W tej historii piekielna jest przede wszystkim moja głupota i naiwność.
Wiem, że z początek może zabrzmieć trochę jak smęty, ale to konieczne wprowadzenie. Historia zaczyna się parę lat wcześniej. Spotykałem się z pewną dziewczyną. Bywało między nami lepiej, gorzej, ale coś razem zbudowaliśmy. Niestety, często się kłóciliśmy i kilka razy rozstawaliśmy. Mieliśmy różną wizję związku. Ja obiecywałem zmianę, ona dawała mi szansę. Z perspektywy czasu widzę, że to była dobra dziewczyna. Zajmowała się mną w potrzebie, wspierała i pomagała mi.
Ja sam wiem, że nie dość ją doceniałem. Byłem pewien, że w razie czego łatwo zbuduję nowy związek. Piekielni też byli ludzie w moim otoczeniu. Osoby, które wówczas uważałem za przyjaciół podjudzały mnie, żebym ją rzucił jak jest taka okropna, manipulowały mną żebym ją traktował gorzej niż ona chciała, wmawiając mi, że to ona przegina i oczekuje zbyt dużo. Tak, wiem, że powinienem mieć własny rozum.
W każdym razie zmądrzałem. Wchodziłem w kolejne związki, ale to nigdy nie było to. Wszystko mi się rozpadało. Zostawiałem kolejne dziewczyny, bo to ciągle nie było to. Ta zbyt zrzędliwa, ta zbytnia domatorką, ta egoistka.
I teraz wychodzi moja piekielność. Tęsknię za byłą, chciałbym wrócić do jej życia, ale to nie jest możliwe, więc po cichu obserwuje jej media społecznościowe, czasem kręcę się po miejscach, w których bywa, żeby ją "przypadkiem" spotkać i może nawiązać znów jakąś nić porozumienia. Raz czy dwa łaziłem po jej osiedlu w tym samym celu. Wiem, że nie powinienem, wiem, że to trochę upiorne. Ale nie robię tego jakoś intensywnie, nie straszę jej ani nic. I nie zamierzam jej stalkować.
Związki
"manipulowały mną żebym ją traktował gorzej niż ona chciała, wmawiając mi, że to ona przegina i oczekuje zbyt dużo" A nie było przypadkiem tak, że znajomi słyszeli Twoją wersję wydarzeń i do niej się odnosili? Przestań za nią łazić, już zachowujesz się jak stalker.
Odpowiedz@Ohboy nie, obiektywnie przedstawiałem sytuację, potem jej oczekiwania i moje i pytałem czy ich zdaniem racja jest po mojej stronie czy jej. Żeby wyeliminować prawdopodobieństwo, że ja będę niszczył związek.
Odpowiedz@MortimerMort2: Nie wierzę, że byłeś obiektywny.
Odpowiedz@Ohboy: Kiedy miałam 17 lat, spotykałam się z chłopakiem starszym o 3 lata. Ja w szkole średniej, on już pracował. Niestety miał kilku starszych od siebie kolegów, którzy straaaaasznie mu imponowali, bo grali w lokalnym zespole rockowym. Nie widział tego, że był dla nich sponsorem - owszem, radośnie go witali w lokalnym barze, on czuł się wyróżniony, a potem zostawał z rachunkiem za piwo, które wypili. Zapraszali nas na ogniska, ale to on przywoził skrzynki piwa. Tłumaczyłam mu, że go wykorzystują, ale nie słuchał. W końcu się rozstaliśmy. Miałam dość tej walki z wiatrakami i odeszłam. Też nie byłam jego kolegom na rękę, także rozumiem, o czym autor pisze. A mój były jest alkoholikiem po rozwodzie. Szkoda, fajny chłopak z niego był. @Mortimer Czasu nie cofniesz, ale jeszcze wiele lat przed Tobą. Jeśli nie możesz znaleźć właściwej kobiety, to albo sam masz do przepracowania jakieś przeżycia (być może podświadomie uważasz, że nie zasługujesz lub coś podobnego), albo po prostu szukasz w niewłaściwych miejscach. Może zapisz się na jakiś wolontariat? Do klubu książki? Ciepłe i dobre osoby lubią pomagać i prędzej znajdziesz taką na świetlicy w Domu Dziecka niż w modnej dyskotece w centrum miasta.
Odpowiedz@Ohboy Byłem. Przedstawiałem rzeczywistą sytuację, mówiłem o co była się w tej sytuacji wkurzyła (otwarta dziewczyna, mówiła wprost) i pytałem znajomych czy ona przegina czy jednak na rację.
Odpowiedz@Absurdarium: Nie rozumiesz jednego: znajomi autora słyszeli o dziewczynie OD NIEGO, nie byli świadkami sytuacji, o których była mowa. Po prostu wyrażali opinię w oparciu o JEGO wersję. Może się zapierać, że był obiektywny, ale jest to mało prawdopodobne.
Odpowiedz@Ohboy: Ależ rozumiem. Są dwie możliwości: a) autor nie był obiektywny, dlatego znajomi doradzali źle, w oparciu o nieprawdziwy obraz sytuacji; b) znajomi mieli interes w takim a nie innym doradzaniu, a w takiej sytuacji obiektywizm autora bądź jego brak miał znaczenie drugorzędne. Posłużę się najbardziej oczywistym przykładem, jaki przychodzi mi do głowy. Dwóm "przyjaciółkom" wpada w oko ten sam chłopak, ale jeszcze o tym nie rozmawiały. Pierwsza z nich go poznaje i opowiada drugiej. Druga wszystko tłumaczy na nie (na zasadzie: otworzył ci drzwi? - staroświecki dziwak, teraz tak się nie robi; nie otworzył drzwi? - kawał chama i prostaka; kupił ci lody? - burak, potraktował cię jak biedaczke, której nie stać; sama zapłaciłaś za lody? - skąpiec, uciekaj jak najdalej). Celem drugiej dziewczyny jest pozbycie się potencjalnej rywalki, obiektywizm pierwszej nie ma tu żadnego znaczenia.
Odpowiedz@Absurdarium: Wiem, o co Ci chodzi, ale tutaj nie mamy żadnego motywu, autor tylko sobie dopowiada, żeby przenieść część winy na znajomych.
Odpowiedz@Ohboy: Autor pisze "osoby, które wówczas uważałem za przyjaciół..." Coś sprawiło, że aktualnie za przyjaciół ich nie uważa. I tym czymś może być właśnie ten motyw. Jak dla mnie dopuszczalne są obie wersje. Mamy za mało danych. Aczkolwiek po przeczytaniu pozostałych historii z konta autora oraz historii opisanej od strony jego byłej dziewczyny, do których podał namiary, też nie pałam do niego ani nadmierną sympatią, ani zaufaniem. Mam nadzieję, że obecne "zrozumiałem swoje błędy" jest szczere. A autor nie przerzuca całej winy na otoczenie, pisze, że wie, że powinien mieć własny rozum.
Odpowiedz@Absurdarium: Ucięło mi część komentarza, więc dopisuje. Po pierwszej lekturze pomyślałam, że to dobry chłopak, który po prostu był głupi i nie doceniał tego, co miał. Skojarzyłam to z moimi wspomnieniami i żal mi się zrobiło. Po lekturze pozostałych jego historii oraz wersji jego dziewczyny zmieniłam zdanie i też uznałam, że się wybiela. A teraz, po przeczytaniu paru komentarzy, doszłam do wniosku, że może po prostu on i jego przyjaciele się nawzajem nakręcali. W końcu na przyjaciół najczęściej wybieramy sobie ludzi, którzy myślą podobnie jak my, mają podobne zainteresowania i poglądy.
Odpowiedz@Ohboy @Absurdarium myślę, że sprawa jest znacznie prostsza. Złe jest podstawowe założenie - że przyjaciele wiedzą jak mu dobrze doradzić. Pisałam o tym przed chwilą pod inną historią, jest tylu ludzi, którym się nie chce starać, nie angażują się, myślą o tym jak ustawić związek tak żeby się za bardzo nie poświęcać i żeby potem było łatwo się rozstać, żeby nie naruszać własnego komfortu. Sami tak robią i tak doradzają. Nazywają to stawianiem zdrowych granicz ale tak naprawdę to lęk przed zaangażowaniem i lenistwo. Niektórzy z nich może zwyczajnie nie byli jeszcze z nikim, dla kogo warto byłoby się poświęcać. Dlatego przyjaciele nie musieli mieć złych intencji, a autor nie musiał koloryzować swoich historii, zwyczajnie mnóstwo ludzi ma po prostu złe wzorce.
OdpowiedzPo prostu jesteś zwykłym frajerem, który tęskni do bycia podnóżkiem, gdyż sam nie umiesz zadbać o swoje życie. Nie wychodzi ci samostanowienie o siebie, więc wolisz, żeby ktoś za ciebie decydował. Nie potrafiłeś znaleźć sobie kobiety, która by cię dobrze uzupełniała, więc przez różowe okulary patrzysz na przeszłość, kiedy było "byle jak, ale było".
Odpowiedz@jjzz to sobie wypraszam. NIGDY nie byłem niczyim podnóżkiem. I znakomicie sam potrafię o sobie decydować. To, czego mi brak, to tej jej czułości, dobroci, opiekuńczości. Dobrze mieć w życiu kogoś, kto o ciebie dba. Tak po prostu, nawet jak nie jest to niezbędne.
Odpowiedz@jjzz: Raczej właśnie taką kobietę miał ale tego nie doceniał puki jej nie stracił. Nie wiem przez jakie okulary ty patrzysz ale prawdziwy związek to zawsze wzloty i upadki ważne by być w obu razem i się wspierać. Zaś jak szukasz ideału który niema wad to polecam przestać tracić czas i wziąć się za coś bardziej konstruktywnego.
OdpowiedzMasz dwie opcje - umów się z nią i porozmawiaj szczerze (jest jakiś ułamek procenta szans że chciałaby znowu wejść z Tobą w relację) albo zostaw ją w spokoju. Trzecia opcja to stalking - i to dokładnie teraz robisz. I lepiej żebyś przestał.
Odpowiedz@gawronek raczej nie wróci. Od dłuższego czasu ma kogoś. Może spróbuję jeśli im nie wyjdzie.
Odpowiedz@gawronek: Brutalne ale niestety prawdziwe. Niestety często zaczynamy doceniać to co mieliśmy dopiero gdy to stracimy.
OdpowiedzDokopalam się do historii wrzucanych przez Twoją byłą i jeśli choć połowa z tego jest prawdą, to raczej nie masz szans na powrót. A to, co robisz, to stalking. I nie jest to dobre rozwiązanie. Rozumiem, że cierpisz, ale robienie z siebie ofiary i zrzucanie winy na manipulujących kolegów jest trochę słabe. Podjąłeś pewne decyzje i ponosisz konsekwencje. Warto byłoby żebyś spotkał się z psychologiem i przepracował te problemy, inaczej ciężko będzie Ci stworzyć zdrowy związek. Psycholog na NFZ jest za darmo, nie potrzebujesz skierowania, możesz się umówić w dowolnym mieście, więc nikt nie musi wiedzieć, jeśli się wstydzisz. A poniżej link do opowieści jego byłej: https://piekielni.pl/user/Bojaniepamietamnicku1#google_vignette
Odpowiedz@Absurdarium: XDDD Wzięłaś losową historię kobiety, która przeżyła gówniany związek, "omg, to na pewno o autorze!!!!11!!"
Odpowiedz@Yksisarvinen: Nie. Przeczytałam pozostałe historie z konta tego autora, a on sam podaje odnośnik do historii tej dziewczyny pisząc, że ona go fałszywie oskarża, bo to nie tak było. W Internecie nic nie ginie. Trzeba tylko umieć szukać.
OdpowiedzZwal se, to ci przejdzie.
OdpowiedzPrzeczytałam wszystkie historie z obu kont i powiem tyle, skoro zaczynałeś od tego, że dziewczyna wylewa wiadro pomyj, a teraz jednak się tłumaczysz, że może faktycznie trochę ją źle traktowałeś to mam taką prośbę - odczep się od niej. Jak czytam te opowieści, to mam wrażenie, że oboje nie dorośliście do związku (kyrie elejzon i to zastawianie się, że inni kazali Ci ją źle traktować...), ale dziewczyna przynajmniej poszła na terapię. Tobie też sugeruję. Najbardziej śmieszne w sumie jest, że teraz ją stalkujesz, a gdy prosiła żebyś ją odprowadzał przez las bo ciemno, to nie bo jest dorosła... Teraz jest za późno i nie wejdziesz już do tej samej rzeki. I w sumie może dobrze, bo z opisów wynika, że nie pasowaliście do siebie i szkoda się po prostu męczyć.
Odpowiedz@sapphire101 To była jedną z tych rzeczy, w których zostałem przekonany przez znajomych, że gdyby ona mnie kochała, to by nie wymagała odprowadzania, bo by się o mnie martwiła. I co ma do tego fakt, że teraz za nią chodzę?
Odpowiedz@MortimerMort2: Nie wiem, czy jeszcze tu zaglądasz, ale odwracając argument: gdybyś Ty ją kochał, to byś ją odprowadzał, bo byś się bał, że ją napadną, zgwałcą, obrabują... A fakt, o który pytasz jest taki, że kiedy chciała, żebyś z nią/za nią chodził, to Ty nie chciałeś. A teraz kiedy ona nie chce, to Tobie się odwidziało i chodzisz. Robisz na odwrót.
Odpowiedz@Absurdarium nie widzę związku nadal. Wtedy oczekiwała, że będę jej pilnował, nie chciałem. Teraz też jej nie pilnuję. To tak jakby ktoś np. Powiedział, że nie chce biegać zawodowo i został uznany za hipokrytę, bo biega rekreacyjnie. Zachowanie podobne, ale inny cel
Odpowiedz