Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

piekielni.pl

Pokaż menu
Szukaj

Top

Historia Sikoreczki https://piekielni.pl/92472 skłoniła mnie do opisania zachowania mojej sąsiadki. MOPR i…

Historia Sikoreczki https://piekielni.pl/92472 skłoniła mnie do opisania zachowania mojej sąsiadki.

MOPR i administracja ją znają bo już co najmniej 2 razy opróżniali jej mieszkanie ze wszystkich śmieci które tam naniosła z okolicznych śmietników, cała okolica ją zna z tego powodu oraz tego, że dokarmia bezdomne koty (nie tylko ona, inna sąsiadka współpracująca z fundacją pomagającą kotom zapytała czy mogą z partnerem postawić budkę dla nich na moim podwórku a tym które tam nie przychodzą dają jedzenie przez płot jednego z warsztatów, w ten sposób okoliczne psy nie wyjedzą tych smakołyków), ale rzuca im jedzenie na uliczkach przed innymi domami albo obok aut. Tak samo dokarmia gołębie za co już dostawała mandaty, bo robiła to nagminnie na miejskim terenie. Na sugestię sąsiadów, żeby przynajmniej nie rzucała tego jedzenia ptakom pod czyjeś auta odpowiada, że „chyba im się nudzi i nie mają innych problemów.”

Ma ona psa, szczuropodobne coś w typie chihuahuy. Rzuca się toto na wszystko i wszystkich. Niejednokrotnie rzucał się na mnie albo na mojego psa. Idąc kiedyś do pracy mijam posesję sąsiadki, furtka zamknięta, psa nie widać ani nie słychać. Odchodzę dobre 200 metrów po drodze skręcając. Nagle czuję szarpanie za spodnie a to w/w coś mnie szarpie. Sąsiadka niespiesznym krokiem podchodzi i łaskawie go zabiera. Na moją sugestię, że mogłaby psa pilnować odpowiedziała, że on nie jest agresywny (serio? Pies, który przebiegł taki dystans i to jeszcze za róg ulicy nie jest agresywny?). Sytuacja taka zdarzyła się nie tylko mi.

Gdy jeszcze byłem kanarem, siedzimy z kolegą w autobusie na pętli i czekamy na odjazd. Wchodzi w/w sąsiadka ze swoim psem. Ja ich ignoruję kompletnie, a gdy przechodzili koło mnie pies rzucił się na mnie i znowu próbował ugryźć. Na sugestie moje, kolegi i kierowcy o obowiązku zakładania kagańca psu w autobusie powiedziała, że takich nie produkują i że sami mamy sobie założyć a tak w ogóle to ja też mam psa. Na kolejnym przystanku została w kilku słowach wyproszona z autobusu przez nas trzech razem z kierowcą. Opierała się, ale w końcu wyszła. Powinniśmy wezwać Policję, jeśli nie chce opuścić pojazdu, ale nie chcieliśmy robić problemu kierowcy, który zaraz kończył pracę i uznaliśmy, że 4 km spaceru będą wystarczającą karą, bo był to ostatni autobus na tej trasie a nocny tamtędy nie jeździ. Nie chciałem się kłócić i liczyłem naiwnie, że to ją czegoś nauczy więc nie zgłaszałem tego na SM ani Policję ani nie prosiłem o zabezpieczenie monitoringu. Całej okolicy opowiedziała jaki to ja jestem zły, okrutny i podły, ale jakoś nikt nie stanął po jej stronie, ciekawe, dlaczego.

W ostatnią niedzielę wychodziłem z domu a ona grzebała w swoim śmietniku. Pies mnie zobaczył z daleka i znowu się na mnie rzucił a ona nie trzymała smyczy (oczywiście wcale nie był agresywny). Znowu niespiesznym krokiem podeszła i powoli go złapała. Na moją sugestię, że może wypadałoby powiedzieć jakieś przepraszam pozostała głucha milczała, a jak powiedziałem, że głupoty pieprzyć do ludzi to potrafi to powiedziała, że mojej mamie powiedziała prawdę. A powiedziała jej, że nasz pies się na nią rzucił i ją przewrócił. Miała na myśli sytuację, gdy po 3 nad ranem grzebała w naszym śmietniku a nasz pies w ciemności jej nie rozpoznał a zobaczył kogoś obcego na swoim terenie i wyczuł pewnie chihuahuę który rzucał się na niego i na mnie wiele razy, więc stanął w obronie swojego terytorium i swojego pana. Nikomu się krzywda nie stała, ale oczywiście jej pies jako jedyny nie jest agresywny tylko wszystkie inne. W niedzielę czara goryczy się przelała i zgłosiłem sprawę do SM, dzielnicowego, administracji i OTOZ, bo ta kobieta nie powinna mieć psa albo przynajmniej ktoś ją powinien najpierw nauczyć jak się psem opiekować a szkoda, żeby ktoś kiedyś psa uszkodził za to, że ma durną właścicielkę. Mało tego, pies prawdopodobnie nie był nigdy zaszczepiony, ale to może być plotka choć prawdopodobna.

sąsiedzi pies

by Kacek3city

Nie wiem, kto piekielny, moja znajoma czy producent leku... Znajoma jest chora,…

Nie wiem, kto piekielny, moja znajoma czy producent leku...

Znajoma jest chora, zażywa antybiotyk, zadzwoniłam do niej, żeby zapytać, czy czegoś nie potrzebuje, ale też tak ogólnie pogadać, jeśli ma na to siłę. Chyba dobrze trafiłam, bo momentalnie zalała mnie potokiem słów, aby się pożalić:

"Słuchaj, Xynthia, nie wiem co to dokładnie było, ale to było okropne! Wzięłam rano antybiotyk i po chwili poczułam, jak potwornie swędzi mnie całe ciało! Zanim się zorientowałam, już zdążyłam z całej siły drapać się po głowie i po ramionach, nawet wnętrze ust mnie swędziało, zwłaszcza podniebienie. Cała byłam swędzeniem - silnym, nie do opanowania, nie myślałam, tylko poleciałam do łazienki, żeby się szczotką do włosów podrapać po plecach, bo czułam, że zaraz zwariuję! I dobrze, że tam poszłam, bo w momencie, bez żadnego ostrzeżenia złapały mnie wymioty. Mówię ci, nawet klapy od kibla nie zdążyłam podnieść, rzygałam do umywalki, dobrze że samą wodą... Nie biorę więcej tego antybiotyku!".

Z lekka się zdziwiłam, bo antybiotyk brała od dobrych kilku dni, w sumie już "na końcówce" była i teraz nagle taka reakcja alergiczna? Ponieważ znajomą lubię, a zachodzące wokół mnie zjawiska lubię rozumieć, zaczęłam dopytywać.

Co jadłaś? No wiesz, że ja rano mało co jem, ale żeby nie brać leku na pusty żołądek, to zjadłam kromkę chleba z masłem. Czym popiłaś lek? No wodą, nie jestem idiotką. Aha, i tą wodę potem wyrzygałaś? No nie, wody to było ze dwa łyki, żeby antybiotyk przełknąć, wyrzygałam cały tonic, który wcześniej wypiłam. Ile wcześniej??? No chwilę wcześniej...

Dobra, jesteśmy w domu. Tonik zawiera chininę. Wujek Google po wpisaniu odpowiedniego zapytania radośnie informuje, że tak, chinina w połączeniu z antybiotykiem może wywołać reakcję alergiczną.

Wygooglałam też antybiotyk, który brała i wśród środków, z którymi nie należy go łączyć, bo mogą wystąpić nieciekawe reakcje, NIE MA chininy. Piekielny producent? Czy też raczej znajoma, która przed zażyciem leku powinna sprawdzić, czy może np. zjeść odsmażane ziemniaczki, bo nie wiadomo jak to się skoreluje?

Po wymiotach (czyli po pozbyciu się chininy z organizmu) swędzenie ustąpiło. W sumie to i tak miała szczęście, reakcja alergiczna, choć gwałtowna i dla niej uciążliwa, była dość łagodna.

producenci_leków

by Xynthia