piekielni.pl

Pokaż menu
Szukaj

Top

Święta to także czas spotkań z rodziną.
Rozmawialiśmy o wychowywaniu dzieci i tym jak reagować na pewne zachowania. Oczywiście ciężko w tych sprawach o jednomyślność, choć to co zrobiła bratowa ma moją pełną aprobatę, choć dla niektórych może być piekielne (czytaj teściowa i mama).

Bratowa z córeczką czteroletnią były na zakupach, niestety po drodze do kasy mijały dział z zabawkami. Córka złapała lalkę i do koszyka wkłada.
[Bratowa]: Odłóż zabawkę, mamusia nie ma tyle pieniążków, żeby ją kupić. [Córka]nie reaguje na to i próbuje pchać wózek do kasy. Ponowna prośba też nie daje efektu. Cóż, bratowa odpuściła i zapłaciła za wszystko w kasie. Gdzie piekielność? Upatrywałem jej w tym, że tak łatwo się poddała i pozwala córce rządzić, ale nie...

Kolacja. Kanapki z wędliną, warzywami.
Śniadanie podobne, kolejna kolacja też.
Następne śniadanie już tylko chleb z masłem, podobnie i kolacja bez rarytasów. Córka nieco zdziwiona, ale nie komentowała do następnego dnia i śniadania gdy znowu na stole były tylko kanapki z masłem.

[C]: Mamusiu, a gdzie wędlinka?
[B]: Mamusia mówiła, że nie ma pieniążków na zabawkę, ale się uparłaś to teraz nie ma pieniążków na wędlinkę.
Po śniadaniu córeczka z płaczem przybiegła z lalką i mówi, żeby oddać ją w sklepie, bo woli kanapki z wędliną.
Oczywiście babcie uważają ją teraz za złą matkę, która znęca się nad ich ukochaną wnusią, a ja uważam, że to dobra lekcja dla dziecka.

wychowanie

by krzychum4

Historia na fali ostatnich wydarzeń politycznych związanych z projektem zaostrzenia ustawy aborcyjnej. Od razu piszę, że nie będzie o samej aborcji, a o fali hipokryzji, która się ostatnio wylała.


Mało co mnie tak wkurzało, jak fala argumentów odnośnie upośledzonych dzieci, dodatkowo okraszonych zdjęciami słodkich dzieciorków ze skośnymi oczkami. Pomyślałby ktoś, że w Polsce istnieje cała chmara osób, które troszczą się o los ludzi niepełnosprawnych intelektualnie i fizycznie. A g... prawda.

Mój brat ma zespół Downa. Życie z taką osobą jest bardzo ciężkie i ani rząd, ani zapewne zdecydowana większość ludzi ostatnio deklarujących troskę o życie ludzi z tym schorzeniem niespecjalnie pomaga. Zacznijmy od tego, że częstokroć człowiek z Downem wymaga opieki 24/7. Owszem, zdarzają się osoby dość samodzielne. Mój brat do takich nie należy. Co więc można zrobić, gdy ma się wątpliwe szczęście mieć takie dziecko w rodzinie?

- jeśli masz szczęście, rodzinę stać, aby jedna osoba rzuciła pracę i opiekowała się takim dzieckiem 24/7, ewentualnie zatrudnić opiekunkę (spore koszta) lub wykupić miejsce w odpowiednim ośrodku (jeszcze większe koszta)
- jeśli masz pecha i zarabiasz tyle, co większość Polaków (tj. mało), możesz również również rzucić pracę. Wtedy dostaniesz od wyjątkowo troszczącego się o dzieciątka z Downem państwa jakieś 1700 zł, za które musisz utrzymać siebie i dziecko wymagające zazwyczaj ciągłej rehabilitacji
- nie miej złudzeń, że dostaniesz refundację na wszystkie towarzyszące zespołowi Downa schorzenia. Ani że nie będziesz czekać na rehabilitację dziecka mniej niż kilka lat
- szkoły specjalne i tzw. szkoły życia są albo prywatne, albo mają zbyt mało (kiepsko opłacanego) personelu, który po prostu nie da rady zająć się wszystkimi wychowankami.

Nie bez powodu też na tych wszystkich szerowanych uroczych zdjęciach z dziećmi z Downem są... no, dzieci. Tylko że dziecko z Downem stanie się (jeśli będzie miało szczęście) nastolatkiem w Downem. Dochodzą nowe problemy zdrowotne - im człowiek starszy, tym większe. Chłopcom budzi się popęd, zdarza się im być agresywnymi, masturbować się publicznie, czasem napastować koleżanki ze szkoły lub kobiety z własnej rodziny (!). Szkoła wtedy rozkłada ręce, państwo rozkłada ręce, bo dobrych wychowawców albo nie ma, bo uciekli do sektora prywatnego, albo mają dwudziestkę takich na głowie jednocześnie. Młode dziewczyny z zespołem Downa mogą - jeśli są płodne - zachodzić w ciążę, zazwyczaj bardzo młodo, albo z kolegą ze szkoły, albo z facetem, który wykorzystał ich upośledzenie. I zamiast jednego upośledzonego dziecka nagle masz na głowie dwa.

Żaden rząd do tej pory nie wykazał specjalnego zainteresowania tym, co z takimi ludźmi robić. Bo to nie są potencjalni wyborcy, spora część jest ubezwłasnowolniona, zdecydowana większość nigdy nie będzie produktywnymi obywatelami.

Dlatego wyjątkowo wkurzają mnie obłudne przejawy "troski" osób, których najwyraźniej kompletnie nie obchodzi, co się stanie z ludźmi z Downem, gdy już się urodzą. Bo dopóki siedzą matce w macicy, to łatwo wrzeszczeć, bo wtedy nie trzeba dzieciakowi niczego, prócz dalszego siedzenia w macicy, dopiero gdy wyjdzie i okazuje się, że trzeba lat ciągłej opieki, leków, operacji, rehabilitacji, specjalnego wychowania... to nagle nikt nie wrzeszczy, że trzeba takiej osobie zapewnić życie na poziomie.

by ~Nerka76

Historia opowiedziana mi dzisiaj przez mojego, piekielnego kumpla.
Bo wychodzi na to, że będzie powtórka.

Kumpel mieszka w małej miejscowości, przy głównej ulicy, idealnie na przeciwko zespołu szkół (Przedszkole, podstawówka, gimnazjum).
Jak to w takich małych miejscowościach i okolicznych wsiach bywa, sporo rodziców przywozi i odbiera swoje pociechy samochodami.
Dla tychże rodziców zrobiony jest parking, mniej więcej ok 40m od wejścia.
Większość z niego korzysta i jest wszystko cacy.

Co ważne przed domem kumpel ma trawnik, ot pasek trawy długości 20 metrów i szerokości może 1,5m. Między drogą, a trawą jest chodnik z kostki, o szerokości 1m.
Trawnik jest odgrodzony od chodnika wysokim krawężnikiem.
Część rodziców "wysadzając" swoje pociechy z samochodów przystaje na tym chodniku, ale trafiła się pewna zawzięta pani, która regularnie pakowała się swoim Volvo kumplowi na trawnik, potrafiła kołem przejechać po całej długości. Kumpla szlag trafiał, bo trawnik miał wówczas świeżo założony, więc taki przejazd zostawiał głęboką błotnistą koleinę.
Zwracał kobiecie kilka razy uwagę i prosił o nie wjeżdżanie na trawnik. Niestety nic to nie dawało.

Po którejś awanturze z babsztylem, wygrzebał więc z czeluści garażu plastikowe pachołki, takie jakich używają drogowcy, biało pomarańczowe. Porozstawiał je wzdłuż trawnika i liczył że będzie spokój.
Niestety, pachołki zostawały regularnie przepychane zderzakiem tegoż Volvo.
I tutaj uruchomiła się piekielność kumpla.

Użył pachołków jako form, namieszał betoniarkę i odlał sobie słupki, z betonu...
Słupki pomalował na biało pomarańczowo, w beton były zalane rurki, tak żeby słupek wbić w ziemię.
Zainstalował słupki i długo czekać nie musiał. Kobieta przyrąbała zdrowo w taki słupek kasując przód samochodu. Pomogło.

Kumpel opowiedział mi tą historię dzisiaj, bo pomagałem mu wygrzebać betonowe słupki z garażu. Znowu jakaś cholera wjeżdża w trawnik.
Słupki postawione, kamera ustawiona, czekamy :D

by beeppp

Brat się uśmiał po tym jak ksiądz wzywa jego wraz z żoną na poważną rozmowę do szkoły w sprawie ich córki. Otóż była rozmowa umoralniająca na temat aborcji jakie to złe itd. A ich córka zwolenniczka aborcji (dodam ma 16 lat) zapytała księdza:

- Dlaczego jakbym chciała mieć dziecko z moim chłopakiem, to dziecko chrztu nie dostanie choć będzie owocem naszej miłości, a jak mnie zgwałcą na ulicy to to dziecko nazywacie "darem bożym"?
Odpowiedź księdza:

- Bo jak są dzieci bez ślubu, to zwykły zwierzęcy popęd seksualny, a jak dochodzi to gwałtu to celowe działanie Boga, aby z tych dwóch osób powstał wartościowy człowiek np taki Einstein.

No i ta to skwitowała:
- To teraz każdy gwałciciel powie "Bóg mnie natchnął".

ksieza

by Canarinios

Wracając do domu miałam nieprzyjemność uczestniczyć w wypadku samochodowym. Niby nic strasznego, gdyby nie fakt, że sprawca uciekł z miejsca wypadku, dodatkowo mi machając na pożegnanie.

Mój samochód połowicznie skasowany, on swoim poturbowanym gratem zdołał dojechać do najbliższego lasu (jakieś 200m), porzucić auto i co sił (i jak się okazało procentów) w nogach. Tu wielki ukłon dla ludzi, którzy poświęcili swój czas na gonitwę za Panem.

Miejscowość mała, Pan znany. Ze znalezieniem go nie było problemu.

Gdzie piekielność? Pan był zawodowym kierowcą, rzecz jasna zabrano mu prawo jazdy vide pozbawiono środków do życia.

A kogo sąsiedzi i mieszkańcy wioski obwiniają? Mnie - "bo wezwała policje!"

wieś

by ~wsipiekna

Zainspirowana opowieścią ~yuma88 #75503, która dla wielu osób wydaje się fejkiem (choć nie dla mnie), opiszę historię prawdziwą.

Pisałam już kiedyś o zgwałconej niepełnosprawnej dziewczynie (#63922), a całkiem niedawno w pracy miałam nieprzyjemność poznać zgwałconego chłopaka.

Koleżanka była przy zabiegu szycia rany odbytu u 19-letniego mężczyzny. Opowiadała, że chłopak miał z anusa zrobioną ziejącą, krwawiącą dziurę, lekarz wyciągał mu stamtąd resztki "czegoś" - tkaniny, plastiku, szkła, nie wiadomo. Podkreślił, że wiele w życiu widział, ale nigdy czegoś takiego. Jedyne, czego się dowiedzieliśmy od poszkodowanego, to że na weekendzie odwiedził kolegę, wypili razem po piwku, więcej nie pamięta, do szpitala przywieźli go rodzice. Oczywiście na pierwszy rzut oka widać było, że pacjent jest ofiarą przemocy seksualnej, więc sprawa trafiła na policję.

Kilka dni później mężczyzna był operowany ponownie. Szycie rany odbytu nie udało się w tak, jak lekarze i pacjent się spodziewali. Rana nie goiła się dobrze, chłopak nie odczuwał parcia, istniało duże prawdopodobieństwo, że straci możliwość kontrolowanego oddawania stolca. Kolejna operacja polegała na wyłonieniu sztucznego odbytu, tzw. stomii, czyli przyszycia jelita do powłok brzusznych i zrobienia w tym miejscu otworu celem odprowadzania treści jelitowej. Mówiąc kolokwialnie - robi się kupę do woreczka na brzuchu. W tym przypadku miało to na celu umożliwienie szybszego gojenia, ponieważ okolice odbytu to miejsce trudne do zachowania czystości i prawidłowego zagojenia się rany. Jeść trzeba, robić kupę też trzeba. Po zagojeniu się prawdziwego odbytu ten sztuczny można po prostu zamknąć, choć takie rozwiązanie jest na pewno dodatkową traumą dla młodego mężczyzny.

Przy drugiej operacji ja asystowałam do znieczulenia, więc miałam okazję zobaczyć tego biedaka. W dokumentach widnieje wiek 19 lat, ale chłopak wyglądał na maksymalnie 15. Szczuplutki, drobniutki, o ładnej, łagodnej twarzy z lekkim zarostem; choć dość wysportowany, to jego ramiona były tak chuderlawe, że musiałam mu założyć dziecięcy mankiet do mierzenia ciśnienia. Spokojny, grzeczny, wystraszony. Podczas zabiegu dowiedzieliśmy się, że już złożył zeznania policjantom, ale on nie chce wnosić żadnych skarg. On wie, kto mu to zrobił i zdaje sobie z tego sprawę, ale on uważa, że sobie zasłużył, bo nie wygląda na prawdziwego mężczyznę, więc należało mu się. Twierdzi, że nie jest homoseksualny i nigdy nie był, podobają mu się kobiety, ale wątpi, żeby jakaś się nim zainteresowała, choć sam próbuje im się przypodobać i ćwiczy.

Teraz pomyślcie sobie, że żyjemy w takim kraju, w którym ofiara przemocy jest zeszmacona do takiego stopnia, że twierdzi "należało mi się". Bez procesu, bez dyskusji, od razu ma wpojone takie myślenie. Żyjemy w kraju, gdzie panuje przekonanie, że żony, faceta i prostytutki nie da się zgwałcić! Ile jeszcze razy trzeba powtórzyć, że za gwałt nie odpowiada seksowna bluzka ani ilość wypitego alkoholu, tylko gwałciciel.

Nie wiem, jak się skończyła historia tego młodego człowieka, ale mam nadzieję, że za takie okaleczenie psychiczne i fizyczne, jakiego doznał, jego oprawcy naprawdę dostali porządne kary. Przynajmniej mogę mieć nadzieję, nic więcej mi nie zostaje.

służba zdrowia

by papilotka48

Czasami się zastanawiam, jak bardzo można "wyrzec się zasad moralnych dla osiągnięcia jakichś korzyści, zwłaszcza materialnych". Niestety, nie mogę użyć tego słowa, ale sama definicja powinna wystarczyć.

Teraz historia właściwa.

Zmarli rodzice mojej dziewczyny. Matka od dłuższego czasu chorowała, niestety walkę przegrała. Ojciec strasznie to przeżył i kilka dni później, dziewczyna idąc go obudzić, znalazła go martwego. Dostał zawału w nocy.

Wyobraźcie sobie teraz, jaki to jest potężny cios dla 19 letniej dziewczyny, stracić obojga rodziców w ciągu 2 tygodni.

Drugiego dnia po śmierci ojca, dostałem SMSa o treści "proszę, przyjedź jak najszybciej" Wystraszyłem się, w takiej sytuacji miałem już najgorsze przed oczami.

Pobiegłem do szefa, wytłumaczyłem jaka sytuacja, wyszedłem wcześniej z pracy i pojechałem.

Widok jaki zastałem na miejscu wyglądał tak:
Dziewczyna zapłakana siedziała na ziemi, a na fotelach i kanapie siedziała jej ciotka, wujek i kuzynka.

Na moje pytanie "co się stało" odpowiedział wujek "wyjdź stąd, to sprawy rodzinne, przybłęda niech się nie wpiernicza" z tym, że nie o pierniku tu mowa, a o dali.

Zignorowałem dziada i zapytałem dziewczyny co się stało. Jedyne co w tamtym momencie odpowiedziała to "Wyrzuć ich stąd, nie ważne jak, mają zniknąć na zawsze, nie chce ich widzieć" w płaczu.

Cóż, na początku spokojnie próbowałem ich wyprosić, skoro padła taka prośba, no ale na rodzince nic to nie robiło. Nadal miałem się nie wpierniczać. Rozmowa przybierała trochę na sile, padło sporo obraźliwych słów w moją stronę itp. No ale w końcu pogrożenie policją lub usunięciem siłą, jakoś przekonali się do wyjścia, jednocześnie odgrażając się w stronę dziewczyny, że sprawa nie jest zakończona i ma się szykować, bo oni nie będą czekać w nieskończoność.

Sytuacja jakoś się uspokoiła, dziewczyna też i jakoś od słowa do słowa przedstawiła mi całą sytuacje. Wyglądało to tak.

Rodzinka przyjechała. Dziewczyna myślała, że przyjechali pomóc w tych trudnych chwilach czy coś, ale nie. Nic z tych rzeczy.

Otóż, rodzinka stwierdziła, że skoro Kasia została teraz sama, to jej taki wielki dom nie jest potrzebny i oni z chęcią się zamienią na swoje 2 pokojowe mieszkanie, w którym mieszkają w 5 osób. To nawet nie była propozycja, tylko nakaz. Oni już mają wszystko ustalone i najlepiej jakby do niedzieli się wyniosła(tak, tego słowa użyli), bo będą mieć auto żeby przewieźć swoje graty.

Po odmowie zaczęli nie tylko naciskać na nią, ale nawet wyzywać od samolubnych bachorów, że ona nie wie jak im ciężko się żyje w tym małym mieszkaniu, że się jej w dupie poprzewracało od dobrobytu, że nie zna życia. Później kłamali w żywe oczy, że byli z jej rodzicami umówieni, że jak coś im się stanie to mogą się wprowadzić do Kasi, żeby ta nie była sama, a że jest pełnoletnia i im NIEPOTRZEBNA bo mają swoje dzieci to ma się wynieść. I że w ogóle powinna się cieszyć i być im wdzięczna, że oferują jej stare mieszkanie, bo mogliby sobie je sprzedać i Kasia by została na bruku.

Powiedzieli też, że oni choćby po trupach to jej ten dom wydrą, bo umowa na gębę jest wiążąca i oni pójdą do sądu, bo nikt im nie udowodni, że takiej umowy nie było.

To jeszcze nie koniec, na drugi dzień do Kasi przyjechali dziadkowie, wielce zdziwieni, że ona nie chce oddać wujostwu domu, bo po co jej samej taki duży. Przecież w mieszkaniu będzie miała lepiej i oni w ogóle nie rozumieją dlaczego się nie zgadza i że robi niepotrzebne zamieszanie w rodzinie. Powinna się zgodzić i już, a nie wymyślać.

Na pogrzebie ojca wujostwo jeszcze nastawiało przeciwko Kasi innych członków rodziny, że ona tak i owaka. Niektórzy się z nimi zgadzali. Na szczęście była tam jedna ciotka, siostra tego pseudo wujka i jedyna, która naprawdę interesowała się Kasią, prawdziwie jej pomagała itp. W żołnierskich słowach wytłumaczyła obecnej rodzince, co sądzi na ten temat i że jak jeszcze raz spróbują takich praktyk, to ona zrobi z nimi porządek. A jako, że ciotka jest z tych osób, przed którymi każdy w rodzinie czuje respekt, to jakoś sytuacja się uspokoiła.

Nie na długo. Tydzień po pogrzebie Kasia dostała telefon od babci, czy przestałą już wydziwiać, bo czas ucieka, a czym szybciej się wyniesie tym lepiej. Tutaj już nie wytrzymała. Wykrzyczała że mają się wszyscy pierniczyć i zostawić ją w spokoju.

Czasami się zastanawiam, jak nisko jeszcze może upaść istota zwana człowiekiem.

rodzina

by ~Paralizator

Pojawiła się historia o "plus pińcet" i jego wpływie na rynek pracy. Historia jak historia, zaciekawiły mnie liczne komentarze, w których głównie obrywa się pracodawcom, roi od "Januszów biznesu" czy innych oszustów.

To ja Państwu napiszę, jak to wygląda z punktu widzenia krwiożerczego kapitalisty.

Zatrudniam sześć osób na umowę o pracę, dwóch dochodzących (student i mundurowa emka) na zlecenie. Zarabiają średnią krajową plus. Plus większy, mniejszy, bezpośrednio powiązany z ilością zadań w miesiącu.

Z powodu takich, a nie innych uwarunkowań, wynajmuję lokal w ścisłym centrum miasta, wypluwając zań Urzędowi Miasta skromne 8900 zł/mc.

Pracownicy mogliby zarabiać więcej? Ano mogliby.

Tylko:

- VAT
- dochodówka
- ZUS


Pierdylion innych danin, opłat - w pieprzonym US za jakikolwiek papierek płacisz dodatkowo. Jesteś łupiony na każdym kroku, choćby z durnego 21 zł za wydanie zaświadczenia w PAŃSTWOWYM (utrzymywanym z podatków) urzędzie.

Ile kwartalnie wypluwam państwu? Ano równowartość nowej corsy, tak na oko.

I dostaję szału, że pomimo tyrki i dyspozycyjności 24/7, płacenia niesłychanie wysokich danin, dowiaduję się, że państwo lekką ręką wypieprza dwadzieścia kilka miliardów rocznie, ot tak, bo tak mi się podoba.

Czy sam mógłbym chować mniej do własnej kiejdy, a więcej płacić ludziom? Może i tak. A już zapewne idealnie by było, gdybym sobie, po tych nastu latach, wypłacał tyle, ile pracownikowi - ooooo, jakież byłoby to sprawiedliwe. Tylko czy nie lepiej wówczas po prostu samemu zostać najemnym i nie chodzić po ścianach czasem z przemęczenia, stresu, odpowiedzialności czy zwykłego "mam już, k...a, dość"? No nie...

Dlatego właśnie będę januszem biznesu i krwiożerczym draniem, który nie pochyli się nad losem dziateczek z głodu kwilących w kołyskach, płacąc ludziom tyle, by mieć fachowców i utrzymać ich u siebie, żeby nie poleźli do konkurencji. Bo ja, janusz biznesu, sam ów biznes zbudowałem, sam zorganizowałem i chcę mieć z niego wygodne życie, oraz przytaczaną furę za trzysta tysięcy.

Chcesz mieć także? Wolny kraj, zakasuj rękawy i zap...aj. Jeśli ci się nie uda, to znaczy, że zap..eś za mało.

+500

by Bestatter

Pani sprzątająca u mnie w pracy podzieliła się ze mną opowieścią o właścicielu obiektu, który zasłużył na Złotą Cebulę w konkursie na największego sknerę biznesu.

Żeby zaoszczędzić na kosztach utrzymania budynku, ekipie sprzątającej kazał przychodzić z własną wodą (! - bo zużywają na własną pracę, a pewnie w dodatku kradną z jego krwawicy) i pokrywać część kosztów odprowadzania ścieków (! - bo brudną wodę wylewają do jego kanalizacji). Po proteście i tłumaczeniu, że nikt nie wywozi mu z budynku beczek Chlorowianki Kran Deluxe, nikt też wwozić nie ma zamiaru, a woda do sprzątania jest niezbędna stwierdził, że rozwiąże sprawę inaczej - przed przyjściem sprzątaczy zakręcał główny zawór wody i wydawał sprzątającym po pięciolitrowej butli kranówki na głowę. Bo w domu patrzył, jak żona sprząta i wyliczył, że tyle wystarczy.

Ceremonia taka odbyła się raz. Pan podobno nie mógł zrozumieć, dlaczego firma sprzątająca wymówiła umowę świadczenia usług w trybie natychmiastowym - i to jeszcze z winy zleceniodawcy, tacy bezczelni ci sprzątacze byli.

by Ursueal

W podstawówce dołączyła do naszej klasy pewna dziewczynka Laura.

Od razu ją bardzo polubiłam i się zaprzyjaźniłyśmy. To, co nie dawało spokoju mojej nowej koleżance, to były jej piegi. Miała w nich całą twarz i przez to bardzo niską samoocenę. Ja uważałam zawsze, że jest bardzo ładna, a piegi mają swój urok. Sama chciałam wyglądać tak jak ona.

Laura była bardzo ładna, szczuplutka, drobna, miała piękne rysy twarzy i duże niebieskie oczy. Do tego grube, gęste brązowe włosy i zgrabny nos.

Jednak dzieciaki z klasy często ją wyzywały z powodu tych piegów. Tak samo inne dzieciaki ze szkoły. To było okropne i bezsensowne. Kiedy tylko Laura chciała wyrazić swoje zdanie, albo dyskutowała z kimś padało "piegowata świnia", albo "piegus" i koniec.

Przez całą podstawówkę i gimnazjum stałam za nią murem. Broniłam jej i pocieszałam kiedy płakała. Mówiłyśmy sobie wszystko i trzymałyśmy się razem.

Często przez to sama stawałam ofiarą żartów i wyzwisk kolegów.
Zawsze jej powtarzałam, że jest piękna i na pewno będzie miała dużo chłopaków i powodzenie.

Czasy gimnazjum minęły i każda z nas poszła w swoją stronę. Utrzymywałyśmy nadal kontakt ale Laura znalazła nowe przyjaźnie i nie miała czasu się ze mną spotykać.

Tak jak mówiłam z biegiem lat stała się jeszcze bardziej atrakcyjna i miała ogromne powodzenie. Brała udział w różnych sesjach, podobno nawet pracowała jako modelka. Bardzo przyjemnie wspominałam wspólnie spędzone lata z naszego dzieciństwa.

Ostatnio na imprezie spotkałam jej chłopaka. Widziałam go wcześniej na zdjęciach, nie znaliśmy się. Była to mała domówka z okazji urodzin mojej koleżanki z pracy (jak się okazało kuzynki tego chłopaka). Po oglądaniu zdjęć z dzieciństwa wszedł temat szkolnych czasów.

Nagle chłopak zaczął opowiadać o swojej dziewczynie czyli Laurze i o tym jak to miała ciężko w szkole. Podobno przyczepiła się do niej jakaś spasiona dziewczyna. Była strasznie gruba i brzydka a Laura trzymała się z nią z litości. Podobno do teraz co jakiś czas ją męczy i chce się spotkać. Widział ją na zdjęciach i wygląda jak wieprz. Razem z Laurą nawet ustawili sobie "hasło" jak ona pisze i się z niej śmieją.

Mieli ją nawet zaprosić do siebie, żeby zobaczyć czy się bardziej utuczyła bo ma zdjęcia z przed roku. Kuzynka zapytała jak się nazywa, bo pewnie ją kojarzy w końcu ta sama szkoła.

Wtedy padło moje imię i nazwisko.

przyjaznie

by ~ewwwwwwwww