Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

piekielni.pl

Pokaż menu
Szukaj

Poczekalnia

Niedawno przeczytałam gdzieś o matce eksponującej pierś, karmiącej dziecko w autobusie. To…

Niedawno przeczytałam gdzieś o matce eksponującej pierś, karmiącej dziecko w autobusie. To ja to dziś przebiję.
Dziś w tramwaju matka dziecko przewijała. W przejściu. Każdy zainteresowany i nie mógł popatrzeć i powąchać.
Nie jestem z tych, co żalą się w internecie, a na miejscu zdarzenia buzia w ciup. Zareagowałam. Ludzie w tramwaju prawie mnie zjedli.
Nie wiem, kto był bardziej piekielny.

madka tramwaj przewijanie

by bazienka

Nie chce mi się bawić w sprawdziany gramatyczne, więc z góry mi…

Nie chce mi się bawić w sprawdziany gramatyczne, więc z góry mi darujcie wybitni poloniści.
Chciałam poruszyć ciekawy temat o oszustwach z olx.
Wystawiłam parę przedmiotów za małe pieniądze, takie tam po dzieciakach.
I nie miałam jeszcze dnia spokojnego, żeby ktoś nie próbował wyłudzić moich danych.
Ciągle na Whatsapp i smsy.
A co robi z tym policja? Nic. Tak, byłam na policji. Nawet protokołu nie spisali, chociaż nadaje się to pod nękanie.
Druga sprawa, zdecydowanie mniejsze zło. Zawracanie przysłowiowej gitary, umawianie się na odbiór rzeczy (czyli ja rzucam wszystko w diabły i pędzę do domu,bo kupiec będzie o tej godzinie)i...nie przyjeżdżanie, bez słowa wyjaśnienia, przeprosin. Bo przecież to tak dużo kosztuje, napisać godzinę prędzej "rozmyśliłam się".
Trzecia sprawa : zawracanie dupy, bo mam czas i należy ci się słuchać.
Nowy rodzaj paranoi. Napisał do mnie facet,stwierdził, że on widział nową rzecz, którą ja sprzedaje za kilkadziesiąt złotych mniej i że powinnam od razu zmienić cenę. Szkoda, że ja szukałam tej rzeczy i nigdy nie znalazłam nowej fabrycznie i jeszcze w tak atrakcyjnej cenie ( notabene mój przedmiot ma jedną z najniższych na olx, oczywiście tego samego modelu). Odpisałam, że moja rzecz i moja sprawa, nie ma obowiązku kupować u mnie. Na co facet wymienił, że widział jeszcze taniej i że pewnie upośledzona psychicznie jestem,bo nie reaguję na jego wiadomości i ceny nie zmieniłam.
Czwarta sprawa, nie związana z olx.
Robiłam przegląd biblioteczki dzieci i oddałam "przyjaciółce" książeczki, sama o nie prosiła... (Nie były zniszczone ani przedpotopowe, bo kupuję kilkanaście książek w ciągu pół roku, które przerabiam z dziećmi )
Co w zamian dostałam podczas sprzeczki? Wymówki od jej męża i groźby.
.......
Powoli mam dość użerania się i chyba zapakuję wszystko do piwnicy, niech stoi. W tym kraju nawet za darmo oddać się nie da.

Olx oszuści

by ~Danerys11

A gdzie podziała się historia o różnicach przy minusowania gdy nie/zalogowany?

A gdzie podziała się historia o różnicach przy minusowania gdy nie/zalogowany?

by kudlata111

Dawno nic mi się nie przydarzało spektakularnego, ale co dobre to się…

Dawno nic mi się nie przydarzało spektakularnego, ale co dobre to się kończy.
Aplikacja mBanku. Mam tam konto od niemal samego ich początku działalności. Aplikację na smartfona jak tylko się pokazała zainstalowałem. Działało to wszystko bez większych kłopotów, do teraz.
Od paru dni nie mogę się na apkę dostać, mieli, mieli i wyskakuje że usługa niedostępna. Korzystam w domu przez WiFi. Bo zasięg komórkowy jest u mnie podły, a Internet mam z kabla, ruter daje ładne i silne WiFi w całym domu.
Apka nie jest mi jakoś bardzo potrzebna, za wyjątkiem mobilnej autoryzacji przelewów. I tu kłopot, bo się nie da. Bo przez WiFi to nie działa. Z dużą trudnością udało się zmienić autoryzację na SMS.
I przystępujemy do zgłaszania reklamacji. I nie da się znów. Bo podaj to, podaj tamto, a autoryzację zmieniamy z automatu bez wiedzy i zgody właściciela konta.
Szczególnie cisną na podanie numeru telefonu. Nie wiem po co. Chyba żeby potem wydzwaniały jakieś wciskacze kredytów, fotowoltaiki itp szajsu. Wypytują o wszystko co tylko, ale działania w temacie nie ma.
Wyraźnie chcą zbyć namolnego klienta.

Dlatego odradzam aplikację mBanku.

by tatapsychopata

Anty-ekologia Weszłam na szybkie zakupy ,,śniadaniowe'' przed pracą do popularnego dyskontu. Wpakowałam…

Anty-ekologia

Weszłam na szybkie zakupy ,,śniadaniowe'' przed pracą do popularnego dyskontu. Wpakowałam do jednej torebki foliowej (dla ekologii) bułkę słodką i wytrawną, i pędzę do kas. Kasy z obsługą oblężone jak Kamieniec Podolski w znanym filmie, ale samoobsługowe mrugają do mnie zachęcająco ekranem.
Kasuję pierwszą bułkę, to znaczy wyszukuję ją w liście, i odruchowo odkładam na właściwą stronę kasy, ale przecież w folii jest jeszcze ta druga. I zaraz kasa krzyczy o niewłaściwej wadze produktu. I każe czekać na pomoc, która i tak by nie nadeszła. Chciała nie chciała, idę po drugą folię, przekładam, nabijam drugą bułkę, odkładam na właściwe miejsce. Żeby nie było niedomówień, przy stoisku z pieczywem nie było papierowych torebek.
I tak się teraz zastanawiam jedząc tą bułkę, gdzie ta ekologia, skoro i tak zaraz wyrzucę obie te foliówki do kosza... A przecież można (bo widziałam takie cuda, ale w markecie budowlanym) zrobić kawałek blatu, rolkę papieru pakowego z nożykiem do łatwego odrywania potrzebnego kawałka. Ludzie by sobie zapakowali, bez zbędnej folii. Ale ekologiczne rozwiązania to u nas nadal puste hasła.

Stonka

by Tee_can_do_that

Pracuję w zakładzie diagnostyki obrazowej. Pacjentów szpitalnych na badania przyprowadzają sanitariusze -…

Pracuję w zakładzie diagnostyki obrazowej.
Pacjentów szpitalnych na badania przyprowadzają sanitariusze - i o jednym z nich będzie ta historia.

Z facetem nie było problemów przez dłuższy czas. Niestety z jakiegoś powodu zaczął pić, co odbijało się na jego pracy.
Przykład - zaczął mylić pacjentów. Szczęśliwie dla nich technicy pytają się o imię i nazwisko przed wykonaniem badania. Sanitariusz został pouczony. Mogłoby się wydawać, że sprawa załatwiona.
Okazało się, że to był dopiero początek.
Facet przychodził/przyjeżdżał z pacjentem nawalony jak szpadel. Były telefony do ordynatora oddziały, gdzie pracował - oczywiście nic nie zostało zrobione. Od innych sanitariuszy dowiedzieliśmy się po fakcie, że grzał wódę w pracy. Ich rozmowy z nim nic nie dawały.
Potem w zakładzie zaczęły "wychodzić" nam za szybko płyny dezynfekcyjne (to były czasy jeszcze przedpandemiczne, kiedy zużycie było mniejsze). Tak, facet chlał te specyfiki.

Jednak hitem była inna sytuacja, którą powtarzamy młodszym kolegom jako anegdotę. Sanitariusz miał przyjechać z pacjentem na zdjęcie rtg. Więc przyjechał z łóżkiem. Pustym.

Popracował później jeszcze kilka-kilkanaście miesięcy. Musiał potem odstawić jeszcze jakąś akcję (o której nie wiem), bo przestał się pojawiać w pracy.

Jak to w życiu bywa podzielił los każdego pijaka i zachlał się na śmierć.

szpital sanitariusz

by ~Stranger88

Polaku bądź wszechwiedzący... Ciekawe jest to, że w tym kraju najchętniej obwinia…

Polaku bądź wszechwiedzący...

Ciekawe jest to, że w tym kraju najchętniej obwinia się za wszystko ludzi/klientów i wymaga od nich wszechwiedzy.
Żeby nie szukać daleko, także tutaj, jak tylko pojawia się jakiś temat, że ktoś został oszukany, np. przez bohaterskie auto, to na autora się wylało wiadro pomyj, że kto to kupuje, powinien był wiedzieć itd.

Nie wiem, jak inni, ale ja nie mam nadmiaru wolnego czasu i staram się filtrować informacje, które do mnie docierają.
Kiedy kupuję ubezpieczenie mieszkania - czytam, porównuję, weryfikuję...
Kiedy kupuję wakacje za kilka-kilkanaście tysi - także
Zanim wzięliśmy kredyt na mieszkanie - prawie doktorat mogę zrobić o wiborze, kredyt mam od stycznia zablokowany na stałej stopie, więc podwyżki mnie nie dotknęły itp.

Ale jak kupuję, za przeproszeniem, gacie, skarpetki albo kalosze dla dziecka, to jednak mam już podejście pt. nie ta sieciówka, to inna.
W życiu mnie to nie obchodziło i nie sprawdzam, czy Sinsay i Zara, to ten sam właściciel, czy inny. Po co mi to? I tak szyją mniej lub bardziej zręczne małe chinskie rączki. Nie znam się też na tym, czy jakaś marka kosmetyczna jest polska czy nie, na kosmetykach Beyonce albo innej Shakiry.

No i tak mnie troszku szlag trafił, jak akurat w dryfie youtubowym (sporo słucham, chodząc po dzieci albo biegając), wybór YT padł na film niejakiej pani o nicku Prostaracja, która zaczęła się wyzłośliwiać na temat ludzi, którzy kupują w sklepie Shein.

Zdarzyło mi się tam raz kupić coś, z 2 miesiące temu, zadowolenie było umiarkowane, takie 5/10, i w lepszych sklepach się zdarzało mieć podobne odczucia. Wlaściwie to nie wiem, czy coś jeszcze zamówię, a nawet gdyby, to nie czuję potrzeby czuć się jak zbrodniarz wojenny i morderca małych koali.
A bo fast fashion, a bo wyzysk, a bo to, a bo tamto... Kurde, no faktycznie - udało mi się żyć w błogiej nieświadomości co do historii, właścicieli i polityce tej marki. Faktycznie wygląda to bardzo słabo i wiedząc to, co wiem obecnie, pewnie mój wybór padłby na inny sklep.
Ale z drugiej strony. Kurde, ludzie naprawdę powinni robić wywiad zanim kupią t-shirt?

A właśnie pani Prostaracja sprawiła, że czuję, że trzeba było, bo moja koszulka i kapcie dla dziecka sprawiły, że gdzieś tam jest smutny mopsiak.

I w sumie nie wiem, kto tu jest piekielny. Chyba wszyscy.

by ooomatko

Czytałem tu o podaniu błędnych danych dla banku a i tak podano…

Czytałem tu o podaniu błędnych danych dla banku a i tak podano ofertę.
I ja w swoim mam tak. Jako weryfikację proszę o podanie kodu jaki im kazałem podawać. Podają kod, ja odzew i już. W dodatku kod jest w typie 23%€qwerty co już utrudnia. I nieraz mam akcje że dzwoni bank i w celu weryfikacji prosi o np datę urodzenia a ja proszę o kod. System prosi o datę urodzenia. Cóż rozłączam się.
Polecam

Marketerzy

by szembor

W tym kwartale zmieniłem prace trzy razy. Pierwsza praca sklep, spoko, ale…

W tym kwartale zmieniłem prace trzy razy. Pierwsza praca sklep, spoko, ale siedzenie na 4 literach od 10 do 15 by potem był najazd klientów, to nie moja bajka. Wracam do domu mówię żonie, że koniec z praca w tamtym miejscu. Awantura. Znalazłem nową prace w przeciągu 3 dni. Nowa robota, praca hybrydowa, raz w domu raz w biurze. Generalnie wspaniale było, ale… Dalej czekam na pierwszą wypłatę. Więc kolejna robota znaleziona tego samego dnia. Praca 95% zdalna (jestem marketingowcem ze specjalizacją e-commerce i IT). Jak małżonka ma wolne to myśli, ze względu na to że ja pracuje w domu, to nic nie robię tylko bąki zbijam. Ja zarabiam 8-9k ona minimalną krajową. Co raz słyszę „to może pojedziemy gdzieś jutro o 10 poopalać się” i inne takie. Czemu nie zrobiłeś tego lub tamtego, tylko w domu siedzisz. Wiecie co, postanowiłem wynająć sobie pokój w biurowcu niedaleko domu i tam wychodzić codziennie, byle by mieć chwilę i pracować w skupieniu. Oczywiście słuchając death metalu.

PS.
Zapomniałem dodać, że to ja gotuje, sprzątam oraz robię pranie, opłacam wszelkie rachunki.

by gmorekk

Przeczytałem sobie historię "Byłegokanara", oraz komentarze pod nią i szlag mnie trafił.…

Przeczytałem sobie historię "Byłegokanara", oraz komentarze pod nią i szlag mnie trafił.

Myślałby kto, że wszyscy jesteście tacy przeuczciwi, nikt nigdy nie jechał komunikacją bez biletu nawet jednego przystanku, nawet gdy lało i wiało, nawet gdy nie było na bilet, nawet ekstremalnie się śpiesząc... Tiaaa, na pewno!

A autorowi jak się oberwało! Jaki on wredny wobec pracodawcy, dyscyplinarkę powinien dostać, bo zamiast rypać kary - kazał gapowiczom kupować bilety, lub opuścić pojazd. I nieważne, że wcześniej to pracodawca okazał się złośliwy wobec autora.

Bo wobec pracodawcy ZAWSZE należy być w całkowitym porządku. Na przykład - nie brać zwolnienia lekarskiego "na ciążę" (lub na wakacje - bo urlop za krótki).

Nie dziwi, zatem, że gapowicz - miast okazać wdzięczność i podziękować - naburmuszał się, lub pyskował. Widocznie czuł się sponiewierany brakiem wypisanej kary, więc miał plamę na honorze. Pewnie sam powinien poskarżyć się na "Byłego", bo co to za porządki?

No i... co wy wszyscy, kurła, z tą KRADZIEŻĄ? Naprawdę nie wiecie co to słowo oznacza? Służę definicją.

"Kradzież jest to zabór rzeczy ruchomej w celu jej przywłaszczenia. W jej wyniku właściciel/posiadacz traci władztwo nad rzeczą."

Jak widać, kradzież może dotyczyć tylko rzeczy ruchomych. Mało tego.

"Kradzież to występek, który podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat."

Przejazd bez biletu nie jest nawet przestępstwem, jest wykroczeniem. Określa się go jako szalbierstwo.

"Szalbierstwo – wykroczenie polegające na wyłudzeniu bez zamiaru uiszczenia należności świadczeń lub usług takich jak:

-przejazd bez biletu koleją lub innym środkiem lokomocji po raz TRZECI w ciągu roku, pomimo nieuiszczenia nałożonej dwukrotnie kary pieniężnej (...)

-jednokrotny przejazd środkiem lokomocji należącym do przedsiębiorstwa, które nie dysponuje karami taryfowymi (...) [powiedzmy - tramwajem wodnym]

-inne podobne świadczenie, o którym sprawca wie, że jest płatne.

Szalbierstwo obejmuje głównie wyłudzenie świadczenia płatnego od razu lub natychmiast po jego spełnieniu, dotyczy drobnej kwoty. (...) Dokonywane jest przez sprawcę będącego konsumentem, który przez przystąpienie zawarł umowę z pokrzywdzonym przedsiębiorcą.

Powyższe cechy odróżniają szalbierstwo od przestępstwa OSZUSTWA." [Czyli - również NIE kradzieży.]

Więc przestańcie już bredzić o tych ZŁODZIEJACH, co to OKRADAJĄ komunikację miejską jadąc bez biletu, bo mi się flaki wywracają.

I jeszcze coś.

"W Warszawskim Transporcie Publicznym opłata dodatkowa za przejazd bez odpowiedniego biletu wynosi 266 zł, co odpowiada 38-krotności ceny biletu jednorazowego przesiadkowego normalnego, obowiązującego w strefie 1 i 2."

Więc, drodzy krzykacze, złapany pasażer dostaje wystarczająco mocno po dupie. A to jak zachowa się kanar - zależy tylko od jego dobrej, lub złej woli. Bo "puszczając wolno" pasażera - szkodzi, przede wszystkim, sam sobie. Ponieważ rezygnuje z własnego wynagrodzenia, które jest wyłącznie prowizyjne. Im więcej "mandatów", tym wyższa pensja.

Więc zupełnie mnie nie dziwi, że czasem kanar macha ręką, jeśli widzi, że złapał jakiegoś bidoka, który, prawdopodobnie, nawet komorniczo jest nieściągalny - bo prowizji za niego i tak się nie doczeka.

komunikacja_miejska

by ~Kurdebalans
Następna strona