piekielni.pl

Pokaż menu
Szukaj

Top

Jadę rowerem przez las (droga wyryta przez ciągnik) i nagle słyszę jakieś piski i skomlenie. Wchodzę w krzaki, a tam młody pies przywiązany do drzewa na lince w taki sposób, że stoi na tylnych łapach. Odcinam linkę, pies upada i zaczyna piszczeć. Przyglądam się dokładniej - przednie łapy zakrwawione, z szyi też krew leci. Telefon po transport i jedziemy do weta.

Wet sprawdza wiek - 1.5 roku lub 2 lata. Jedna przednia łapa złamana, druga pocięta. Szyja rozcięta przez linkę.

A teraz najlepsze - Jakim IDIOTĄ trzeba być, żeby przy próbie zabicia w ten sposób psa zostawić obrożę z danymi właściciela? Telefon na policję już był i czekam jak się to rozstrzygnie. Jedyny plus to taki, że pies po wyleczeniu idzie do mnie.

To już nie jest piekielne. To sku*wysyństwo.

Pies.

by Althing

Historia opowiedziana kilka lat temu, przez doktora prowadzącego ćwiczenia na moim wydziale.

Ma on kolegę, którego rodzina od pokoleń jest ateistyczna, co chyba rzadkie w tym kraju. Po prostu już pradziadek kolegi, biorący udział w wojnie polsko-bolszewickiej, w Boga nie wierzył i w takim duchu kolejne pokolenia chowano.

Córka rzeczonego znajomego w danym roku poszła do przedszkola i było postanowione, jak i przekazane dyrekcji i nauczycielkom, że w katechezie organizowanej w przedszkolu córka brać udziału nie będzie. Oczywiście nie ma problemu.

Kilka tygodni po rozpoczęciu roku szkolnego dziecko przychodzi się pochwalić rodzicom, że nauczyła się nowego wierszyka. I zaczyna - "Zdrowaś Mario, łaski pełna..."

Jak się okazało katechetce nie podobało się, że jak dzieci siedzą z nią w kółeczku, to Karolinka w tym czasie siedzi w kącie i się bawi. Nie obyło się bez dyskusji, w którym koronnym argumentem było "a co to panu szkodzi, że dziecko o Bogu posłucha..."

Ciężko być nie-katolikiem w tym kraju.

katolicy

by mikado188

Kupiłem domek letniskowy w sąsiedztwie Władysławowa tak mniej więcej 10 minut piechotą do jego centrum i tyle samo do plaży. Prosty murowany na poddaszu jeden pokój, na dole drugi oraz łazienka i kuchnia. Woda i ogrzewanie elektryczne pozwalają na teoretycznie całoroczne użytkowanie. No, ale w praktyce od Maja do Października. Traktuję to jako działkę gdyż albo pociągiem lub wozem 2,5h jazdy i jestem nad morzem.

W każdym razie mam piekielnych kuzynów.
Jedna ciocia z jej rodzinką w postaci męża i dzieciarni po 13-15 lat.
Druga ciocia z mężem, oraz ich córki po około 19-21 lat.
Normą jest domaganie się kluczy w okresie wakacyjnym, bo przecież rodzina, a w tych regionach koszt domu do wynajęcia to około 150-250zł doba.
Zawsze grzecznie odmawiam, a pomysłów mają co niemiara.
A to bo nad morzem drogo, a to córeczki chciały wpaść na weekend z paczką czytaj dwudziestoma osobami w postaci bydło przeszło itd.
Ale rozwaliła mnie ciotka co przyjechała z dziećmi.

Otóż długi weekend. Wjeżdżam w ulicę przy której stoi mój dom i w oddali widzę wóz ciotuni stojący pod moją bramą. Szybko skręcam w boczną i cicho podszedłem kawałek i tak siedzą w zapakowanym aucie całą rodziną i czekają na mój przyjazd. Cóż pojechałem na miasto i poszedłem na deptak, plażę potem obiadek i byłem w trakcie zakupów w robaczku z kropkami, gdy dzwoni ciotunia.

Gdzie jestem! Żadnego hej czy coś grzecznościowego.
Jak to wracam zaraz do domu tylko zakupy kończę.
By my już czekamy od kilku godzin!
Ok kupie w takim razie ciasto jeszcze i za 5 minut jestem.

Dzwonie po kilku minutach. No jestem w domu, gdzie jesteście.
No jak to pod bramą. Jaką bramą, pod blokiem nie mam bramy.
No jaką we Władysławowie.
Aaa tutaj, ale ja jestem w domu miałem jechać, ale cos mi wypadło.
K....wa, ojciec mówił, że jedziesz!!!
Co ja dzieciom powiem!!!

Sposób na darmowe nocowanie postaw przed faktem dokonanym.

rodzina

by libzol

Jestem behapowcem w pewnej firmie. Nadzoruję ponad 200 pracowników. Powiem tak. Kierowcy ciężarówek to są największe matoły z jakimi w życiu pracowałem. Większość z tych ludzi ma problem z pisaniem i czytaniem a ja muszę ich uczyć zasad BHP i bezpiecznej jazdy. Nie da się! Chociaż bym wychodził z siebie i stawał obok, to się nic nie da. Im się mózgi resetują metr za progiem sali szkoleniowej. Codziennością jest, że oni nie zdają prostych testów po szkoleniu. Nawet jak im dyktuję odpowiedzi, to źle zaznaczają i nie zdają!

Wszystkie szkolenia jak krew w piach. Oni k*rwa nie są w stanie przyswoić żadnych zasad BHP. Mają zdrowie i życie innych ludzi kompletnie za nic. Tłukę im do tych zakutych łbów, że zdrowie i życie człowieka jest bezcenne i że muszą uważać na innych na drodze bo nie mają z nimi szans. Myślicie, że to coś daje? Mamy 40 wypadków przy pracy rocznie...

Najgłupszy wypadek przy pracy kierowcy w mojej historii? Facet olał zalecenia ze szkolenia, nie stosował się do instrukcji producenta pasów do mocowania ładunków "on wie lepiej bo pracuje 10 lat". Tak k*rwa, naciągnął pas rurką, że jak go odpinał to pas wystrzelił jak kusza i mu uciął palec...

Nie jestem w stanie nauczyć tych durni do zapiania pasów! Oni uważają, że nie trzeba zapinać pasów jadąc ciężarówką. Facet zjechał z drogi do rowu. Wyj*bało go z siedzenia i tak przypi*rdolił głową w podsufitkę, że połamał kręgi...

Najtrudniejsza branża świata. Ludzie trzymajcie mnie, bo mi rozwali bebech ze śmiechu. Kierowcą tira nie zostaje się jak masz skończoną astronomię na Uniwersytecie Jagielońskim. Kierowcą tira zostaje się jak nie potrafi się robić w życiu k*rwa NIC. Ci goście byli w stanie przyswoić tylko umiejętność kręcenia kółkiem. 80% kierowców ma szkołę podstawową!

A co robią kierowcy ciężarówek każdy kto jeździ widzi. Mają w dupie wszystkich. Zajeżdżanie drogi na autostradach, bo sobie robią wyprzedzanie - wyścigi słoni na tempomatach bo jeden ma 89,5 a drugi 89,7 km/h, więc go wyprzedza bo policzył, że na 10000 km zaoszczędzi cztery minuty. Szeryfowanie na zwężkach i utrudnianie jazdy innym. Opona mu pęknie, to ją pi*rdolnie do lasu w krzaki albo zostawi na środku autostrady, żeby się ktoś na niej r*zj*bał.

Włączcie sobie CB i posłuchajcie rozmów kierowców ciężarówek. To jest taki rynsztok, że warszawski furman dostaje opadu szczęki.

Do tego dochodzą kradzieże paliwa. Każdy kierowca tira kradnie paliwo ze swojego samochodu. U nas montuje się dziesiątki zabezpieczeń na auta, żeby nie kradli, ale zawsze jesteśmy krok za nimi! Zawsze znajdą sposób, żeby spuścić. Jak wam tirowiec powie, że nie kradnie to go zapytajcie po ch*j mu plastikowe bańki na pace.

Kolejna rzecz - alkohol. Codziennie rano dymam przez firmę z alkomatem. Muszę k*rwa, nie mam wyjścia! Ci ludzie są nieodpowiedzialni. Jak się zapomnę i ich nie sprawdzę to się napi*rdolą po pracy jak stonka po opryskach. Nie piją w pracy, ale przychodzą w takim stanie, że ja biorę gościa na dmuchawkę o 12 w południe wychodzi wynik złoty dziewięćdziesiąt. Pytam się o co chodzi. On nie pił alkoholu! Gniotę go to mówi - wypił wczoraj 6 mocnych piw. Litrowych. Ale przecież piwo to nie alkohol!
Nie ma tygodnia, żeby nie złapać kierowcy, który przyszedł napi*rdolony do pracy.

U nas tego nie ma bo nasza branża cechuje się tym, że nie śpią w trasie, bo objeżdżają wszystko w jeden dzień pracy, ale co jeszcze robią tirowcy w innych firmach? Zgadzają się na każde zbydlęcenie jakie zaserwuje im pracodawca.

Wymyślono prawo o czasie pracy kierowców, które ma chronić innych przed nich zmęczeniem oraz ich samych przed nimi samymi, a to bydło to prawo łamie, grzebią przy tachografach, kombinują z kartami kierowcy.
Śpią na pakach, leją na koło, srają w krzakach jak zwierzęta, myją się pod kranami na stacjach benzynowych i wpi*rdalają karmę dla psów.
Nie ma takie upodlenia jakiego nie zniosą bo to są po prosty takie prymitywy.

Kierowca to nie jest najcięższy zawód. Kierowca to jest stan umysłu. Oni sami utrudniają sobie ten zawód, bo sami zgadzają się na takie traktowanie!

Na koniec dodam, żeby być sprawiedliwym - znam paru kierowców swoich pracowników, którzy na szczęście są wyjątkami od tego co napisałem. Ale niestety tych prawdziwych fachowców na poziomie można policzyć na palcach może dwóch rąk!

Firma_Transportowa

by BHPowiec23

Dnia dnia jedenastego listopada, musiałem być w Warszawie, pechowo bo w samym centrum.

Pojechałem firmowym autem, zaparkowałem przy ulicy Pięknej, nieopodal placu Konstytucji. Żeby nie było – auto zaparkowane prawidłowo w przeznaczonym do tego miejscu. Poszedłem załatwiać swoje sprawy i po powrocie zastałem urwane oba lusterka i połamane tylne światło. Na aucie było też kilka "wlepek" promujących patriotyzm i "narodowościową postawę", oraz kilka z panami Dmowskim i Piłsudskim okraszone cytatami.

Tak więc dziękuję "patryjotyczna" HOŁOTO za zniszczenie auta.

by E4y

Odnośnie przepuszczania w kolejce. Czasem przepuszczam ludzi, którzy mają 1 do kilku produktów, zwłaszcza kiedy ja zakupów mam dużo - ot taki miły gest.

Kiedyś w Biedronce wpadłam na chwilę, miałam tylko loda.
Kolejka oczywiście urosła z osób 2 do 10 podczas mojej wycieczki do zamrażarki - nic to.
Stoję sobie w kolejce, jak wyłożyłam mojego loda na taśmę, dziewczynka powiedziała facetowi przede mną - "tata, pani ma loda".
Ojciec spojrzał na mnie.

[O] - O ma pani tylko loda, to ja panią przepuszczę.
Uśmiechnięta podziękowałam, chciałam przejść, facet stoi, mówię "przepraszam".
[O]- No co ty, serio myślałaś, że cię przepuszczę, stój w kolejce, hehe.
I rechot niczym Walduś Kiepski, dziecko wtóruje.

To by było na tyle, jeśli chodzi o przekazywanie dziecku zasad i wartości.

chamstwo sklep kolejka

by bazienka

Trochę o ubezpieczycielach.

Pewnego wczesnowiosennego dnia, wraz z małżonkiem zakupiliśmy własne autko. Nic specjalnego i zdecydowanie niemłodego ale w pełni spełniającego nasze oczekiwania. Pojazd na kredyt, więc o niego dbaliśmy i pieściliśmy. Niestety budżet domowy nie pozwalał wtedy na wykup miejsca na stołecznym parkingu i z tego też względu zdecydowaliśmy się na wykupienie polisy AC. Wiadomo, parking pod blokiem to jakaś stłuczona szyba może się trafić czy słupek niespodziewanie wyrosnąć. Ot, uroki życia na blokowisku.

W połowie sierpnia, wracamy zadowoleni z krótkiego urlopu i parkujemy naszego przyjaciela tak żeby widzieć go z okna balkonu. Mija sobie tydzień i stwierdzamy, iż wypadałoby nawiedzić pobliski park handlowy bo pustki w lodówce ,a i Młodemu kończą się pampersy. Uzbrojeni w ogromne pokłady cierpliwości (zakupy z małym dzieckiem to katorga) idziemy na parking, ustawiam się z wózkiem za autem, próbuję otworzyć a tu nic, nie ma charakterystycznego piknięcia. Zastanawiam się ki czort i jeszcze raz. Znów nic. Myślę sobie może bateria padła, otworzę z kluczyka... tylko coś mi nie pasuje, gdzie jest fotelik? Cóż się okazało? Na miejscu naszego brum-brum stoi sobie inne, prawie identyczne, w zasadzie z zewnątrz różniło się tylko tablicą rejestracyjną. (Na tym parkingu były trzy takie auta, różniły się rejestracjami i stanem technicznym) Nasze wychuchane auto odjechało, w bliżej nieznanym kierunku.

Wiadomo, kradzież to powiadamiamy policję. Zeznania itp. Wychodzimy ze świstkiem o zgłoszeniu kradzieży.

Pierwszego dnia roboczego dzwonie do ubezpieczycieli. OC gdzie indziej i AC też gdzie indziej.

Sprawa OC:
Uprzejmy konsultant poprosił o przesłanie mailem skanu wypowiedzenia umowy, decyzji o wyrejestrowaniu pojazdu i prośby o zwrot niewykorzystanej składki. Po 14 dniach od wysłania dokumentów dostaliśmy przekazem pocztowym pieniądze. (Miały być przelewem ale wcześniej zapomniałam potwierdzić nr konta i nie czekali na maila ode mnie tylko wysłali w ten sposób).
Czas od zgłoszenia kradzieży, przez wymagania ubezpieczyciela AC wydłużył się do miesiąca.

Sprawa AC:
Uprzejma konsultantka przejmuje zgłoszenie, potwierdza, zbiera opis, zachęca do skorzystania z ich aplikacji i zapytana informuje, że czas załatwienia wszystkich formalności i wypłaty odszkodowania to 30 dni. OK.
Po ponad tygodniu dostajemy dokumenty do wypełnienia. Muszę ponownie podawać wszystkie dane i wpisywać opis, mimo, że to miało być uzupełnione wcześniej. Odsyłam wszystkie posiadane ksera dokumentów i kluczyki. Dzwonię upewnić się czy mogę już wyrejestrować pojazd (Pani podczas pierwszej rozmowy uprzedziła, że ich konsultant skontaktuje się by zobaczyć oryginały). Pani na infolinii musiała sprawdzić, bo ona nie wiedziała. MOGĘ.

Po 3 tygodniach dostaję pismo, że nie mogą rozpatrzeć szkody, bo nie dostarczyłam decyzji o wyrejestrowaniu, umowy cesji i decyzji o umorzeniu. Ok, rozumiem. Niestety Pani konsultantka nie potrafiła mi odpowiedzieć jak miałam to zrobić skoro nie dostałam od nich umowy, a najpierw chcieli ksera dokumentów i wgląd w oryginały (dla niewtajemniczonych jak się wyrejestrowuje pojazd to dowód rejestracyjny i karta pojazdu zostają w urzędzie). Opiekun sprawy skontaktuje się po weekendzie. OK. zaczynam się lekko denerwować.
Zanim Pani zadzwoniła dostałam z policji pismo o wszczęciu postępowania w sprawie kradzieży. Kiedy umorzenie - nie wiadomo.

Telefon od opiekuna: Przecież w piątek wysłali umowę cesji (Aha, spoko, najpierw pismo, że nie wysłałam umowy a tydzień później, rzeczona umowa, widać da się). Decyzja o umorzeniu absolutnie konieczna, bo przecież może się okazać, że jednak nie ukradli mi auta tylko coś innego (np co? pożyczyłam złodziejowi?) ale tu już tylko brakuje tych dokumentów, wszystko jest sprawdzone, kluczyki oryginalne (serio? czyli jednak nie pożyczyłam) i oni czekają aż odeślemy. SUPER.

Na umowę czekaliśmy tydzień, nawet w międzyczasie umorzyli postępowanie. Dokumenty wysłałam za poręczeniem odbioru tego dnia kiedy je otrzymałam. Z umową było też pismo, które jasno mówiło, że w ciągu 14 dni od uzupełnienia dokumentacji wypłacą odszkodowanie. List wysłany poleconym priorytetowym, Pani w okienku na poczcie powiedziała, że w środę trafi do adresata. No to czekamy. Rozglądamy się już powoli za samochodem bo jesień i z małym dzieckiem to tak trochę ciężko a i uziemieni jesteśmy.

Mija 14 dni, 15, 16, 17... Tym razem dzwoni mąż, a Pani Konsultantka powiada, że 14 dni to mija dopiero pojutrze (spoko) i że pieniądze będą najpóźniej 2 dni później. ŚWIETNIE, szukamy auta.

Mija wyznaczony termin, nawet wróciła zwrotka (nota bene 14 dni w systemie nijak się miało do daty na zwrotce) a tu nic. Czekamy jeszcze dwa dni i mąż (chyba przeczuwając, że jeśli ja zadzwonię to będę bardzo niemiła i niekulturalna) sam złapał za telefon. I tu uwaga, akcja się zagęszcza.

Najpierw Pani szła w zaparte, że nie wysłaliśmy dokumentów, a gdy mąż zaczął być niemiły to nagle system pokazał, że jednak otrzymali komplet, ale te 14 dni to na ustosunkowanie się do nich a nie na decyzję, i co my chcemy skoro to dopiero 65 dzień od zgłoszenia a oni mają 90 na rozpatrzenie. Mąż zdecydowanie przestał być miły, a mi opadło wszystko co mogło.

Finał? Zgłoszenie szkody 21.08, decyzja i wypłata 7.11. Dodatkowo ogromny niesmak, dużo stresu i kilka wiązanek w kierunku niekompetentnych pracowników.

I teraz pytanie kto był bardziej piekielny, my domagając się odszkodowania czy ubezpieczyciel przeciągając wszystko i kompletnie olewając klienta?

Na koniec tylko smutna refleksja: kiedyś złodzieje mieli choć trochę honoru. Nic w całej tej historii nie zabolało mnie tak jak kradzież fotelika i kocyka które były w aucie, to w końcu rzeczy małego dziecka...

uslugi

by Znajdka

Przy okazji dzisiejszego Święta, odwiedziłem miasto, w którym się urodziłem, wychowałem i, na moje szczęście, przesłużyłem ponad połowę wojskowego życia.

Po spotkaniu z kolegami, tak jak i ja weteranami i emerytami, oraz pozostającymi w czynnej, poszliśmy coś zjeść do restauracji i pogadać o dawnych czasach.

Wychodząc, napotkaliśmy naszą już wówczas trzyosobową grupą, pięciu młodzieńców, którzy odziani w bluzy z wzorami, nawiązującymi do najlepszych tradycji wojskowych, orły i temu podobne symbole, darli mordy na całą ulicę, ewidentnie pijani.

Kolega nie wytrzymał, posłał im wiąchę naprawdę soczystą, typu: "masz orła na bluzie, to się zachowuj" w odpowiedzi poleciały teksty typu : "ty k...o", "zaj..ć ci?", k, ch itp. itd.

Dlaczego aż tak bardzo mnie to bulwersuje?

Wszyscy trzej byliśmy w mundurach...

ulica

by Monoslad

Historia mojego kuzyna, dodana za jego zgodą.

Kuzyn miał dziewczynę. Super się dogadywali, sprawiali wrażenie wręcz pary idealnej.

Ostatnio dziewczyna zerwała z nim i śmiertelnie się na niego obraziła.
Dlaczego? Bo nie chciał iść z nią w przyszłym roku na koncert Guns N' Roses.
A to, że w dniu koncertu wypada pierwsza rocznica śmierci ojca i siostry kuzyna, było dla niej najwyraźniej niezbyt poważnym powodem.

Jak na to patrzę, to może nawet dla niego lepiej, że się rozstali.

by kluskaa

Zdrowie się popsuło.

Wydałem 150 zł na wizytę u lekarza, 200 na badanie i 300 na leki. Jak skończę brać leki, to czeka mnie kolejna wizyta u lekarza i kolejne badanie, tym razem za "tylko" 150 zł.

Co miesiąc odciągają mi niemałą sumę z wypłaty za to, bym za wizyty u lekarza i badania nie musiał dodatkowo płacić. Faktycznie, mam taką możliwość. Muszę tylko poczekać - pół roku na lekarza i kolejne pół na badanie.

Żyć nie umierać, tylko hajs trzeba mieć.

by ~bbb