjęciu widzą, że przecież na pewno jestem gotowa i chętna do ambitnej pracy i nie boję się wyzwań.

4. Są "hore curki", a mi się trafiła "bidna rzona". Dzwoni kobitka i mówi:
Ona: - Przed chwilą wystawiła pani buty. Czy one naprawdę są za 20 złotych? (nie jest to niedowierzanie, że tak tanio, tylko, że tak drogo).
Ja: - Naprawdę.
Ona: - Bo widzi pani, moja żona by je chciała. Ale ona nie ma pieniędzy.
Ja: - Jak nie ma pieniędzy, to nie kupi.
Ona: Aha, nie kupi?
Ja: - No nie kupi.
Ona: - No to dziękuję.
Przynajmniej pełna kultura.

5. Ani be, ani me, od razu przystępuje ktoś do rzeczy: ogłoszenie aktualne? Wszystkie ogłoszenia mam aktualne, o które chodzi? Aaaa, no, takie spodnie. Spodni mam siedem par wystawionych. ...urwa. Koniec połączenia.

OLX

by Grejfrutowa

Nie wiem w jaki sposób szkoleni są wolontariusze DKMS, ale powinni być szkoleni lepiej.

Wczoraj zadzwoniła do mnie szwagierka, działaczka tej i kilku innych fundacji. Trochę się zdziwiłam, bo raczej nie dzwonimy do siebie bez okazji. No ale rozmawiam o pogodzie, nadchodzących świętach i innych nieistotnych sprawach. Aż postanowiła przejść do konkretów.

Sz: Słuchaj, a może oddałabyś krew? Teraz jest taka fajna akcja.
Ja: Przykro mi ale, nie mogę.
Sz: No mogłabyś się wreszcie odwdzięczyć za te dwie jednostki trzy lata temu! (Swoją drogą świetna pamięć).
Ja: Nie mogę. Mam zdiagnozowaną chorobę autoimmunologiczną, która mnie dożywotnio wyklucza z dawstwa.
Sz: No przecież nie musisz się przyznawać w RCK!

Wryło mnie. No tak, bo te zasady są po to, żeby były, a nie po to, żeby komuś nie zaszkodzić. Mam nadzieję, że to odosobniony przypadek.

krwiodawstwo wolontariusze

by LittleM
Następna strona