Historia z głównej o piekielnej matce, która nie chciała zaakceptować, że syn ma kobietę, przypomniała mi o moim byłym - dajmy na to Jarku. Tylko w moim przypadku nie lubili mnie zarówno teściowie, jak i siostra Jarka.
Jarka poznałam na studiach. Wszystko potoczyło się dość szybko i po 2 miesiącach chodzenia, znałam już jego rodziców, siostrę oraz dziadków. Do dzisiaj z tymi ostatnimi mam sporadyczny kontakt i wysyłam im życzenia na dzień babci i dziadka, czy urodziny - oni również do mnie na dzień dziecka i moje urodziny.
Na początku wszystko wydawało się okej. Potem jednak zaczęły się małe szpileczki. Mam alergię na żółtko, potwierdzoną testami z krwi. Mam ją od maleńkości, kiedy jeszcze jajka mieliśmy od mojej babci. Według ex-teściowej to była zmyślona alergia (dla kontrastu jej alergia na roszponke była poważna!). Za każdym razem pytałam się czy użyto jajek, gdy miałam coś zjeść. Dwa razy zostałam okłamana, na co Jarek rzucił, że "mama jest zakręcona i na pewno nie zrobiła tego celowo". Tylko to potem ja miałam wieczór na toalecie i pokrzywkę na rękach.
Dla teścia byłam solą w oku, bo Jarek zamiast pomagać mu przy samochodach (teść nie był profesjonalnym mechanikiem, tylko dorabiał sobie na samochodach znajomych) spędzał weekendy ze mną. Zaczął mówić, że taka baba jak ja, to zawsze chłopa zniewoli. Dowodem zniewolenia miało być to, że akurat potrzebował pomocy zawsze wtedy, gdy zaplanowaliśmy sobie jakąś aktywność np. kino, wyjazd, teatr. Dodatkowo wcześniej Jarek o tym im mówił. Teściu doskonale wiedział, że Jarek będzie musiał wybierać, bo mieszkali 150 km od miejsca, gdzie studiowaliśmy.
Tak minął prawie rok. Siostra Jarka zaszła w ciążę i tu pojawiły się naciski teściów, że my też powinniśmy zrobić sobie dziecko, żeby kuzynostwo miało ze sobą kontakt. W pewnym momencie pokłóciłam się o to z Jarkiem, bo zaczął popierać plany. Oczywiście padł koronny argument, że my nie robimy się młodsi i szczególnie u kobiet będzie to powodowało problemy z zajściem w ciążę. Spytałam się więc gdzie ma pieniądze na mieszkanie i ślub, bo nie mam zamiaru mieć dziecka na 20 M2 mieszkania (wynajęliśmy mikro kawalerkę jak to się teraz ładnie mówi) i bez żadnej gwarancji prawnej. Padło, że teściowie są chętni do sfinansowania ślubu. Dadzą nam na ten cel aż 10 tysięcy. Wiem, że nie musieliby nam nic dawać, ale powiedziałam im wprost, że to jest za mało, aby chociaż wynająć większą salę w restauracji. Powiedzieli, że przecież siostra miała wesele w lokalnej sali i wszyscy coś ugotowali i było okej. Lokalna sala to była po PGRowska salka. Siostra miała tam wesele ze względu na to, że na teście wyszły jej dwie kreski, a zarówno ona jak i jej mąż, są wierzący i w ciągu miesiąca (bo tyle czekali na dokumenty z urzędu) organizowali imprezę.
Po tym jak powiedziałam, że wolę najpierw kupić mieszkanie, skończyć studia i znaleźć dobrą pracę, a dopiero potem myśleć o ślubie i dzieciach, zaczęła się równia pochyła. Przestałam w pewnym momencie do nich przyjeżdżać, bo wszystko robiłam źle.
Przykład - teściowa prosiła mnie o przyniesienie z kuchni chleba do obiadu. Stały dwa bochenki, w tym jeden na talerzu. Wzięłam go i dostałam miłą uwagę - Kamilko to ty nie widzisz, że ten chleb jest czerstwy na bułkę tartą? Chyba matka do kuchni to cię nie wypuszczała.
Albo mówię jej, że ja zrobię kluski śląskie na obiad (podchodziłam spod Częstochowy i moja babcia robiła je co chwilę, a oni z Wielkopolski). Z wielkim oporem pozwoliła mi je zrobić. Pytam się jej gdzie jest praska. Nie ma, mam zrobić tłuczkiem, bo ona sobie jakoś tak radzi. Wiec lecę tym tłuczkiem, a gdy Jarek wszedł do kuchni i zapytał dlaczego nie użyje praski, powiedziałam, że jego mama powiedziała, że nie ma. Jarek rzucił, że przecież niedawno kupili i jest w górnej szafce. Na co teściowa: Oj, zapomniałam o niej, rzeczywiście!
Rozmowa z teściem jakakolwiek kończyła się tym, że mało wiem o życiu i się jeszcze nauczę, a on ma rację. Rozmawialiśmy na temat tego, że moi rodzice robią remont łazienki przy okazji modernizacji przez spółdzielnię i będą im wymieniali rury na PCV, bo takie mają być w całym bloku. Teściu oczywiście miał swoją teorię, że jak rury to tylko metalowe i moi rodzice mają zażądać tego, żeby mieli metal, bo inaczej tylko zatankują i już im strzela. Powiedziałam że to jest na poziomie pionów, a decyzja została podjęta przy udziale ekspertów (spółdzielnia przedstawiła ekspertyzę i rekomendacje). Wniosek - chu*** ekspert, a nie ekspert, bo on ze szwagrem w 88 remont robił i dalej działa.
Siostra za to co chwilę robiła mi przytyki odnośnie mojego wyglądu. Miałam wtedy duże problemy zdrowotne - otarło się o podejrzenie nowotworu (o czym nie chciałam nikomu mówić poza Jarkiem i rodzicami). Schudłam o 5 kg i przy wzroście prawie 170 ważyłam niecałe 50 kg. Na obiadkach kazała mi sobie podejść, bo facet to nie pies i na kości nie poleci. Skwitowałam, że to problemy zdrowotne i dziękuję za troskę.
Po takim ostatnim rodzinnym obiadku powiedziałam dość. Kazałam Jarkowi pogadać z rodzicami, bo nie czuję się u nich w żaden sposób komfortowo, a on nie reaguje. Ani razu nie stanął w mojej obronie, a wręcz przeciwnie kładł uszy po sobie. Miałam dość i powiedziałam, że więcej do nich nie pojadę o ile nie zmienią swojego zachowania. Dochodziło do paradoksu gdzie jeszcze przez prawie rok naszego związku, częściej widziałam jego dziadków niż najbliższą rodzinę. A finalnie to ja zostałam tą która go chciała odciąć i byłam toksyczna.
Do zakończenia tego związku doszło, gdy kończyła nam się umowa najmu i właścicielka powiedziała, że nam jej nie przedłuży. Znaleźliśmy dwa fajne mieszkania i już na jedno z nich mieliśmy podpisać umowę (była wręcz kolejka chętnych - stosunkowo tanie, nowe i w dobrym standardzie). I nie podpisaliśmy z powodu, że nie podobało się zarówno teściowej jak i siostrze. Gdy mi Jarek to powiedział, zwątpiłam całkowicie. Spytałam, czy to on będzie mieszkał ze mną, czy jego matka i siostra? Co odpowiedział? Ale one będą przyjeżdżać w odwiedziny i też mają czuć się dobrze.
Czyli ja u nich byłam traktowana jak zło konieczne, a przy wynajmie mieszkania miałam uwzględnić to, że one przyjadą i mają decydować o tym jakie mieszkanie wynajmę z Jarkiem i za które SAMI zapłacimy.
Jak powiedziałam to koleżance, to wyśmiała tę sytuację i kazała mi wiać gdzie pieprz rośnie, tylko bardziej dosadnie. Dałam Jarkowi ostania szansę, pogadaliśmy i spytałam czy mamy zamiar coś z tym zrobić. Rodzina była dla niego ważniejsza, a ja nią dla niego nie byłam, więc stwierdziłam, że to nie to. I szkoda mi tylko nerwów i zmarnowanego czasu.
rodzina związek