Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

piekielni.pl

Pokaż menu
Szukaj

Historia #88833 przypomniała mi dyskusję pomiędzy mną i moim mężem, a teściami.…

Historia #88833 przypomniała mi dyskusję pomiędzy mną i moim mężem, a teściami. Mimo złych relacji, nadal co jakiś czas do nich zaglądamy, żeby choćby sprawdzić, czy nie narobili już jakiś długów, albo czy jeszcze żyją w dobrym zdrowiu.

Ogólnie moi teściowie są bardzo konserwatywni. W niedzielę do kościoła, dom, ogródek, pies i trójka dzieci. Od nas oczekiwaliby tego samego, ale uporczywie odchodzimy od ich schematu.

Cała dyskusja pojawiła się krótko po naszym ślubie- cywilnym, co było już powodem do awantur. Mieliśmy wtedy 27 lat, dopiero co dostaliśmy stałe posady, a nie kolejne umowy na zastępstwo/czas określony/śmieciówki. Zaczęto nas dopytywać się kiedy będzie bombelek. Na co odparliśmy, że może za kilka lat, bo najpierw musimy ustabilizować swoją pozycję, spłacić chociaż większą część kredytu za mieszkanie, trochę też odpocząć, bo ostatnie lata były niezłą harówką. A przede wszystkim musimy zaoszczędzić pieniądze na nianie, bo zarówno teściowe jak i moi rodzice, mieszkają od nas ok. 300 km w jedną stronę i są czynni zawodowo. Wspomnieliśmy też, że chcielibyśmy mieć na tyle oszczędności, aby potencjalne dziecko wysłać do szkoły prywatnej (bo to że dostanie się do publicznego przedszkola już wtedy było nierealne i prywatne przedszkole było oczywistością). Ta odpowiedź nie spodobała się teściom, którzy zarzucili nam, że już jesteśmy starzy i że to najwyższa pora, bo zdążymy mieć jedno dziecko, a jedynaki są niedorozwinięte.

Plot twist-jestem jedynaczką, o czym teściowie wiedzą. Odpowiedziałam, że czuję się bardzo rozwinięta i radzę sobie lepiej niż moi rówieśnicy, a więcej niż jednego dziecka nie chcemy, bo stawiamy "na jakość", a nie ilość, jak robiło to ich pokolenie i pokolenie ich rodziców. Może moi wychowali mnie trochę na egoistkę w pewnych kwestiach i nie musiałam szarpać się o nic z rodzeństwem, ale czuję, że mimo nienajlepszej sytuacji finansowej, poświęcili mi swój czas i dużo pomogli, nawet nie mając funduszy. Tu mama posiedziała ze mną nad matematyką, tu ojciec pokazywał jak zbić karmnik etc.

Mój mąż zarzucił im, że mają trójkę synów, a nie widzi żadnego oprócz siebie w tym domu, bo jeden brat wyemigrował do Irlandii, drugi do Niemiec i tam już zostali. Wspomniał, że na studiach utrzymywał się ze stypendium oraz prac dorywczych, a także z tego co najstarszy z braci mu przelał, bo rodzice mogli mu opłacić jedynie rachunki za telefon, internet i czynsz. Nie mieli pieniędzy na korepetycje oraz lepsze ciuchy, więc w dzieciństwie musiał mierzyć się z wyśmiewaniem z powodu braku markowych ciuchów. Miał być najlepszy ze wszystkich przedmiotów, jednocześnie nie posiadając dobrego sprzętu do nauki, gdyż przypadał im jeden komputer na 3 dzieci i ojca. Musiał też pomagać przy gospodarce, którą wówczas mieli i dopiero, gdy był nastolatkiem, oddali w dzierżawę.

Nigdy nie usłyszał, że są z niego dumni, a jak pomagali mu w lekcjach, to z wielką łaską, bo rodzice byli zmęczeni po pracy stacjonarnej i w polu.

Powiedzieliśmy, że my dla naszego dziecka chcemy pewnej przyszłości w dobrym standardzie, tak aby nigdy nie usłyszało, że jest gorsze, bo nosi Pumbę zamiast Pumy. Szczególnie, że dzisiejsze czasy powodują, że dzieci są jeszcze gorsze, niż wtedy gdy my byliśmy młodzi, gdyż wtedy większość rodzin wygrzebywała się jeszcze z lat przemian ustrojowych i bezrobocia.

Chcemy mieć też trochę życia dla siebie, a nie przepracowywać 8 godzin, później siedzieć w domu przed telewizorem, bo na inną rozrywkę nas nie będzie stać. A chciałoby się kiedyś rodzinnie wyjść do kina, teatru, czy choćby na mecz.

Teściowie popłakali się, przeprosili swojego syna, przytulili nas i zrozumieli nasze zdanie.

Ta, akurat.

Dostaliśmy pouczenie, że przecież mój mąż wyszedł na ludzi i o co ma pretensje, że ciężkiej pracy się nauczył? Że oni mu dawali jeść, miał swój pokój i jeszcze mu mało? A bracia są zagranicą i bardzo ich kochają (wiemy, że bracia dzwonią do nich od święta, bo są formalnie bardzo zapracowani). Kiedyś nie było luksusów, a oni mogli pomarzyć o własnym pokoju i komputerze, bo sami mieli po 4 (teściowa) i 7 (teściu) rodzeństwa, ale każdy był ze sobą zżyty. Było biednie, ale byli szczęśliwi, a my już teraz mamy super warunki na bombelka i mamy się o niego starać.

Także mnóżcie się mimo braku gotowości psychicznej i finansowej, a potem jakoś to będzie. Najwyżej wszystkie dzieci będą miały średnio szczęśliwe dzieciństwo, jak mój mąż.

by ~bezdzietnizwyboru
Dodaj nowy komentarz
avatar majkaf
7 33

Jeny, ale mam mieszane uczucia po tej historii. Współczuje Twoim teściom.

Odpowiedz
avatar metaxa
5 13

@majkaf: dlaczego teściom? Niech każdy żyje jak chce i ma dzieci (albo nie ma) wtedy kiedy chce. To autorka z mężem mają być szczęśliwi a nie wszyscy dookoła.

Odpowiedz
avatar majkaf
19 35

@metaxa prawda, nikt nikomu nie ma prawa niczego narzucać. Ale odniosła wrażenie, że autorka z mężem są bardzo roszczeniowi i uważają, że pieniądze w życiu są najważniejsze. Zarzucanie tesciom, że mąż 30 (?) lat temu nie miał własnego komputera i nie ubiera się w oryginalne rzeczy jest moim zdaniem słabe.

Odpowiedz
avatar AnitaBlake
20 22

@Habiel: co Ty gadasz. Mam 30 lat i dopiero w liceum tak na prawdę się z internetu korzystało. Wcześniej tylko biblioteka, książki i encyklopedie co w domu miałam. Korzystałam też z gazet (były takie segregatory do zbierania o nauce, nie pamietam nazwy ale chyba na strychu gdzieś mam). W podstawówce czy w gimnazjum nie przypominam sobie by w szkole była praca związana z internetem. Nawet do kafejki internetowej szło się pograć czy wejść na gg. Mało kto szukał wiedzy w internecie, dopiero z czasem się to przyjęło

Odpowiedz
avatar digi51
1 5

@Habiel: "źródłu"...

Odpowiedz
avatar AnitaBlake
4 4

@Habiel: hmm niby 4 lata, ale widac duza roznica albo nowoczesni nauczyciele

Odpowiedz
avatar Hatsumimi
8 8

@Habiel: Ja dobijam trzydziestki i pierwszy raz internet był mi tak naprawdę potrzebny do zrobienia jakiegoś projektu dopiero pod koniec gimnazjum. Choć pewnie poradziłabym sobie, szukając tych informacji w książkach.

Odpowiedz
avatar I_m_not_a_robot
2 10

@majkaf: Roszczeniowi to tutaj są teściowie. Oni zrobili sobie trójkę dzieci, jako tako odchowali, to teraz kolej tych dzieci. Oni chcą wnuki. Nieważne, że autorka z mężem to najwyraźniej odpowiedzialni i pragmatyczni ludzie, którzy o dziecko mają zamiar się starać kiedy będą na to gotowi. Teściowie chcą wnusia (a najlepiej wnusiów) teraz i już!

Odpowiedz
avatar aaggnness
-1 3

@AnitaBlake: ja mam 36 i już pod koniec podstawówki korzystało się z informacji znalezionych na Internecie

Odpowiedz
avatar AnitaBlake
28 30

Ja sie zgodze ze stwierdzeniem by nie robic dzieci na sile. Jednak nie zgodze sie ze kazdy musi miec markowe ciuchy. Dziecko powinno sie tak wychowywac by szanowalo innych bez wzgledu na wyglad. Moze i mnie stac na komorki, czy dwa komputery czy jakies ciuchy markowe,ale sory nie mam zamiaru wychowac rozpuszczonego bachora ktory mysli ze jest lepszy bo ma komputer. Sama pamietam jak jedyna na osiedlu mialam kompa i pelno gier. Starsza o rok sasiadka tylko po to sie ze mna bawila. Juz teraz widze podobna sytuację u corek, jedna sasiadka przymila sie bym ja zapraszala bo moje maja w cholere zabawek. Ubrania maja po innych dzieciach poki co, bo co kupowac wszystko markowe? Jedynie buty i bielizna musi byc nowa i kropka. Od zawsze mowie moim ze trzeba szanowac kazdego i ze nie musza wszystkich lubic, tak jak nie wszyscy beda je lubic. Przykre ze tyle osob przywiązuje wage do 'marki'. Przykre ze wasze przyszle dziecko tak chcesz wychowac (tak wynika z Twojego wpisu). Coz, moje poplacza gdy nie beda miec wszystkiego ale dzieki temu moze znajda prawdziwe przyjaznie, a nie kupne

Odpowiedz
avatar majkaf
3 25

@AnitaBlake: dodam jeszcze, że może nie było to eleganckie ze strony teściowej, mówiąc o jedynakach, że są niedorozwinięci, ale w jakimś sensie moim zdaniem to prawda - jedynacy są niedorozwinięci społecznie i egoistyczni - w Twoim wpisie również to widać.

Odpowiedz
avatar Trepcio
1 9

@majkaf: Jakoś też tak to odebrałem.

Odpowiedz
avatar metaxa
-2 10

@majkaf: hmmmm, muszę uświadomić męża że jest "niedorozwinięty społecznie"...

Odpowiedz
avatar majkaf
-3 13

@metaxa: najlepsza edukacja i pieniądze nie nauczyły czytać ze zrozumieniem?

Odpowiedz
avatar AnitaBlake
3 3

@majkaf: ja mam brata xD to nie trafilas. Nie lubie przebywać zbyt dlugo i czesto z ludzmi, taka moja natura i dobrze mi z tym. Teraz w czasie covid to brak mi ludzi xD

Odpowiedz
avatar Crannberry
12 20

@majkaf: bzdura. Dzieci wyrosną na tego, na kogo je wychowasz, bez względu na to, ile ich masz. Jeśli jedynaka wychowasz mądrze, to wyrośnie na dobrego, empatycznego człowieka. A jeśli będziesz wychowywać dwójkę lub więcej w ten sposób, że np starszy będzie musiał zawsze i we wszystkim ustępować młodszemu, to wyhodujesz sobie roszczeniowego terrorystę I przyszłego pacjenta gabinetów terapeutycznych, z zaburzonym poczuciem własnej wartości

Odpowiedz

Zmodyfikowano 1 raz. Ostatnia modyfikacja: 17 grudnia 2021 o 13:31

avatar majkaf
-5 17

@Crannberry: tak, ale mając jedynka rodzice skupiają się tylko na nim, dziecko nie musi się z nikim dzielić i ma zakorzenione zachowania egoistyczne. Widać takie cechy w dorosłym życiu. Oczywiście może to być fajny, miły, uczynny człowiek, ale pewne cechy zostają.

Odpowiedz
avatar Crannberry
8 14

@majkaf: to jest durny stereotyp, który obali każdy średnio zdolny psycholog (zresztą został oficjalnie obalony latach 20 XX wieku). Owszem, jedynak wyrośnie na samolubnego egoistę, jeśli to tak wychowasz. Jeżeli będziesz trzymać go w izolacji, zabronisz mu kontaktów z rówieśnikami, albo będziesz mu wmawiać, że inne dzieci są głupie. „Normalnie” wychowywany jedynak nauczy się kontaktów społecznych bawiąc się z kuzynostwem, czy kolegami w przedszkolu i na podwórku. Jedynak ma, owszem, pewne trudności i wyzwania dorastając czy w dorosłym życiu, ale innego typu. Jako dowód anegdotyczny powiem ci, że najbardziej egoistyczne osoby jakie znam, to najmłodsi z rodzeństwa - taki beniaminek-cherubinek nauczony, że jest uroczy i wszyscy będą mu ustępować

Odpowiedz
avatar digi51
7 7

@Crannberry: To jest prawda. Wśród moich znajomych nie ma reguły co do tego, kto jaki jest - są takie sytuacje w rodzinie, że rodzeństwo się nie cierpi i ciągle szarpie ze sobą, stają się przez to egoistyczni, bo próbują za wszelką cenę wyszarpać coś dla siebie. A to, że jedynacy mają taką opinię to pokłosie tego, że często są wychuchani i wydmuchani przez rodziców, rozpieszczani i rozpuszczeni - przez takich rodziców, jakimi chciałaby być autorka z mężem. Ale rzecz jasna nie wszyscy tacy są. Pewnie nawet nie większość. Ale to tak jak wszędzie - gorsza i bardziej irytująca część robi opinię całej grupie.

Odpowiedz
avatar Saszka999
1 1

@AnitaBlake: "Wąski, jak ty mnie zaimponowałeś w tej chwili" ;-D Popieram, popieram i jeszcze raz popieram!

Odpowiedz
avatar metalurgia
2 2

@majkaf stereotyp. Moja starsza siostra jest jedną z najbardziej egoistycznych i rozszczeniowych osób jakie znam. Była przyjaciółka także zachowywała się jak pępek wszechświata (jeden z powodów dlaczego jest byłą przyjaciółką)

Odpowiedz
avatar I_m_not_a_robot
1 3

@Crannberry: Polecam jeszcze model: starszy o parę lat brat/młodsza siostra. Braciszkowi wszystko zawsze wolno i dużo uchodzi na sucho. Za to dziewczynki się nie biją/ zawsze są grzeczne/są mądrzejsze/ świetnie się uczą...

Odpowiedz
avatar AnitaBlake
4 4

@I_m_not_a_robot: w druga strone tez tak jest. Po prostu bracia wiecej moga xD a potem placz i jak to sie stalo ze nie skonczyl szkoly itd xD

Odpowiedz
avatar metaxa
0 2

@majkaf: nauczyły bardziej niż ciebie pisać ze zrozumieniem - "jedynacy są niedorozwinięci społecznie i egoistyczni".

Odpowiedz
avatar katem
1 3

@majkaf: Obrażasz wszystkich jedynaków - akurat ci, których znam są zupełnie "dorozwinięci" również społecznie i są egoistyczni nie bardziej (a może nawet mniej) niż dzieci z rodzin wielodzietnych (nie wszystkie rodzeństwa ze sobą współpracują, niektóre wyłącznie rywalizują).

Odpowiedz
avatar Nimfetamina
0 0

@majkaf: to zależy od wychowania, a nie od tego, czy się ma rodzeństwo, czy nie. Przestań powielać jakieś głupie, przedpotopowe stereotypy.

Odpowiedz
avatar kartezjusz2009
5 9

Opis klasycznego konfliktu pokoleń. Twoi teściowie mają inaczej poukładane priorytety niż Ty i Twój mąż. Widać, że mają otwartość na dyskusję, choć niekoniecznie wszystko rozumieją. Ty najwyraźniej też nie wszystko jeszcze rozumiesz. Obyście się dogadali, bo nieważne kiedy zdecydujecie się na dziecko, dla niego ważna będzie czysta relacja między dziadkami a rodzicami. Zbyt wiele historii w mojej okolicy było (i jest), kiedy to niesnaski między rodzicami a dziadkami (nie ważne z czyjej winy!) spadały na niewinne dziecko. Wykluczenie i pomijanie to najłagodniejsze co może wtedy spotkać takiego wnuka.

Odpowiedz
avatar Ohboy
17 29

Też mam mieszane odczucia... Bo z jednej strony argumenty teściów są idiotyczne i uważam, że naciskanie na to, aby ktoś miał dzieci, jest bardzo piekielne. A z drugiej widzę ogromne skupienie na pieniądzach i to nie w kategorii spełnienia potrzeb dziecka, a tak naprawdę w kategorii rozpieszczania. Stawianie nacisku na to, żeby dzieci miały wszystko markowe tylko pogłębia problem, zamiast go eliminować.

Odpowiedz
avatar digi51
23 29

Ale by były jaja, jakby to wasze przyszłe jedyne dziecko, dla którego oszczędzaliście na nianię, wysłaliście do prywatnej szkoły i kupowaliście same najlepsze, markowe rzeczy postanowiło np. zostać menelem XD Nie no, żarty na bok. Presja ze strony rodziców - piekielna. Wymagania bycia najlepszym we wszystkim - piekielne, w połączeniu z brakiem warunków do tego tym bardziej. Z drugiej strony - wyżalanie się, że rodzice opłacili mu tylko czynsz i rachunki na studiach - żałosne. W ogóle lekko gardzę ludźmi, którzy bóldupią, że od rodziców dostali za mało, czyt. nie dostali wszystkiego na złotej tacy podstawionego pod nos. Kupowanie dzieciakowi markowych ciuchów za gruby hajs i traktowanie tego jak mus, żeby nie było przypadkiem wyśmiane, to uczenie go, że ciuch określa człowieka. Być może byłby jednym z tych, którzy wyśmiewali twojego męża. W ogóle pewnie jesteś w podobnym wieku co ja (okolice 30stki) i nie pamiętam z moich czasów szkolnych parcia na markowe ciuchy. Oryginalne adidasy czy vansy to był raczej luksus dla nielicznych. To, że teraz ciuchy bez trzech pasków czy łyżwy są wyśmiewane, to właśnie pokłosie tego, że ludzie, którzy tego kiedyś nie mieli traktują to jak jakiś wyznacznik statusu społecznego. Jakoś nie potrafię wam współczuć. Mam wrażenie, że jesteście potwornie zarozumiali i powierzchowni. W ogóle stawianie na "jakość" dziecka, wtf XD

Odpowiedz

Zmodyfikowano 1 raz. Ostatnia modyfikacja: 17 grudnia 2021 o 15:15

avatar AnitaBlake
9 9

@digi51: ja to pamietam jak w okolicach gimnazjum zaczelismy kupowac ciuchy w lumpeksach. Nie pamietam ani jednej sytuacji by ktos mnie wysmiewal z powodu ciuchu :) Moj brat zachowuje sie jak napisalas. Wytyka co chwile mamie ze placila za moje liceum, do studiow mi dokladala itd. Licytuje sie i wciaz krzyczy jak mu zle, jaki on biedny, zaniedbany. Jest mlodszy, matury nawet nie zrobil, oczywiscie prace to chce taka jak Kiepski. Najlepiej od razu po rozpoczeciu (30dni) l4 itd. Teraz nie ma co pracowac, on musi lepsza prace miec itd. Nigdy nie zrozumiem tej gadki, ze ja wiecej dostalam, ze jemu teraz niech mama daje. Ciekawe czy kiedys uzna ze juz wyrownane czy nigdy xD nawet mama mowi ze jakby podliczyc przelewy do niego to juz bysmy na rowni byli xD Chce, niech mu daje. Ciekawe jak to sie skonczy.

Odpowiedz
avatar Hatsumimi
10 12

@digi51: Właśnie sama chciałam o te nieszczęsne markowe ubrania pytać :) U mnie w szkole odwalały się różne patologie i dzieciaki potrafiły być bezlitosne, ale nie przypominam sobie, żeby ktokolwiek wyśmiewał kogoś za brak drogich ubrań.

Odpowiedz
avatar pasjonatpl
3 3

@Hatsumimi: Ja mam ponad 40 lat i pamiętam taką presję. Może nie tyle wyśmiewano dzieciaki, które nie miały markowych ciuchów, choć to też się zdarzało, ale było duże parcie, żeby takie ciuchy mieć. Szpan, prestiż itp. Może dlatego, że mieszkałem blisko granicy z Niemcami i w latach dziewięćdziesiątych, jak granice się otworzyły, to wszyscy się tym zachłysnęli. I niestety, ale było pełno złodziei, co jeździli do Niemiec i kradli ze sklepów, co się dało. Potem część z nich wchodziła w bardziej zorganizowane struktury przestępcze. Na początku z sukcesami, ale zwykle źle kończyli.

Odpowiedz
avatar Hatsumimi
2 2

@pasjonatpl: Też chodziłam do szkoły w okolicach niemieckiej granicy :) Szpan i u mnie był, ale nikt nikogo za brak designerskiego znaczka nie gnoił (inna sprawa, że ludzie często popylali w podróbkach, więc takie znaczki na oko niewiele znaczyły).

Odpowiedz
avatar pasjonatpl
3 3

@Hatsumimi Gnojenie za takie rzeczy się zdarzało, ale zwykle chodziło o coś innego, odmienność, bycie innym od grupy. Wtedy wymyślano różne wymówki, żeby kogoś gnoić, w tym ciuchy.

Odpowiedz
avatar Crannberry
1 3

@Hatsumimi: @pasjonatpl: Chodziłam do szkoły chyba w tych samych czasach, co wy (podstawówka koniec lat 80 i pierwsza połowa 90, liceum druga połowa 90). Warunkinw kraju były jeszcze tak siermiężne (przynajmniej w moim mieście), że takich naprawde markowych rzeczy nie było za bardzo gdzie dostać, większość ubierala się na targu czy w osiedlowej pasmanterii, bo głownie to było. Szpanować można było rzeczami z niemieckich sieciówek typu Deichmann, C&A czy New Yorker. Szczytem luksusu były Martensy, dżinsy Levis czy sukienka na studniówkę z Naf Naf. Do podstwwówki chodziłam w patusiarskiej dzielnicy, więc gnojenie i przemoc były na porządku dziennym, ale dla samego gnojenia, z jakiejkolwiek przyczyny. Nie ze zwględu na brak markowych rzeczy, bo takich nikt nie miał - a jak ktoś miał, to nie chodził w nich do szkoły, bo pozegnałby się z nimi na pierwszej przerwie. Liceum było tzw. "elitarne", w klasie miałam trochę "bananów" typu syn prezydenta miasta i trochę młodzieży z biedniejszych rodzin z wiosek na peryferiach województwa. Nawet banany ubierały się w to, co było, na wczasy jeździło sie max do Włoch czy Hiszpanii (żadnych Barbadosów czy Seszeli), komórki też nikt nie miał, bo jeszcze nie te czasy. Gnojenia nie było, bo nie ten poziom, młodzież bogatsza i biedniejsza nie zadawały się ze sobą, ale to raczej ze względu na pochodzenie z różnych środowisk, brak punktów wspólnych możliwości spędzania czasu poza szkołą (bogatsi szli po lekcjach do kawiarni na cappucino, biedniejsi pędzili na PKS do domu). Ale patrzę na nastoletnie dzieci mojego szefa i u nich już jest ciśnienie - musi być najnowszy iphone i ciuchy co najmniej od Lagerfelda czy Philkippa Pleina

Odpowiedz
avatar Crannberry
-1 1

@pasjonatpl: zaskoczyłeś mnie swoim wiekiem. Byłam przekonana, że jesteś w okolicach 30, a Ty starszy ode mnie :)

Odpowiedz
avatar pasjonatpl
2 2

@Crannberry Lubię zasmakować. Jak już wcześniej napisałem, mieszkałem blisko granicy z Niemcami. Może stąd ta różnica. Pełno było złodziei, tzw jumy, co to kradli na potęgę w Niemczech. Myślę, że potem sami próbowali sobie odreagować stres z tym związany, bo przed kumplami nie mogli się do tego przyznać. Być może to był taki mechanizm dowartościowania, że oni są super, lepsi niż reszta. A czym złodziej wyróżniał się spośród reszty? Drogimi ciuchami i gadżetami. Jak on był lepszy, bo takie rzeczy miał, to ci, którzy nie mieli, byli gorsi. A jeszcze jak komuś takie rzeczy nie imponowały, to w ogóle była zbrodnia do kwadratu, bo w tym środowisku prawie wszystko robiło się po to, żeby zaszpanować przed resztą. Z mojej perspektywy to były parszywe czasy. Pełno naćpanych gnojków, co mogli nawet skatować człowieka dla zabawy, a policja nic z tym nie robiła. Albo się bali albo brali w łapę.

Odpowiedz
avatar pasjonatpl
0 0

@pasjonatpl: Miało być lubię zaskakiwać. Inteligentny słownik, który wie lepiej od użykownika, co powinien napisać.

Odpowiedz
avatar didja
2 2

@pasjonatpl: Ja też jestem 40+ i pamiętam trochę inaczej: owszem, w podstawówce zazdrościło się, jak ktoś miał dżiny, superowy piórnik z pachnącymi gumkami czy oryginalną Barbie, ale zazdrościło się luksusu jako takiego, a nie konkretnej marki. Inna rzecz, że w tamtych czasach pewne marki były synonimem jakości, nie to, co dzisiaj, że czy to Levi's, czy Kogucik, wszyscy szyją w tej samej fabryce w Bangladeszu. A w liceum to już były czasy przełomu i o tyle luksusowe ciuchy nie miały znaczenia, że moje pokolenie było jeszcze punkowo-kontestacyjne i modne było samodzielne przerabianie ciuchów pod własną osobowość oraz łączenie np. czegoś z bazarów z ciuchem z powstającego lumpeksu oraz np. czymś z paczki od ciotki z USA :). Ja np. miałam levisy (nb. jako trzecia z rodziny, takie to były spodnie), które pieczołowicie ozdabiałam naszywkami, ćwiekami, łańcuszkami, agrafkami, nacięciami i... cytatami, które do mnie przemawiały. Buty były modne martensy albo coś podobnego, no i na górę jakiś t-shirt i kurtka dżinsowa ze stołów albo jakaś skóra. Ale martensy też się ozdabiało pod siebie. Owszem, gdzieś kole 90-91 roku i dres kreszowy miałam, ale błękitny, bo żarówiaste róże i żółcie nigdy do mnie nie przemawiały. I mam wrażenie, że to był ubiór taki na lato nad morze, i chyba jednak krótkotrwała moda. A parę lat wcześniej pamiętam modę - nie wiem, czy nie lokalną - na swetry zszywane z kawałków różnych rzeczy: kilka różnych włóczek, wszyte jakieś rzemyki, koraliki, cuda wianki. Zasadniczo kiedyś to, co było, a nie było przecież zbyt różnorodnie, jakoś się personalizowało. To, mam wrażenie, obecnie panuje swoista unifikacja. Oczywiście, nie mówię o pewnych rygorach mody. Matka opowiadała, że w latach 60. czy 70. kilka centymetrów za wąskie/za szerokie - to już było niemodne :). Od końcówki lat 80. już tak nie było.

Odpowiedz
avatar StaraLadyPank
1 1

@pasjonatpl: W tym temacie jest fajny film "Yuma"

Odpowiedz
avatar pasjonatpl
2 2

@StaraLadyPank: Nie jest fajny. Bardzo podkoloryzowany i wyidealizowany obraz tego środowiska. Jak już to "Miasto Prywatne" lepiej oddaje ten klimat. Tam znowu to byli zatwardziali kryminaliści, ale wielu z tych złodziei było właśnie takimi zakapiorami. Powiedziałbym, ze prawdziwa "juma" to coś pomiędzy tymi dwoma filmami, ale pod koniec lat dziewięćdziesiątych to już bliżej do "Miasta Prywatnego". Nigdy się w nim nie obracałem, unikałem ich, ale siłą rzeczy czasami byłem świadkiem róznych sytuacji czy ofiarą zaczepek. W tym filmie ani razu nikogo nie pobili ot tak, bo komuś coś odbiło (po iluś dniach czy tygodniach chlania i ćpania zdarza się, a poza tym stres w pracy trzeba odreagować). Nie było nic w stylu "co się gapisz?", a takich sytuacji widziałem multum. @didja W podstawówce nie, ale jak byłem w szkole średniej to już zdarzały się takie klimaty. I szpanowanie komórkami, jak pierwsze pojawiały się na rynku. Punki też byli, ale nie wszyscy. Jak już pisałem, mieszkałem bardzo blisko granicy. Tam też szło sporo przemytu. Może gdzie indziej było inaczej. Nie wiem. Zresztą na pewno było inaczej w dużych miastach. Większa różnorodność, jak chodzi o dostęp do rozrywek. Kto słuchał rocka, szedł na koncert rockowy. Kto słuchał metalu, szedł na koncert metalowy. Kto lubił techno, szedł na dyskotekę. I tak dalej, i tak dalej. Na zadupiu opcji było mniej.

Odpowiedz
avatar StaraLadyPank
1 1

@pasjonatpl: No cóż..."jest prawda czasu i prawda ekranu".Mnie się podobał.

Odpowiedz
avatar pasjonatpl
3 3

@StaraLadyPank: Ogólnie film całkiem niezły, ale jeśli chodzi o przedstawienie tego środowiska, to bardziej, jak oni siebie by postrzegali i idealizowali niż jak było naprawdę. Trochę jak się poczyta wspominki różnych gangsterów, jacy to oni byli charakterni, jakie mieli zasady, honor, tylko jakoś nie wspominają o tym, ilu uczciwie pracującym ludziom zrujnowali życie, np. przez zbieranie haraczy.

Odpowiedz
avatar konto usunięte
16 30

Skończyłam czytać na: stawiamy na jakość a nie ilość, jak poprzednie pokolenia. Jesteś prymitywem. Dowalasz po chamsku teściom ale na siebie jesteś wyczulona. Hipokrytka. Mowię ci to jako jedynaczką, corka jedynaczki i matka jedynaczki.

Odpowiedz
avatar mcdonaldowa
9 13

Jestem jedynaczką. Obecnie 30-letnią. Moją rodzinę w czasach mojego dzieciństwa można było określić klasą średnią. Pracował tata, mama od czasu do czasu. Jeździliśmy co roku na wakacje nad morze, mieliśmy samochód, 3pokojowe mieszkanie, komputer. Nigdy nie miałam wszystkiego, co chciałam. Czasami przez lata marzyłam o jednej zabawce. Lalki Baby Born - hit tamtych czasów - pożyczałam od sąsiadki. Dużo moich zabawek mama wynajdywała na lumpie. Nie nosiłam markowych ciuchów, ubieraliśmy się na targu. Pierwsze „markowe” buty miałam w gimnazjum, jakieś Etnies z promocji. Nikt się ze mnie nigdy nie śmiał, miałam zawsze przyjaciół i mnóstwo znajomych. Markowe ciuchy nosiły szkolne gwiazdy tylko. Moi rodzice rozwiedli się, jak miałam 12 lat. Jak miałam 17, dostawałam od mamy połowę moich alimentów, za co np. ładowałam sobie kartę do telefonu, kupowałam prezenty koleżankom na urodziny, kupowałam kosmetyki i inne zachciewajki. Po 18 dostawałam całe alimenty, ale wtedy już musiałam sobie kupować za te pieniądze też ubrania. Jedynie odzież wierzchnią typu kurtki, buty zimowe kupowała mi mama - bo to grubszy wydatek. Od 17 roku życia pomagałam jej w prowadzeniu dokumentacji w jej firmie za niewielką opłatą. Studiowałam dziennie, szybko poszłam do dorywczej pracy. Wyprowadziłam się, jak miałam 21 lat, bo chcieliśmy mieszkać razem z chłopakiem. Nie zmieniłabym w moim wychowaniu niczego. Uważam, że to, co robili było rozsądne. A jako nauczyciel, który przeszedł również przez prywatne placówki - ja bym się tak nie nastawiała, że prywatne to lepsze. Chyba, że chcesz, żeby twoje dziecko przez całe życie uczestniczyło w tej gonitwie szczurów i wyrosło, tak jak ty, w przekonaniu, że wszystko się mu należy i pieniądz rozwiązuje każdy problem.

Odpowiedz
avatar konto usunięte
-4 8

@mcdonaldowa: wybacz ale żadna z Was była „klasa średnia”. Chyba że chodzi o to ze zyliscie średnio - to ok

Odpowiedz
avatar Ohboy
-1 7

@Pixi: Żartujesz? Jak na tamte czasy to jak najbardziej zaliczali się do klasy średniej.

Odpowiedz
avatar konto usunięte
-3 7

@Ohboy: nie, nie zaliczali się, przynajmniej na podstawie tych cząstkowych informacji. To ze klasa średnia 25 lat temu była nieliczna to inna sprawa. Mogę wyliczać na podstawie znanych mi kiedyś osób na jakim poziomie żyła kiedyś klasa średnia ale chyba nie o to chodzi

Odpowiedz
avatar Ohboy
3 5

@Pixi: W mojej pamięci to, o czym mówi mcdonaldowa, było nieosiągalne dla mniej więcej 80% znanych mi rodzin, w tym dzieciaków ze szkoły. Chyba nie do końca rozumiesz, że jest coś takiego, jak wysoka i niska klasa średnia...

Odpowiedz

Zmodyfikowano 1 raz. Ostatnia modyfikacja: 19 grudnia 2021 o 15:50

avatar gawronek
1 5

@Pixi na dzisiejsze standardy taka niższa klasa średnia. Na standard przemiany ustrojowej - klasa średnia spokojnie. Przypominam że mieliśmy wtedy ca 25-30% bezrobocia, masę alkoholików którzy nie poradzili sobie ze zmianami i biedne społeczeństwo.

Odpowiedz
avatar konto usunięte
-3 7

@Ohboy: karłowata klasa średnia conajwyzej. Autorka komentarza pewnie jest z małej mieściny, stad jej błędne przekonanie

Odpowiedz
avatar ooomatko
-2 4

@Pixi: łoo, wariawiak i inteligient. Czy Krakus i yntelygent z pola.

Odpowiedz
avatar konto usunięte
-2 4

@ooomatko: skoro już pytasz, to mieszczanka ze wsi, która właśnie się dowiedziała ze była w klasie średniej - szkoda ze piekielni nie istnieli 25 lat temu, człowiek by trochę wyżej głowę nosił

Odpowiedz
avatar mcdonaldowa
0 2

@Pixi: Napisałam całkiem sporo tekstu w tym komentarzu, a dla Ciebie najważniejsze było określenie „klasa średnia”. To, w jaki sposób próbujesz ironicznie na to odpowiedzieć sugeruje, że nie zrozumiałeś/aś kompletnie nic z tego, co napisałam. Szkoda wdawać się w dyskusję, więc miłego dnia i owocnej pracy z nauką czytania ze zrozumieniem ci życzę!

Odpowiedz
avatar barakuda
9 13

To straszę co musiał "przeżyć" mąż autorki. ( ironia). Rodzice płacili mu czynsz, za komórkę a biedaczek na resztę musiał dorobic dorywczo i do tego stypendium ( chlip, chlip) nie mógł na przykład przebalowac w klubach koniecznie modnych bo z innych by się znajomi śmieli. A jeszcze dodatkowo temu roszczeniowemu facecikowi dodatkowo przesyłał pieniądze brat. Jeszcze ta roszczeniowa dziunia jego żona jako przykład podaję, iż jego 2 braci wyjechało zagranicę.

Odpowiedz
avatar AnitaBlake
2 6

@Pixi: bezsensu gadasz. Chcesz dzieci, masz. Nie chcesz, nie masz. Proste. Nie powinno sie robic na sile. Nie zauwazylam by na tej stronie bylo duzo osob uwazajacych ze dzieci to podstawa.

Odpowiedz
avatar digi51
-2 4

@AnitaBlake: Wiesz, są tacy ludzie, że jak powiesz, że masz dziecko, to powiedzą, że ich atakujesz, robisz presję na posiadanie dzieci i jesteś madką XD

Odpowiedz
avatar AnitaBlake
0 0

@digi51: na zywo takich nie spotkalam xD nie wiem czy bym szczeke podniosla po takim tekscie :) Ale fakt, sa ludzie dziwni Juz przywyklam do bycia madka, jak kazdy kto ma dzieci :)

Odpowiedz
avatar digi51
0 2

@AnitaBlake: Ja na żywo też nie. Na żywo ludzie nie rzucają tak debilnych uwag, jak w internecie. Do obcych, z którymi nie muszą się skonforntować się jeden do jednego będą się rzucać o wszystko, byle tylko upuścić swojej frustracji.

Odpowiedz
avatar ooomatko
2 6

Ale problemy z dupy, doprawdy. Jeden komputer na 4 osoby. WOW. Pierwszy komputer rodzice mi kupili w 1 LO. Trauma. Może ich pozwę. Każde wakacje u babci, zrywanie malin, porzeczek, wykopki - kolejna trauma, co? Kurde, działka mi się marzyła, ale chyba zrezygnuję, bo potem zięć wymyśli, że dziecku dzieciństwo zrujnowaliśmy.

Odpowiedz
avatar barakuda
2 4

@ooomatko A ja musiałam sama sobie kupić komputer za zarobione pieniądze. Buu.Chlip, chlip. Pędem biegnę do psychologa bo rodzice się nad mna znęcali. I do tego nie kupowali mi markowych rzeczy. Powinnam ich podać na policję za znęcanie się. A poważnie odosze wrażenie, że wg autorki rodzice jej męża oprócz luksusowego życie na wysokim poziomie powinni mu jeszcze zafundować dom, luksusowy samochód oraz inne dobra materialne A także dużo pieniędzy na dorosłe życie.

Odpowiedz
avatar maranocna
6 6

Niby słusznie, że nie dajecie sobie mówić jak macie żyć,ale pretensje męża o przeszłość są trochę bez sensu. Trzydzieści lat temu to jeden komputer na rodzinę był czymś normalnym,a biedniejsze rodziny nie miały wcale, znaczne mniej osób było stać na markowe ciuchy, wyśmiewanie kogoś za to, że ich nie ma, nie było tak powszechne, mąż miał pecha, że trafił w takie towarzystwo. W sumie to się powinien faktycznie cieszyć, że miał własny pokój, bo przy trójce dzieci to naprawdę nieźle. Pomagali mu na studiach ile mogli,nie wszystkich wtedy było stać żeby w ogóle posłać dzieci na studia. Nie rozumiem też czemu miałby"widzieć pozostałych synów w tym domu" To chyba dobrze, że się wyprowadzili i prowadzą samodzielne życie? Podsumowując, rodzice jak na tamte czasy zapewnili dzieciom całkiem przeciętne warunki i w sumie nie ma o co mieć pretensji. Żal o niezapewnienie markowych ciuchów, własnego komputera, czy całkowitego opłacenia studiów, jest już z deka roszczeniowy.

Odpowiedz
avatar KatiCafe
2 6

Nie dałam rady doczytać do końca i sorry ale komentarzy też już nie mam siły czytać. Moj komentarz jest taki - nie wiedziałam, że markowe ciuchy i obecność komputera w domu są potrzebne do nauki czy do osiągnięcia jakichś określonych standardów.

Odpowiedz
avatar Badziong
-1 9

Uwaga, madki i tateły w komentarzach xd Współczuję Ci autorko takich teściów, a Twojemu mężowi takich rodziców. Powinni przede wszystkim patrzeć na to, czy ich synowi (synowej też ;)) się powodzi i czy szczęśliwi, a nie patrzeć na produkcję kaszojadów. Teraz ludzie hodują dzieci, a nie wychowują. No ale tak, jak państwo daje na pasożyty, to im się bardziej opłaca produkcja bombli, niż uczciwie zarobione pieniądze, aby dzieci kiedyś w przyszłości utrzymać. Teraz się tak mówi o tej miłości matki do dziecka itd., tak, miłość do dziecka poprzez np. wstawianie roznegliżowanych zdjęć tego dziecka, albo pytanie o jakieś krostki, albo i o kolor kupki. Nie wierzę w ten kraj. Pochodzę z domu dziecka i w sumie cieszę się, że moi "rodzice" mnie oddali, nie chciałbym być w domu tylko dlatego, bo jakieś pieniądze na "mnie" (na alkohol, chesterfieldy, hybrydki) idą. A wpierniczanie się komuś w życie jest słabe. Każdy ma swoje życie, swoje uczenie się na błędach, swój "save" i każdy powinien decydować o tym jak chce przeżyć SWOJE życie, bo później w razie potrzeby, to nikt z ludzi, mówiących jak masz żyć ci nie pomoże. Bóg dał dziecko, to i da na dziecko...

Odpowiedz
avatar maranocna
3 5

@Badziong: "Teraz ludzie hodują dzieci, a nie wychowują. " Co za idiotyzm, przecież właśnie teraz się mówi najwięcej o wychowaniu. Kiedyś jak dziecko było czyste, najedzone i niepobite, to nikomu nie przychodziło do głowy, że potrzeba mu czegokolwiek więcej do szczęścia. Teraz oczekiwania wobec rodziców bardzo wzrosły, powinni mieć pieniądze nie tylko na nakarmienie dziecka, ale i na zajęcia dodatkowe i zapewnienie mu dobrego startu w dorosłość, powinni się znać na psychologi rozwojowej, powinni poświęcać każdemu dziecku odpowiednią ilość czasu, ogólnie wiele powinni. Przecież to właśnie widać po historii, pod którą komentujemy, oczekiwania wzrosły tak bardzo, że przeciętni rodzice, teraz są postrzegani jako kiepscy rodzice.

Odpowiedz
avatar Badziong
-2 6

Ja walę, uczepili się tego kompa i dostępu do neta. Kiedyś (teraz w sumie też), dostęp do kompa, a bardziej neta był jak mandarynki za czasów PRL-u, no luksus. Każdy wie, że jak nie ma się dostępu do wiedzy, to później w szkole się g. wie, nauczyciel nie jest wyrozumiały, a co bogatsi i niewychowani uczniowie po prostu wyśmiewają się z biedniejszego (co może się odznaczyć na psychice wyśmiewanego). Oczywiście nie każdy kto ma kompa, neta, ma kasę, nie musi być wredny i dokuczać komuś, bo biedni wcale nie są lepsi. Nie wiem jak mam pisać do was, ameb, które czepiają się bzdetów, albo popierają hodowlę bachorów.

Odpowiedz
avatar maranocna
0 6

@Badziong: Sam musisz być niezłą amebą, skoro po pierwsze, nie przyszło ci do głowy, że wtedy wiedzy szukało się głównie w książkach, bo szukanie w internecie, nie było jeszcze tak oczywistym odruchem, a i internet był mniej rozbudowany niż teraz, po drugie, autor komputer miał, tylko na spółkę z domownikami co było przeciętną sytuacją w tamtych czasach, a nie oznaką jakiejś specjalnej biedy. Sądząc po sposobie wypowiadania się, to ty byłeś takim hodowanym bachorem, bo wychowania nie masz za grosz.

Odpowiedz
avatar Logo
1 1

Moje pierwsze dziecko urodziłam jak miałam 27 lat. Wzięłam ślub i kupiłam mieszkanie jak miałam 22 lata, więc warunki do rozmnażania były. Planowałam mieć dzieci po 30, bo chciałam trochę pożyć i więcej odłożyć, ale zmarła moja mama i trochę przewartościowałam swoje życie. Pomyślałam, że jeśli późno się zdecyduje na dzieci i moje również podejmą podobną decyzję, to mogę nie poznać wnuków, a moje dzieci nie uzyskają innego wsparcia niż finansowe, bo będę już po prostu za stara, żeby pomoc im w dorosłym życiu. Uważam, że nie należy nikogo zmuszać do rodzenia dzieci i każdy musi sam wybrać odpowiedni moment na powiększenie rodziny, albo nie decydować się na dzieci i nikomu nic do tego. Uważam również, że jeśli ktoś używa argumentów typu „moje dzieci muszą mieć markowe ubrania”, to po prostu powinien przemyśleć czy w ogóle powinien mieć dzieci, bo ile potrzeby materialne zostaną zaspokojone, to reszta potrzeb może być zaniedbana.

Odpowiedz
Udostępnij