piekielni.pl

Pokaż menu
Szukaj

Sytuacja miała miejsce gdy miałam może z 7 lat.

Mieszkam na wsi. Moja rodzina miała jamnika, który zwał się Dino. Dino był bardzo wesołym pieskiem, niegroźnym, więc zawsze latał po całym podwórku, a i na wieś często wybywał. Każdy go znał, więc nie było problemów.

Pewnego czerwcowego dnia gdy byłam w szkole, piesek leżał sobie przy naszej bramie i się lenił. Brama była otwarta. W pewnym momencie ktoś prawdopodobnie pomylił drogę i chciał cofnąć, więc wjechał w nasz wjazd, niestety psa nie zauważył.

Dino zaskoczony nie zdążył nawet się poderwać, aby uciec, został przejechany.

Sąsiad gdy usłyszał jakieś piski spojrzał, co się dzieje, zaczął krzyczeć na delikwentów, że psa przejechali i co oni robią.

Nawet nie zareagowali, po prostu zawrócili i pojechali w swoją stronę.

Niestety pies nie przeżył.

by LoLekOo
Dodaj nowy komentarz
avatar Fomalhaut
7 43

@koniecznickiem: Świetny pomysł. Ryzykować uszczerbek na własnym zdrowiu, bo ktoś kundla sąsiada przejechał. Jak już coś sensownego miałby zrobić, to spisać numery rejestracyjne samochodu i zadzwonić na policję.

avatar koniecznickiem
0 4

@Fomalhaut: nono dużo by to dało! Dla niektórych kundel, dla niektórych to cały świat. ;) A serio wątpię by ten koleś co przejechał psa, przejechałby też człowieka. ;)

avatar bloodcarver
15 23

"nie zdążył nawet się poderwać aby uciec" - no to albo pies bardzo stary, albo bardzo głupi, albo kierowca na ostrym drifcie. Że go przejechali, źle. Ale jak pies który nie ogarnia nawet powoli jadących aut łazi sam po okolicy, to przejechanie go było właściwie tylko kwestią czasu.

Odpowiedz
avatar Felina
2 2

@bloodcarver: Bywają takie dziwne psy. Moi krewni mają małego psiaka, co się samochodowi nie usunie, a jeszcze pod koła podlezie. Ile razy u nich jestem, trzeba go łapać i pilnować, bo sam się pcha pod auto. Chociaż fakt: obcemu samochodowi się tak nie podkłada.

avatar bloodcarver
8 8

@Felina: Bywać bywają, ale głupotą jest takiego puszczać by sobie latał po wsi, bramy nie zamykać

avatar Felina
2 2

@bloodcarver: Jak najbardziej, zgadzam się, że porządny płot i szczelna furtka są najlepszym sposobem na uniknięcie takiego zdarzenia. Co do mojego wcześniejszego komentarza - ogrodzenie jest, ale na podwórze jakoś trzeba wjechać i wtedy już pies musi być pilnowany.

avatar sicca
24 24

Może rodzice pozbyli się pieska w inny sposób, a Tobie opowiedzieli historię o "szalonym cofaczu" rozjeżdżającym psy? Niby Dino mógł nie zdążyć uciec, ale chodzenie po wsi raczej nie wskazuje na chorego i starego psa który nie dałby rady się szybko poderwać.

Odpowiedz
avatar katem
5 5

@sicca: Jeżeli nie jest tak, jak napisałaś, to i tak rodzice autorki są winni śmierci psa - jeśli pies biega luzem, to brama winna być zamknięta a ogrodzenie solidne, a jeśli brama otwarta, to się psa pilnuje. Ze strony kierowcy to nieszczęśliwy wypadek - musiał zawrócić, zobaczył otwartą bramę, która umożliwiła mu cofnięcie i nie zauważył psa. Nie zauważył nawet, że po kimś żywym przejechał, bo to przecież niewielkie i miękkie było.

avatar Wolontariusz
27 31

Pies latał luzem po wsi i tak się to właśnie kończy. Ludzie, naprawdę nie wiecie do czego służy brama i płot?

Odpowiedz
avatar Grav
18 20

Przez takich matołów jak Ty, którym się wydaje, że jak piesek niegroźny, to już nie trzeba pilnować, przecież każdy zna, nikomu się krzywda nie stanie, mam rozpieprzony kawał przodu w moim samochodzie - ot, w ciemnościach czarny pies wyskoczył spomiędzy drzew na wsi i wywalił mi się prosto pod koła. Ponad 1000zł naprawy, niezachipowany, bo po co, właściciela nie ma, bo po co pilnować swojego kundla. Mam nadzieję, że właściciel samochodu nic sobie nie uszkodził o Twojego jamnika. A jeśli tak - mam szczerą nadzieję, że wróci po odszkodowanie. Edit: Żeby nie było - zwierzęciu współczuję, nie jego wina, że właściciel nie potrafi myśleć. I temu, w które ja wjechałem (przeżyło), i temu jamnikowi. Ale autorowi historii bólu po stracie psa nie współczuję ani troszkę.

Odpowiedz

Zmodyfikowano 1 raz. Ostatnia modyfikacja: 11 stycznia 2016 o 0:12

avatar lady0morphine
2 2

@Grav: Autorka historii miała w momencie tamtego zdarzenia 7 lat. Czemu nazywasz ją matołem? To jej rodzice powinni dopilnować psa. Siedmiolatek nie myśli o takich rzeczach jak zamykanie bramy, jeśli rodzic go wcześniej tego nie nauczy.

avatar aegerita
-1 3

@Grav: Wróci po odszkodowanie, że bez pozwolenia wjechał komuś na posesję i przez własną nieuwagę zabił psa? Dobrze się czujesz?

avatar Nimfetamina
6 6

Psa tylko szkoda. Niestety cała wina za ten stan rzeczy spoczywa na Was. To mi przypomniało tak poza tym: nie rozumiem tego zwyczaju puszczania psów luzem po wsi, skoro psy i tak mają od cholery miejsca na własnych podwórkach. Jak już pisałam kilka razy, mieszkałam przez kilka miesięcy z byłym mężem na jego rodzinnej wsi, widok łażących kluch (jak nazywam takie standardowe krótkonogie kundelki) po ulicy nie był mi obcy, ale raz mi serce stanęło, gdy wracałam po pracy zimą do domu. Ciemno, ślisko, a przede mną stanął pitbull. Wiedziałam, do kogo należał, bo tylko jeden facet na wsi miał pitbulle, ale osobiście się z psem nie znaliśmy. Ruszył w moim kierunku. Ze strachu stanęłam jak wryta z zupełną pustką we łbie. Na szczęście pies jak się okazało chciał tylko zobaczyć kto zacz i po szybkim niuchnięciu przystąpił do prób zabawy. Odprowadził mnie kilkanaście metrów, kolejny kilometr nie wiem jak przeszłam na tej ślizgawicy z nogami jak z waty.

Odpowiedz
avatar Balzakowa
6 6

Zwyczaj latania luzem po wsi jest bardzo silnie zakorzeniony. Z punktu widzenia psów jest jak najbardziej słuszny (ach te liczne kontakty towarzyskie). A praca w gospodarstwie nie jest pracą na 8 godzin tylko na okrągło. Z psem raczej nikt nie wyjdzie. Jak pies zna zagrożenie to ok. Jak nie zna, co częste, to albo przeżyje i się nauczy albo tragedia. Przykre, ale tak to jest. Jeśli zaś chodzi o osoby w samochodzie, to napisane że psa nie zauważyli. Więc wyobrażam sobie taką sytuację: nawracasz bo gdzieś źle pojechałeś, nagle wyskakuje facet z wrzaskiem i pięściami. Obawiam się, że też bym uciekła.

Odpowiedz
avatar jass
1 1

@Balzakowa: A co z punktem widzenia ludzi? Psy, tym bardziej te trzymane przez większość czasu na łańcuchu potrafią być agresywne. Pamiętam że kiedy w dzieciństwie jeździliśmy do moich dziadków na wieś rodzice zawsze nam powtarzali, żeby wracać przed zmrokiem, bo ludzie spuszczają psy. Jeśli zdarzyło nam się z bratem zabawić u kuzynostwa dłużej, ktoś nas odprowadzał. Ja się psów trochę boję, więc zawsze w takiej sytuacji byłam cała w nerwach i do dziś nie rozumiem jak może być społeczne przyzwolenie na to, żeby nawet agresywne psy ot biegały sobie luzem po całej okolicy...

avatar aegerita
-4 4

@jass: Było na to przyzwolenie, bo to rozwiązanie po prostu działało. Psy miały ruch i socjalizację (czego dzisiaj bardzo często brakuje), a ludziom zazwyczaj nic z ich strony nie groziło. Dopiero później pojawiła się wielkomiejska histeria, że psy są strasznie groźne, że trzeba je trzymać całe życie na uwięzi. A potem zdziwienie, że niezsocjalizowany, neurotyczny albo agresywny...

avatar jass
2 2

@aegerita: Nie powiedziałabym że określanie tych psów jako groźnych to histeria... Wśród takich typowo łańcuchowych psów zawsze znajdą się jakieś agresywne. A trzymanie psów całe życie na uwięzi to zwykłe znęcanie się. Ze zwierzęciem albo się chodzi na spacery, albo zapewnia mu ogrodzoną przestrzeń żeby sobie biegało, a stawianie sprawy - puszczanie psa luzem na noc albo całe życie na uwięzi jest wyjątkowo niedojrzałe i nieodpowiedzialne. I myślę że to rozwiązanie sprawdzało się tak długo z zupełnie innego powodu - po prostu po zapadnięciu zmroku nikt już się raczej po dworze nie pałętał, bo wszyscy byli zmęczeni i wcześnie chodzili spać. A kiedy zaczęli przyjeżdżać ludzie z miast, plus ludzie ze wsi przestali prowadzić życia skupiające się wyłącznie na zajmowaniu gospodarstwem, to rozwiązanie siłą rzeczy też przestało mieć rację bytu.

avatar aegerita
-1 1

@jass: Jak spojrzysz na liczby, to trochę histeria. Krótko: ile znasz osób, które zostały pogryzione (w sensie poważnie uszkodzone, szpital, szwy etc.) przez takie luzem biegające wiejskie burki? Ile w ogóle jest takich przypadków w skali kraju? Ogromna większość takich luzaków rzeczywiście jest niegroźna, jakaś dzika agresja to przypadki marginalne, a że ktoś podniesie raban, bo przebiegający obok pies szczeknął dwa razy, to inna sprawa... Sama nie popieram puszczania psów luzem na cały dzień bez kontroli. Z dwojga złego lepsze to niż łańcuch albo puste mieszkanie + trzy 15-minutowe spacery, ale nadal to niedobre rozwiązanie. Tylko można do sprawy podejść zdroworozsądkowo, a nie pod wpływem strachu.

avatar LoLekOo
-1 3

Odpowiadam na komentarze. To tak, najpierw wydarzenie było autentyczne bo nie widzę powodu aby po 10 latach nadal mnie rodzice okłamywali. Dalej, pies był dość sprytny, miał 8 lat a przez samochód nie został potrącony, 10 lat temu na wsi nie było dużego ruchu więc nauczył się omijać samochody niestety ten raz mu się nie udał. Jeśli mowa, że się nie poderwał to było ciepło i pies leżał więc zapewne przysnęło mu się jak to się zdarza u zwierzaka w cieplejsze dni i nie zdążył należycie zareagować.

Odpowiedz
avatar marcelka
2 4

puszczanie psa luzem, nawet maleńskiego kundelka co to nikomu nic nie zrobi, nawet na wsi - jest piekielne, bo to świadome narażanie psa na niebezpieczeństwo. po to człowiek ma trochę więcej rozumu (przynajmniej z założenia) niż zwierzę, żeby takie sytuacje: drogą jeżdżą samochody, mój pies biega sam po drodze, więc samochód może go przejechać - przewidzieć i starać się im zapobiec, np. zamykając bramę. A że to było 10 lat temu i samochody rzadko tam jeździły - ale jeździły. biedny psiak...

Odpowiedz
avatar Zimny
0 0

Oczywiście źle, że się nie zatrzymali... ale wiecie, nie chcę wyjść na nieczułego - tylko tak szczerze, co by to zmieniło? Jeśli potrącili pieska na tyle mocno, że nie przeżył, to ich zatrzymanie się i "zaduma nad sytuacją" życia mu niestety nie wróci.

Odpowiedz
Udostępnij