piekielni.pl

Pokaż menu
Szukaj

Pracuję na stanowisku asystentki zarządu. Odkąd szef dowiedział się, że spodziewam się dziecka, postanowił znaleźć kogoś na moje miejsce. "No to teraz zaczną się jazdy" - uprzedził mnie starszy kolega - "zanim zatrudnili ciebie, szukał kogoś z pół roku".

Mimo upływu kilku lat doskonale pamiętałam, jak wyglądała rekrutacja, kiedy to mnie przyjmowano do pracy, więc z tym większym zainteresowaniem przyglądałam się poszukiwaniom nowej, "prawej ręki prezesa".

Dział HR otrzymał polecenie rozpoczęcia naboru. Wystawił uzgodnione w treści ogłoszenia najpierw na bezpłatnych portalach ogłoszeniowych, następnie - wskutek nikłego zainteresowania ofertą - już na tych płatnych, dodatkowo wyróżniając informację o rekrutacji. Mimo wszystko odzew nadal był znikomy. Jeśli już z dostarczonych przez HR dokumentów aplikacyjnych zarząd wybrał kilka najlepszych kandydatek, to po kilku minutach rozmowy z nimi okazywało się, że ich CV to dzieła, które na półce stałyby gdzieś pomiędzy Pratchettem a Pilipiukiem. Jednym słowem fantastyka, do tego wywołująca na twarzy czytającego szczery, szeroki słowiański uśmiech.

Cóż było robić? Jeszcze raz zweryfikowano treść ogłoszenia, nieznacznie obniżono kryteria, co kilka tygodni powielano informację o naborze, a komunikat pojawił się też w lokalnych mediach, jednak z takim samym, marnym skutkiem. Termin mojego porodu się zbliżał, a zirytowany sytuacją szef zaczął podpytywać, czy któraś z moich koleżanek nie szuka przypadkiem pracy...

Cała sprawa z nieudaną rekrutacją zaczęła mi śmierdzieć. Ja sama kilka lat wcześniej dwukrotnie wysyłałam swoje CV, za każdym razem upewniając się telefonicznie, że dokumenty na pewno dotarły. Mimo tego nie zostałam zaproszona na żadną rozmowę rekrutacyjną, a ogłoszenia o pracę nadal wisiały gdzieś w internecie. Pomogło dopiero wysłanie maila aplikacyjnego bezpośrednio na adres zarządu, który nie był podany w żadnym z ogłoszeń.

Za zgodą szefa postanowiłam zaaplikować również i tym razem, wspólnie spreparowaliśmy idealne CV "Anny Kowalskiej". Co się okazało? Utknęło już na początkowym etapie gdzieś w HR, bo jedna z pracownic działu usilnie próbowała załatwić pracę asystentki swojej koleżance, pomijając zgłoszenia naprawdę kompetentnych, sensownych kandydatek i przekazując nam tylko te, na tle których jej znajoma mogła zabłysnąć. Tym samym zmarnowała nie tylko kilka tygodni, które przeznaczylibyśmy na wdrożenie nowego pracownika, ale i kilka tysięcy złotych wydane na kolejne ogłoszenia. Na taki sabotaż pozostało tylko jedno - zwolnienie dyscyplinarne.

Los bywa przewrotny, ostatecznie pracę otrzymała świetna stażystka, ale firma nadal szuka nowego pracownika. Tym razem działu HR.

biurowy sabotaż praca szuka człowieka jak z hukiem wylecieć roboty

by BlackVelvet
Zobacz następny
Dodaj nowy komentarz
avatar Naa
-2 24

Dałam plusa, bo w sumie historia świetna. A później mój wzrok padł na "...Ja sama kilka lat wcześniej dwukrotnie wysyłałam swoje CV, za każdym razem upewniając się telefonicznie, że dokumenty na pewno dotarły. Mimo tego nie zostałam zaproszona na żadną rozmowę rekrutacyjną...". I co, ta pracownica z HR kilka lat pilnowała właśnie tego stanowiska, a jej znajoma kilka lat czekała, aż się zwolni miejsce? Czy może cały dział HR był skorumpowany, i wszyscy wpychali tam swoich znajomków, wbrew interesom firmy? Trochę dziwnie mi wygląda ten kawałek, poproszę o szersze wyjaśnienie :)

Odpowiedz
avatar Day_Becomes_Night
4 10

@Naa: Ja mam dwie takie znajome. Jedna po stażu dostała oczywiscie kopa,ale przychodziła codziennie i w końcu dostała umowę na zastepstwo za jedną pracownicę. Druga pracowala na zastępstwo, podziekowano jej po skończeniu umowy. Potem poszła gdzieś do pracy przez agencję a jak w pierwszym miejscu pracy zwolniło sie miejsce, to znowu tam aplikowała. Co najlepsze,chyba znowu ma tylko umowę do kwietnia.

avatar rodzynek2
5 9

@Naa: Koleżanka gdzieś pracowała, za "śmieszne" pieniądze w porównaniu ze stanowiskiem asystentki zarządu, które pilnowała dla niej pani z HR.

avatar itaknici
5 11

@Naa: Szukanie dziury w całym. Po prostu wtedy mogła chcieć wcisnąć inną znajomą, może też rzeczywiście chodzi o jedną i tę samą osobę, która wcale nie musiała czekać, tylko pracowała w tym czasie gdzieś indziej. I czemu skorumpowany? Załatwianie pracy znajomym przez znajomych to dość powszechne zjawisko, nie musi mieć nic wspólnego z korupcją.

avatar BlackVelvet
8 10

@Naa: Muszę Cię zamucić, wyjaśnień nie będzie. Nie wiem, czy moją rekrutację prowadziła ta sama osoba z HR, która zajmowała się tą opisywaną w historii. Nie wiem też, dla kogo to miejsce było tak pilnie strzeżone. Być może (a raczej na pewno) o sabotażu wiedziało więcej koleżanek z HR, ale ciężko to przecież udowodnić. Korupcją bym tego nie nazwała - w mniejszych miastach, w których ciężej o dobrą pracę, takie wpychanie swoich znajomych czy rodziny jest niestety na porządku dziennym. Jednak najbardziej krzywdzące jest według mnie "usuwanie" ofert po prostu lepszych, bardziej kompetentnych osób. Morał z tego jeden - zawsze warto uderzać do źródła, omijając wszystkich niepewnych pośredników.

avatar BlueBellee
4 8

@BlackVelvet: I prawidłowo, bo to nie korupcja, tylko nepotyzm jak już.

avatar dayana
4 4

@BlackVelvet: Jak to prywatna firma to szef ma prawo zatrudnić kogo chce. Najwyżej firma upadnie, jeżeli ważne stanowiska zajmują osoby niekompetentne. Szef powinien wiedzieć co się dzieje w jego firmie, od tego jest i od tego ma ludzi. Rozumiem, że ten dział HR miał jakiegoś kierownika, on też powinien wylecieć za to, że nie wie co się dzieje w miejscu, za które jest odpowiedzialny. Jak kto dba, tak i ma.

avatar Naa
0 0

@itaknici: Twoim zdaniem działanie na niekorzyść firmy czy instytucji, dla której się pracuje, dla własnych korzyści (finansowych, towarzyskich, czy jakichkolwiek innych), to nie korupcja? Muszę Cię zmartwić - to praktycznie definicja korupcji. @BlackVelvet: To, że jakieś zjawisko jest powszechne, nie znaczy, że zanika - raczej przeciwnie. Pracownicy działu HR, podejmując swoją pracę, przyjmowali na siebie obowiązek znajdowania jak najlepszych pracowników dla swojej firmy. Za to brali pieniądze, nie za ich ukrywanie, i podsuwanie gorzej nadających się znajomych. Postępowali nieuczciwie i wobec osób, które odrzucali, i wobec firmy. Nawet, gdyby mając dwie na pozór równie dobre osoby, poinformowali Twojego szefa tylko o tej, której chcą oddać przysługę, też byłoby to nieuczciwe, bo on miał prawo dowiedzieć się o obu, i wybrać samemu. @BlueBelle: Nepotyzm jest formą korupcji, podobnie jak łapówkarstwo (bo pewnie o nie Ci chodzi), ale korupcja może przybierać różne formy. Za każdym razem, gdy ktoś nadużywa swojego stanowiska, żeby uzyskać jakieś korzyści (i niekoniecznie są to pieniądze), masz do czynienia z korupcją. Polecam http://www.antykorupcja.gov.pl/ak/archiwum-mswia/poradnik-antykorupcyjn/co-to-jest-korupcja/63,Co-to-jest-korupcja.html do poczytania :)

avatar ziobeermann
2 12

Porównywać Pratchetta do Pilipiuka?

Odpowiedz
avatar czaron
18 22

@ziobeermann: Jeśli uważasz że to zbyt śmiałe porównanie, pamiętaj, że prezes przyrównuje się do Piłsudskiego ^^....

avatar Drago
15 19

@ziobeermann: To nie było porównanie, po prostu obaj są na P, więc na tej samej półce by stali.

avatar BlackVelvet
5 9

@ziobeermann: Nie porównuję, ubóstwiam i jednego, i drugiego. Ale jeśli możesz porównać kogoś z Mistrzem to śmiało, chętnie przeczytam! :)

avatar ziobeermann
6 6

@BlackVelvet: Nie ma takiego, Terry jest Mistrzem wszystkich Mistrzów :)

avatar elpiwo
0 4

@ziobeermann: Fakt. O Pratchettcie nie słyszałem.

avatar Johanna
2 2

@elpiwo: does not compute

avatar ziobeermann
3 5

@elpiwo: +++ Błąd Dzielenia Przez Ogórek. Zainstaluj Wszechświat Ponownie I Rebutuj +++

avatar MonikaTakaja
14 14

A ja czasami się zastanawiałam dlaczego jak chciałam zmienić pracę to mimo spełniania wszystkich wymagań (a nawet posiadania wyższych kwalifikacji) nikt nie oddzwaniał... Wszędzie to kumoterstwo!! a później masz kompletną sierotę za przełożonego i zastanawiasz się kto mu dał to stanowisko...

Odpowiedz
avatar Jaladreips
4 4

Firma jeszcze powinna ją pozwać i powinna dostać taką karę finansową, żeby do końca życia spłacała.

Odpowiedz
avatar Spyro
3 3

Cieszy mnie zakończenie tej pani z HR. Może to nauczy ją, że w wyniku pewnych przyczyn mogą nastąpić pewne skutki.

Odpowiedz
avatar Naa
0 0

@Spyro: Na miejscu szefów tej firmy po kolei sprawdziłabym wszystkich pracowników HR (może tą samą metodą, co opisana przez @BlackVelvet, a może innymi). Bo przypuszczalnie nie tamta jedna kobieta robiła takie sztuczki, i najpewniej należałoby tam wymienić więcej osób. Pewnie byłby szok, że po wszystkim firma zaczęła działać o tyle wydajniej!

avatar PiekielnyDiablik
1 1

pracować w HR i nie wiedzieć które stanowiska są: 1. nisko płatną, ale konieczną zapchajdziurą; 2. intratną synekurą; 3. zapierniczem za psi pieniądz; 4. wysoko kwalifikowanym zapierniczem za duży pieniądz. Nie da się jakiejś niemoty wsadzić na stanowisko typu 4. bo nie da rady, natychmiast będzie coś niezrobione albo jakość poleci na pysk. Na drugie można wsadzić niemotę, ale raczej jest to zarezerwowane dla dzieci i znajomych królika. Zatem gdzie zwykły szeregowy HR-owiec może lokować swoich ludzi?

Odpowiedz
Udostępnij